piątek, 6 kwietnia 2018

Ze słowiańskiego bestiariusza - Żyrownik


      Gdy po raz pierwszy od tygodni zaświeciło słońce, a temperatura nagłym susem przeskoczyła dwadzieścia stopni, Marianna zadecydowała, że najwyższy czas zimowe odzienie schować i w lżejsze fatałaszki wskoczyć. Jeremiasz decyzję małżonki z radością przyjął. Ciężkie zimowe buciory na pepegi szybciutko zamienił. Zdecydowanym ruchem Nieśpiecha z głowy zrzucił i na pierwsze piwko pod chmurką natychmiast sprężystym krokiem wyruszył.
      Marianna sama w domu została z zamiarem przeprowadzenia gruntownych porządków we własnej garderobie. Zwykle nie zajmowało jej to zbyt wiele czasu, gdyż kobietą była bardzo zorganizowaną, tym razem jednak napotkała poważną przeszkodę. Płaszcze kurtki i swetrzyska, szaliki czapki, rękawice i onuce sprawnie w pudła pochowała, naftaliną przesypała i na strych wyniosła. W drodze powrotnej kolorowe pudełka z pachnącymi tropikalnym kwieciem letnimi łaszkami przyniosła. Szafę porządnie umyła. Pozostało rzeczy na półkach poukładać i na wieszakach umieścić.
       Wzięła Marianna pierwszą sukienusię w dłonie, pogładziła delikatny materiał i tak tylko dla formalności przed lustro podeszła, by utwierdzić się w przekonaniu, że cudnie będzie wyglądać w tych groszkach zielonych. Jak spojrzała, tak wrzasnęła z przerażenia. Ujrzała, bowiem w lustrzanej tafli tuż obok własnego odbicia, stwora jakiegoś paskudnego. Stał na grubych, krótkich nóżkach, w tłustych łapskach nadgryzioną bułę z boczkiem trzymał, a mlaskał tak, że aż mu potrójny podbródek obijający się o brzuszysko wielgachne poklaskiwał.  
        Marianna do strachliwych kobiet nie należała i kolejny wrzask już wcale nie z przestrachu z jej ust się wydobył, ale ze złości wielkiej. Rozpoznała, bowiem Marianna w opasłym stworze Żyrownika. Spasiony demon całą zimę chował się w kuchni, podjadając tłustsze kąski i mleko podpijając, a co Żyrownik sam zjadł, to się w ciele Marianny podwójnie odkładało.
         I teraz stali tu sobie razem, przed lustrem, podobni jak dwie krople wody. Żyrownik dumny z dobrze wykonanej roboty i nagrody oczekujący. Marianna zaś wściekła przeokropnie, bo przecież w dzisiejszych czasach taka postura nie o bogactwie i szczęściu świadczyła, ale wręcz przeciwnie, jednoznaczną oznaką nędzy i chorób wszelakich była.
         Gdy więc Jeremiasz późnym wieczorem do domu wrócił, w humorze doskonałym i nastroju romantycznym, zastał jedynie pustą lodówkę, z której Żyrownik ostatnie paróweczki bezczelnie wyżarł oraz liścik jakowyś, w pustej lodówce pozostawiony. Listem tym Marianna Jeremiasza informowała, że zanim dwudziestu kilogramów tłuszczu na nowo otwartej i całodobowo czynnej siłowni nie wytopi, do domu nie wróci. A gdyby Jeremiasz głodny był, to woda w dzbanku stoi i sucharki na talerzyku obok leżą. I wszystkie sobie sam zjeść może.

sobota, 24 marca 2018

SHARE WEEK 2018


To już siódma edycja. Moja pierwsza. 
Idea polecania blogów, które cenimy i które w jakiś szczególny sposób są dla nas ważne, bardzo mi się spodobała. To, że zgłosić można tylko blogi trzy, już troszkę mniej. No, bo jakże to tak, tylko trzy?!
Przecież tych, które czytam, cenię, lubię, podziwiam, wykorzystuję prywatnie i zawodowo, uczę się z nich i bawię świetnie czytając jest zdecydowanie więcej.
Ale zasady to zasady!
Wybrałam.


Blog Emilki Mielko to pierwszy blog, na który trafiłam w moim najcięższym okresie życia i gdzie znalazłam absolutne i totalne zrozumienie. W pewny sensie Emilia uratowała mi życie.  Dowiedziałam się o sobie wielu  istotnych rzeczy i dostałam konkretne wskazówki, jak sobie radzić, kiedy się jest osobą wysoko wrażliwą. Z niecierpliwością oczekuję każdego kolejnego tekstu Emilii, bo zawsze jest dokładnie w punkt i do natychmiastowego wykorzystania. I do tego piękne zdjęcia, balsam dla oka i duszy.


Dopiero dzisiaj pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności, bo przecież nie ma przypadków, autorka i tego, jakże ważnego dla mnie bloga, jest Podlasianka. Krzysia Bezubik i jej kursy kreatywnego pisania, to moje uratowane przez Emilię życie, zupełnie odmieniła. Dzięki warsztatom, poradom i życzliwemu wsparciu Krzysi  wydałam swoją pierwszą książkę, poznałam mnóstwo fantastycznych kobiet i przekonałam się, że aby pisać, wystarczy… zacząć pisać.  Teraz piszę, bo chcę!
I chociaż strona graficzna bloga Krzysi jakoś szczególnie mnie nie przyciąga, to już jego zawartość, a przede wszystkim osoba autorki, wręcz uzależnia.


Trudno mi w kilku słowach przedstawić Wam blog Gosi Wilczek, bo…znam Gosię i Krystiana od wielu lat i ogromna sympatia do nich sprawia, ze absolutnie nie mam dystansu do tekstów. Ale wiecie co? Jak tylko przeczytacie i obejrzycie, bo tam zdjęć  wspaniałych cała masa, chociaż jeden z nich, też natychmiast ten dystans stracicie! Ta szalona dwójka podróżników zabierze was swoją „mechaniczną pomarańczą” na wycieczkę do świata, gdzie wciąż jeszcze takie wartości jak miłość, przyjaźń, zaufanie, wzajemna pomoc i długa szczera  rozmowa istnieją i mają się dobrze. I gwarantuję Wam, że już nigdy nie znajdziecie dla siebie żadnej wymówki, by odkładać marzenia! Nie wierzycie? To zobaczcie ten film


Mogłabym teraz, już poza konkursem, wymienić wszystkie blogi, które z przyjemnością systematycznie podczytuję, ale tego nie zrobię. 
Wybaczcie Kochani. 
Może w przyszłym roku ;)