niedziela, 31 lipca 2016

Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać.

       Najwyraźniej zmarnowała życie. Co prawda tylko to dotychczasowe, ale była na najlepszej drodze, by zmarnować też całą resztę. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Siedziała na kanapie, patrząc tempo w migający ekran telewizora i próbowała zrozumieć, jak to się stało? W którym momencie zawiodła siebie samą? Kiedy dokonała tego fatalnego wyboru i dlaczego, do cholery, nadal w nim trwa? I nie znajdowała żadnej, nawet głupiej i banalnej odpowiedzi, która przyniosłaby jej ulgę. O odpowiedzi, która poderwałaby ją z miejsca nawet nie marzyła. Ale żeby tak koncertowo wszystko spieprzyć ?! Żeby własnoręcznie, bo do tego że sama sobie winna już zdążyła dotrzeć, rozmontować sobie życie i zawodowe i osobiste … I paradoksalnie, to, że wciąż miała gdzie wracać, też było porażką. Bo logicznie byłoby jednak spalić mosty. Bo logicznie byłoby jednak odejść na zawsze. Bo jeśli już, to do końca! Ale nie ona, o nie. Bo jeszcze okazałoby się, że jednak czeka na nią coś lepszego. Bo jeszcze okazałoby się, że mogłaby być szczęśliwa. Bo nie daj bóg, a by się udało. A ona przecież nie zasługuje, nie jest godna. Ona przecież nic nie wie, nic nie potrafi. To tylko iluzja. To sprytne oszustwo. To dobre pierwsze wrażenie. I nie zdawajcie kolejnego pytania, bo ona przeczytała tylko tytuły rozdziałów. Resztę zostawiła na później, a później już było za późno.  I niby lepiej późno, niż później, ale jednak głupio tak, na starość. I niby wie, że  teraz jej starość, to jeszcze nie starość. Że starość to dopiero jutro. I może jutro się zmobilizuje. Może jutro nabierze odwagi. Może w końcu jutro zrobi to, co chce, a nie to, co jej się wydaje, że powinna. Może jutro będzie wiedziała czego chce. Tak, jutro na pewno już będzie wiedziała. Jutro…
-  Klara, będziesz jakieś pranie robić? Gatek nie  mam!

-  Jutro!

poniedziałek, 18 lipca 2016

Dylematy Klary


***
      
     Ja naprawdę nie wiem, co robić? Przecież ja nic innego nie potrafię. Nawet nie jestem przekonana, że potrafię robić to, co robiłam do tej pory, skoro znalazłam się w takiej sytuacji. I co? Mam to wszystko rzucić w cholerę?! A ten cały zainwestowany czas, wysiłek, doświadczenie, te wszystkie kupione książki, wypracowane materiały? I za co ja będę żyć? Nie mam żadnych oszczędności. Nie mam ani złota, ani brylantów, które mogłabym sprzedać. Nic nie mam! W totka nawet trójki trafić nie mogę. Zresztą nawet gdybym wygrała miliony, nie wiedziałabym, co z nimi zrobić. Oczywiście, że wiedziałabym, jak je szybko wydać. Ale gdybym miała zainwestować i jakiś pomysł na życie zrealizować własny, to już bym nie wiedziała co. No, bo co ja bym mogła robić? Pewnie wszystko! Ale co ja bym chciała robić? O i tu jest problem. Duży problem. Ogromny problem. Bo ja tego nie wiem… - Klara spuściła głowę i obserwowała czubki swoich butów. Znowu czuła się jak mała dziewczynka. Nienawidziła tego. Nienawidziła nie wiedzieć. Nienawidziła siebie za to, że nie wie. Jak można nie wiedzieć kim się chce być? Jak można nie wiedzieć kim się jest ?! Jak można tego nie wiedzieć?! Nienawidziła i wstydziła się. Wstydziła się tej niewiedzy. Wstydziła się tej nienawiści. Wstydziła się potwornie. Taka duża dziewczynka, a nie wie. Taka niby mądra, a nie wie. Jaka głupia!
-      To niech się pani dowie. Do zobaczenia za tydzień.

piątek, 15 lipca 2016

Most

       Mrok nie był już taki mroczny. Zaczynała dostrzegać świetliste punkty. Gwiazdy odbijające się w kałużach, migoczące światła świec poustawianych w oknach, szybko znikające płomyki zapalanych zapałek i żarzące się ogniki papierosów. Zbliżała się do centrum. Ulice zrobiły się szersze, domy wyższe. Świece w oknach ustąpiły miejsca  latarkom. Gwiazdy pochowały się zawstydzone jasnymi światłami  reflektorów luksusowych aut.
      Była już blisko celu.

czwartek, 14 lipca 2016

Pierwsze kroki

***

       Klara weszła lekko spóźniona, o jakieś piętnaście – dwadzieścia lat, ale najwyraźniej nikt tego nie zauważył. Rozejrzała się po sali. Dostrzegła wolne miejsce obok Zochy, którą poznała kilka minut temu przy automacie z kawą. Zdążyła je zająć zanim weszła Prowadząca.
-  Witam państwa na pierwszych zajęciach. Poćwiczymy sobie dzisiaj pisanie litery A - usłyszała i nie dowierzają własnym uszom zapytała siedzącą obok Zochę, czy ona też usłyszała to samo?
  - No, będziemy ćwiczyć pisanie litery A, dobrze słyszałaś - spokojnie odpowiedziała Zocha, wyciągając z torby ołówek i temperówkę.

wtorek, 12 lipca 2016

Skarb

Zeszła po nierównych, kamiennych schodkach, trzymając się odrapanej, zmurszałej ściany, uważając, by nie zahaczyć głową o niską framugę. 
Było ciemno, pachniało wilgocią i pajęczynami. Po omacku szukała przełącznika licząc na to, że chociaż jedna z żarówek jeszcze świeci. Niestety. Krótki błysk 
i głośny trzask pozbawiły ją złudzeń. Trzeba będzie szukać po ciemku. 
Zatrzymała się i czekała, aż jej wzrok przyzwyczai się do piwnicznej ciemności. Dostrzegła wielkie metalowe drzwi z ogromną zasuwą. 
Takie drzwi zapewniłyby całkowite bezpieczeństwo komuś, kto siedziałby za nimi. Takie drzwi gwarantowały też całkowitą izolację od świata. 
Żaden dźwięk, żaden zapach, żaden promyk światła nie mógł się przez nie przedostać. 
Ktoś bardzo dawno temu je zamknął, po to, aby chronić swój najcenniejszy skarb. A potem zapomniał. 
Zapomniał że miał skarb. 
Zapomniał, że go zamknął za ciężkimi jak ołów drzwiami. 
Teraz ona stoi przed tymi drzwiami i wie, że musi je otworzyć. 
Wie też, że zostało już bardzo  mało czasu. 
Nie wie niestety  ile dokładnie.  
Nikt nie chciał jej tego powiedzieć, ale wyraźnie czuje, że bardzo mało. 
Nie boi się. 
Bała się  wczoraj, ale dzisiaj już nie. 
Wie, że tylko ona może te cholerne drzwi otworzyć 
i wie dlaczego jest tutaj sama. 
Drzwi wyglądają na bardzo ciężkie. 
Ogromna zasuwa jest już mocno zardzewiała. 
Musi za nią mocno pociągnąć, z całej siły. Będzie miała tylko jedną próbę. 
Jeżeli się jej nie uda, nikt nie da jej drugiej szansy. Bo to już była druga szansa. Pierwszą zaprzepaścił ten, który zamykał drzwi. On zaprzepaścił, a jej nie dano. Bywa i tak. 
Teraz musi się skoncentrować. Uspokoić oddech. Upewnić się, że tego właśnie chce. Pewnie uchwycić zasuwę i jednym stanowczym ruchem otworzyć drzwi.

Położyła dłoń na zimnym, chropowatym metalu. 
Zacisnęła palce. 
Teraz! 

Drzwi otworzyły się lekko i bezdźwięcznie. Na moment oślepiło ją jasne światło. Zmrużyła oczy. Weszła do środka. Powinna być zaskoczona. Powinna, ale nie była. Sięgnęła do torby. Wyciągnęła pudełko kredek i dużą białą kartkę. Usiadła na podłodze. Otworzyła pudełko, wzięła do ręki kredkę i zaczęła rysować. Narysowała prostą polną dróżkę, łany dojrzewającego zboża, maki i chabry, chmury na błękitnym niebie i wiatr, i jaskółki. 
A kiedy narysowała też brzozę z rozwianymi na wietrze gałązkami i świetlistą białą korą, mała dziewczynka siedząca w kącie wstała i podeszła bliżej. Popatrzyła na nią i na rysunek. 
Uśmiechnęły się do siebie. 
Dziewczynka podeszła jeszcze bliżej i uściskała ją mocno, 
najmocniej jak tylko potrafiła, a potem śmiejąc się i podskakując wbiegła na narysowaną ścieżkę. Odwróciła się jeszcze na chwilę, radośnie pomachała drobną rączką, w której trzymała zerwane przed chwilą polne kwiatki i pobiegła przed siebie. 
I już nic, ale to nic, nie mogło jej  zatrzymać. 




poniedziałek, 11 lipca 2016

Marzenie Klary

         
       Od tamtego spotkania z Krychą minął już prawie rok. Klara postanowiła spróbować jednak raz jeszcze. Musiała się dowiedzieć, jak ona to robi. Po prostu musiała. W jakiś sposób były do siebie podobne. Klara zauważyła to już w trakcie studiów. Postrzegała Krychę, jako kobietę piękną, mądrą, silną i odważną, taką, jaką sama zawsze chciała być. Podziwiała ją z dystansu, marząc o tym, by ta wspaniała Krycha zauważyła ją i może odrobinkę polubiła. I Klara podziwiałaby skrycie Krychę, jeszcze przez kolejne cztery lata, gdyby nie pewien egzamin. Przedmiot sakramencko trudny a egzaminator legendarnie wredny. Klara wiedziała, że testu pisemnego nie będzie w stanie zaliczyć nigdy w życiu i jedynym sposobem uniknięcia porażki jest podjęcie próby zaliczenia ustnego w trybie zerowym. 
       Uzbrojona w silne przekonanie, że podoła, stawiła się o wyznaczonej godzinie pod drzwiami gabinetu strasznego doktorka. I tam właśnie spotkała Krychę. Spojrzały na siebie i natychmiast zdecydowały, że wejdą tam razem. Obie pewne siebie, obie dobrze przygotowane, obie dotychczas bardzo dobrze oceniane. Wylosowały pytania i …

niedziela, 10 lipca 2016

Żeby dwoje chciało na raz...

          Klara nie mogła zasnąć. Nie była śpiąca. Ani trochę. Na dworze zapadł już późny, letni zmrok. Jan  od dwóch godzin spał. A ona nie była senna ani odrobinę.
- I co tu robić? - zastanawiała się patrząc w sufit - policzyłabym pęknięcia, ale nic nie widać, spróbuję policzyć barany: 1, 2, 3…. Doliczyła do 389 i nie zrobiła się ani trochę bardziej śpiąca. Za oknem panowała totalna cisza. Wiatr ustał. Nie ruszał się ani jeden listek, ani jedna gałązka. Od czasu do czasu mogła wypatrzeć w mroku sylwetkę przelatującego z lewa na prawo nietoperza. Gwiazd jeszcze nie było widać. Żadnych innych świateł też nie. Wsłuchiwała się w ciszę i ze zdumieniem stwierdziła, że jednak niezupełnie jest to cisza. Znad stawu dobiegało kumkanie żab. W trawie pod oknem koncertowały świerszcze. Jakiś spóźniony ptak świergolił w gałęziach świerku. Od czasu do czasu coś szeleściło w tujach. Gdzieś tam na skraju wsi zaszczekał pies. Z daleka dobiegał miarowy stukot przejeżdżającego pociągu i monotonny szum samochodów. Zdecydowanie zbyt blisko zabrzęczał komar. Zaklaskałaby mu chętnie, ale wtedy obudziłaby Jana, a tego nie chciała.

wtorek, 5 lipca 2016

Pocztówka z dzieciństwa

         Klara siedziała na podłodze już od dwóch godzin. Przed nią stara dębowa komoda z rzeźbionymi szufladami, za nią ogromy stos zeszytów, segregatorów, teczek, dokumentów, kartek, karteczek i karteluszek. Wszystkie solidnie zakurzone. Właściwie to wyciągnęła je w celu oddania do recyklingu. Przeciętny mieszkaniec ziemi zużywa podobno pięćdziesiąt kilogramów papieru rocznie. Pod tym względem Klara była zdecydowanie nieprzeciętna. Dowód tej nieprzeciętności piętrzył się właśnie tuż za nią. Czego tam nie było! Notatki z wykładów z czasów studiów zapisane równym i ładnym, aczkolwiek totalnie nieczytelnym dla osób niebędących Klarą, pismem. Kserokopie ważniejszych artykułów, nigdy po raz drugi nieprzeczytanych. Wycinki z gazet zawierające kiedyś istotne treści. Roczniki czasopism, które dawniej prenumerowała, z dziedzin tak różnych, że jej samej trudno było uwierzyć w to, że wiedza ta była jej wtedy absolutnie i niezbędnie potrzebna. No i oczywiście niezliczone ilości dawno zapłaconych rachunków, pism informujących o tym i owym, bankowych wyciągów i faktur w archaicznej papierowej formie.

sobota, 2 lipca 2016

Ku autodestrukcji

       Lato zeszłego roku było sakramencko upalne. Klara ledwie wytrzymywała w mieszkaniu. Klimatyzator warczał od szóstej rano do dwudziestej trzeciej wieczorem. Cała jej aktywność ograniczała się do krótkiego spaceru z psem o świcie, zamówienia zakupów przez Internet, przygotowania czegoś lekkiego do zjedzenia. Energii starczało jej tak mniej więcej do godziny dziewiątej. Później mogła już tylko zalegać. Zalegała więc na kanapie, pozostawiając wszelkie domowe obowiązki w rękach Jana. Nie mogła pojąć jakim cudem ten mężczyzna wytrzymuje takie upały! Ona umiera a on idzie w samo południe na spacer do miasta. Ale to dobrze, to bardzo dobrze.  Gdyby nie było Jana umarłaby naprawdę.
       Zalegając obejrzała ze trzy razy wszystkie możliwe i niemożliwe filmy. Przeczytała czekającą od jesieni książkę, prezent urodzinowy od Jana. Ułożyła cztery komplety puzzli, każdy po dwa tysiące elementów. Czuła się jak więzień skazany na dożywocie.