poniedziałek, 11 lipca 2016

Marzenie Klary

         
       Od tamtego spotkania z Krychą minął już prawie rok. Klara postanowiła spróbować jednak raz jeszcze. Musiała się dowiedzieć, jak ona to robi. Po prostu musiała. W jakiś sposób były do siebie podobne. Klara zauważyła to już w trakcie studiów. Postrzegała Krychę, jako kobietę piękną, mądrą, silną i odważną, taką, jaką sama zawsze chciała być. Podziwiała ją z dystansu, marząc o tym, by ta wspaniała Krycha zauważyła ją i może odrobinkę polubiła. I Klara podziwiałaby skrycie Krychę, jeszcze przez kolejne cztery lata, gdyby nie pewien egzamin. Przedmiot sakramencko trudny a egzaminator legendarnie wredny. Klara wiedziała, że testu pisemnego nie będzie w stanie zaliczyć nigdy w życiu i jedynym sposobem uniknięcia porażki jest podjęcie próby zaliczenia ustnego w trybie zerowym. 
       Uzbrojona w silne przekonanie, że podoła, stawiła się o wyznaczonej godzinie pod drzwiami gabinetu strasznego doktorka. I tam właśnie spotkała Krychę. Spojrzały na siebie i natychmiast zdecydowały, że wejdą tam razem. Obie pewne siebie, obie dobrze przygotowane, obie dotychczas bardzo dobrze oceniane. Wylosowały pytania i …
obie wiedziały, że to koniec „dobrego pierwszego wrażenia”, że dalej to będzie koszmar i mogą z tego nie wyjść żywe. Gdyby wtedy zamieniły między sobą wylosowane kartki, obie zdałyby śpiewająco. Obie jednak były zbyt uczciwe. Doktorek zauważywszy, iż pytanka dla studentek są niezbyt strawne, sarkastycznie zaproponował ketchup lub ewentualnie musztardę. One próbowały jakoś tę żabę przełknąć, na sucho i bez popitki.
       Takich bzdur, jakie wtedy naopowiadały, świat chyba jeszcze nie słyszał!  Ale właśnie te bzdury stały się początkiem przyjaźni. Te bzdury sprawiły, że Klara zobaczyła w Kryśce normalną dziewczynę, która też nie wie, która też się myli, która też wszelkimi sposobami walczy o utrzymanie się na powierzchni i której też wcale nie przychodzi to tak łatwo. Klara zrozumiała, że tak naprawdę ona i Krycha są takie same.
       Minęło już bardzo dużo lat od tamtej chwili. Krycha stała się sławną osobą, a Klara znowu patrzyła na nią, jak na Ideał, jakby zapomniała, że przecież są takie same. Gdyby o tym pamiętała, ich pierwsze spotkanie po latach wyglądałoby zupełnie inaczej. Tym razem umówiły się w Kawiarni Literackiej. Klara nigdy jeszcze tam nie była. Miejsce podobno było magiczne. Czekała ją długa podróż, ale Klara była zdeterminowana.
-  Oby to była prawda! – pomyślała Klara pakując plecak - Odrobina magii bardzo by mi się teraz przydała…

***

        Klara przygotowywała się do tej podróży bardzo długo. Starannie wyselekcjonowała potrzebne rzeczy. Nie zapomniała o mapie. Nie zapomniała o latarce. Nie zapomniała o czekoladzie. Buty miała wygodne. Kurtkę ciepłą i nieprzemakalną. Znała cel i orientacyjny czas podróży. Co mogło pójść nie tak? A jednak już za pierwszy zakrętem czekała na nią niespodzianka. Jedyne niespodzianki, jakie Klara lubiła to „jajka niespodzianki” i to nie ze względu na smak, ale znajdujące się w nich mini zabaweczki, które zawsze wprawiały ją w dobry humor. To jednak zdecydowanie nie była mini zabaweczka, o nie. To coś było rozmiarów tankowca i skutecznie zatarasowało jej drogę. Klara zatrzymała się w bezpiecznej, jak jej się wydawało, odległości i zadarła głowę do góry.
-    No… nie wygląda to dobrze – pomyślała. Jak okiem sięgnąć lita skała. Podeszła bliżej i odważyła się dotknąć to coś.
-   Dziwne…. Sądziłam, że będzie zimna, a to jest ciepłe i …. Ej ! Co jest ?! – Klara próbowała oderwać dłoń od tej dziwacznej ciepłej skały, ale to było niemożliwe. Czuła jakby dotykała plasteliny, która stawała się coraz bardziej plastyczna i lepiła się do palców. Gdyby teraz udało jej się oderwać dłoń pozostałby dokładny odcisk z widocznymi liniami papilarnymi i bardzo długą linią życia, jednak mimo wysiłków Klary nie udało jej się uwolnić. Stała w niewygodnej pozycji z ręką przyklejoną do tej durnej masy, a plecak stawał się coraz cięższy.
-    Pięknie ! – westchnęła i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Po lewej ściana zabytkowej kamienicy. Bardzo zabytkowej. Tak zabytkowej ze od wielu lat nikt już w niej nie mieszka. Okna pozabijane dechami. Drzwi zamknięte na cztery spusty. Tylko na parapecie okna na trzecim piętrze siedzi gołąb. Po prawej ściana zabytkowej kamienicy. Od tej po lewej stronie różni ją tylko kolor popękanego i odpadającego całymi płatami tynku. Jest różowy. I w oknie na trzecim piętrze nie ma gołębia.
-    Czyli na pomoc rdzennych mieszkańców liczyć nie mogę… - Klara zaczęła obserwować bruk pod nogami. Piękna stara granitowa kostka, w zaskakująco dobrym stanie. Nie ma mowy o tym, by udało jej się wyrwać choć jeden kamień, zresztą co miałaby z nim zrobić? Rzucić w tą kupę plasteliny? Niby po co? Zaraz, zaraz…. a gdyby tak jednak spróbować? No nie, nie da rady!
         Mijały godziny a Klara ciągle była uwięziona. Ręka całkowicie zdrętwiała. Plecy bolały nieziemsko. Nogi, mimo wygodnych butów też. Cała długo planowana podróż straciła sens. Klara zaczęła zastanawiać się nad tym, gdzie popełniła błąd? Dlaczego ugrzęzła? Przecież wszystko zrobiła zgodnie z planem. Sięgnęła do kieszeni po mapę, aby upewnić się, że faktycznie wszystko zrobiła zgodnie z planem. Trudno było rozłożyć mapę jedną ręką, więc Klara przykleiła ją po prostu do tej ohydnej ciepłej masy, która więziła od kilku godzin jej dłoń.
-     No zobaczmy, gdzież to ja jestem, a gdzie miałam być …. No nie !!! No nie !!! No w lewo miałam iść !!! W lewo !!! Tam kraina wyobraźni, sklepik z metaforami, Kawiarnia Literacka, sława i chwała… Ale nie, ja oczywiście musiałam znowu strony pomylić! I gdzie jestem? Porzucone pomysły, niezrealizowane marzenia, szare gówno, pustka, cisza i niebyt…eh…

***


-    No, dotarłaś wreszcie !  -  Krycha wstała i uściskała serdecznie Klarę. – Gdzieś ty była tyle czasu?
-   Przepraszam cię, wiesz taka sytuacja… - Klara chciała ze szczegółami opowiedzieć Kryśce swoje życie, ta jednak nie zamierzała słuchać. Zamówiła dla Klary zieloną herbatę, pamiętając, że taką właśnie lubi i wskazała miejsce obok siebie, na wielkiej czerwonej pluszowej kanapie.
-    Siadaj już wreszcie! Tak się cieszę, że znowu się widzimy! Nie mam zbyt wiele czasu, jak zwykle, więc od razu do sedna, dobrze? No, to pytaj?
-     Tak od razu, prosto z mostu?
-    No tak! A czemu nie? Przecież przyjechałaś tu w bardzo konkretnym celu, tak czy nie? – Roześmiała się Krycha – Dawaj, dawaj !
-     Bo widzisz, jak tak cię obserwuję i to wszystko co robisz i to, do czego doszłaś i …. Jak ty to zrobiłaś?! Jak napisałaś te wszystkie książki?! – Wypaliła Klara. – Ja tylko marzę. Marzę o innym życiu. Marzę o pisaniu. Marzę i jakoś tak nie umiem zrealizować. A ty realizujesz. Wszystko. Zawsze. Jak?!
-      Oj, to tylko tak wszystko atrakcyjnie wygląda na Facebooku. – Krycha westchnęła. – Tak naprawdę to nie wszystko mi się udaje. Widzisz to, co chcę pokazać. Muszę być przekonująca inaczej mnie nie kupią. Poczekaj, zrobię tylko zdjęcie. – Krycha zaczęła grzebać w wielkiej torebce i wygrzebała malutkiego porcelanowego ślimaczka. Usadziła go na spodeczku. Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie. Klara nie ukrywała zdziwienia. – A, To taki mój zwyczaj. A wracając do twojego pytania, to wiesz w sumie faktycznie tak jest, że ja swoje marzenia realizuję. Wszystkie.
-    No ale jak to robisz? Jak ci się to udaje? – Dopytywała Klara z nadzieją na uzyskanie prostej i skutecznej recepty.
-      Zacznijmy od tego, że najpierw musisz jakieś marzenie mieć. Masz marzenie?
-      Mam.
-      Jak masz marzenie to teraz zamień je w cel.
-      Jak?
-      No jak to jak? Przecież cel to marzenie z terminem realizacji!
-      Ale skąd mam wiedzieć, kiedy mi się uda? – Klara jakoś nie mogła sobie tego wyobrazić.
-     Po pierwsze nie „kiedy się uda” tylko „kiedy to zrobisz”. Kiedy Ty to zrobisz! No, chyba tylko ty możesz wiedzieć, kiedy chcesz coś mieć, prawda?
-     Niby racja, ale…
-     Jakie ale?
-     Ale jak się nie uda? To znaczy, jak nie zrobię, nie napiszę, bo pisanie mi się marzy, wiesz…  
-     Słuchaj, w pracy twórczej nie wszystko idzie gładko.  Jeśli coś ci nie wyjdzie, możesz pomyśleć: "Jestem do niczego! Nie nadaję się do tego! To wszystko jest bez sensu".  - Krycha spojrzała na Klarę wzrokiem mówiącym: ale to przecież nie ty! -  Albo możesz sobie powiedzieć: "Cóż... zdarza się, zacznę jeszcze raz albo zrobię co innego".
-       Ty tak robisz?

-       Ja tak robię. Zaczynam jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz, do skutku.  A czasem zabieram się za coś innego.  – roześmiała się. -  I potem widzisz, robię sto rzeczy na raz. Ale to wszystko są moje marzenia. No dobra, to opowiadaj teraz co u ciebie? -  Krycha gotowa była wysłuchać relacji z ostatnich kilku lat życia Klary i podzielić się z nią kilkoma fragmentami własnej rzeczywistości. Po raz kolejny okazało się, że są do siebie podobne. Bardzo podobne. 

2 komentarze:

  1. Jakże ta Klara podobna do mnie. Ja też lubię sobie ponarzekać.
    Zdarza mi się, źle skręcić, pojechać w inną stronę.
    Jednak trwam nadal i Tobie życzę tego samego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) I bardzo się cieszę, że stworzyłam bohaterkę z którą nie tylko ja się identyfikuję

    OdpowiedzUsuń