piątek, 15 lipca 2016

Most

       Mrok nie był już taki mroczny. Zaczynała dostrzegać świetliste punkty. Gwiazdy odbijające się w kałużach, migoczące światła świec poustawianych w oknach, szybko znikające płomyki zapalanych zapałek i żarzące się ogniki papierosów. Zbliżała się do centrum. Ulice zrobiły się szersze, domy wyższe. Świece w oknach ustąpiły miejsca  latarkom. Gwiazdy pochowały się zawstydzone jasnymi światłami  reflektorów luksusowych aut.
      Była już blisko celu.
      Zatrzymała się na chwilę, żeby uspokoić oddech. Zostało ledwie kilka kroków. Wiedziała, że kiedy tam wejdzie, nic ale to nic, nie będzie już takie samo jak dawniej. Wszystko, co znała, albo wydawało jej się, że znała, zniknie. Zniknie jej stary dom. Zniknie ogród. Zniknie i pies i mąż i…. większa część jej samej też. Wszystkie lęki i iluzje. Kiedy tam wejdzie unicestwi  tamten świat. Wiedziała, że to nieuniknione i konieczne. Wiedziała, że nie ma już odwrotu. Że to jedyna droga. I była na to gotowa. Musi tylko przejść przez most. Musi przejść przez ten cholerny  most. Wolałaby jakoś na około. Albo, żeby chociaż nie był wiszący. Wolałaby przechodzić przez most w ciągu dnia, dokładnie widzieć jaki jest długi i czy daleko jeszcze? Wolałaby  mieć towarzystwo. Najchętniej w postaci wysokiego przystojnego i silnego mężczyzny. Może jednak nie jest jeszcze gotowa? Może usiądzie tu sobie na chwilę. Wypije kawę. Poczeka do świtu.
 -  Bzdura! Co ja z tą kawą? Przecież nie piję kawy. I żadne poczekam…. Jak to było? ”Tylko nie patrz w dół Ośle!” – i śmiejąc się z siebie samej ruszyła do przodu. Most zachybotał. Musiała przytrzymać się poręczy, ale nie zatrzymała się. Szła dalej. Nie spojrzała ani w dół, ani za siebie. I tak nic by nie zobaczyła. Wokół mostu panowała gęsta jak mgła ciemność. Po kilku kwadransach, a może to były tylko minuty, była dokładnie w połowie drogi. Mroczne miasto zostało daleko za nią. Co było przed nią? Dokładnie nie wiedziała.
-  Po diabła ja tam idę?- nagle dopadły ja wątpliwości. Zatrzymała się. Czuła, jak most chybocze się lekko, to w lewo, to w prawo. Od tego chybotania zakręciło jej się w głowie. Wokół gęstniała mgła. Wydawało jej się, że widzi w niej jakieś postaci, twarze. Było ich coraz więcej. Przyglądały jej się, szeptały coś między sobą, pokazywały ją sobie wielkimi paluchami, jak jakieś dziwadło. Były wszędzie. Trzymała się kurczowo poręczy i próbowała ich nie widzieć i nie słyszeć. Im bardziej próbowała, tym były wyraźniejsze, tym głośniej szeptały. Wiedziała, że jeśli zaraz nie pójdzie dalej, to zmaterializują się tuż przy niej, będą ją szarpać za ubranie i głośno krzyczeć, że ma natychmiast wracać. I nagle to poczuła. Poczuła jak znika lęk i niepewność, a ich miejsce zajmuje gniew. Silny i słuszny. Nie dający się zignorować ani zagłuszyć. I kiedy pierwsza z mglistych postaci wyciągnęła w jej kierunku już wcale nie mglistą dłoń, zdecydowanym ruchem złapała kościste paluchy i spoglądając w zamglone jeszcze, ale już zdziwione oczy potwora, powiedziała bardzo stanowczo:
-  Nie. Nie zatrzymasz mnie. Już nie. I powiedz im wszystkim, żeby sobie znaleźli inne zajęcie, bo tu już roboty nie mają. Niech wyszywają krzyżykami makatki, niech hodują jadowite węże albo niech idą na ryby. Ostatecznie mogą skoczyć z mostu i utopić się w rzece rozpaczy. Ale ode mnie won! Won!!! – wraz z jej krzykiem opadła mgła a  z nią wszelkie obawy. Wzięła głęboki wdech i puściła się biegiem przed siebie. Most rozhuśtał się, jak największa huśtawka świata i bujał się jeszcze długo po tym, jak już bezpiecznie stanęła na drugim brzegu.

-  Bujaj się! Bujajcie się wszyscy!!! – złożyła serdeczne życzenia dobrej zabawy staremu światu i spokojnie poszła przed siebie drogą, którą bardzo dobrze znała. Swoją drogą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz