poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Na kanapie siedzi...

           Klara rozejrzała się po mieszkaniu. Każdy mebel z innej parafii. Zbieranina gratów z trzech różnych domów i przypadkowo dokupionych elementów. Nigdy niedokończony przedpokój. Wołająca o remont ciasna kuchnia. Brudne ściany. Zniszczona podłoga. Żadnego wygodnego miejsca, w którym mogłaby usiąść i poczytać książkę. Brak wanny uniemożliwiający relaks w oparach aromatycznych olejków. Brak wewnętrznych drzwi skazujący wszystkich domowników na wieczny brak ciszy i świętego spokoju. Brak stołu, przy którym można by zjeść wspólny posiłek. Nieruszalne wielkie akwarium z jedynym zamieszkującym je wiecznie żywym glonojadem. Cztery legowiska dla dwóch psów...

          Nie, zdecydowanie to nie było mieszkanie jej marzeń. Kiedyś, dawno, tak. Od dawna już jednak nie. Nie była w nim szczęśliwa. Uwierało ją coraz bardziej. Dwa lata temu już, już prawie zdecydowała się na remont. Ale jakoś tak sił jej zabrakło. A teraz brakowało jej nie tylko sił, ale i serca. Kasy też, ale to nie było najważniejsze. Brakowało jej ochoty nawet na zwykłe codzienne porządki. Zmuszała się do pozmywania garów i wyrzucenia śmieci. O konieczności umycia toalety informował ją nasilający się nieprzyjemny zapach. Podłogą zajmowała się wyłącznie wtedy, gdy coś się wylało lub rozsypało. Kurze ścierała mniej więcej raz w miesiącu, Latem może częściej, bo w słońcu wyraźniej go było widać. Nabierała coraz większej ochoty na to, żeby to mieszkanie po prostu sprzedać. I kupić nowe. Czyste. Z dodatkowym pokojem. Niestety nie dysponowała żadnymi funduszami. a jej zdolność kredytowa oscylowała wokół kwoty wystarczającej co najwyżej na zakup lodówki, no może jeszcze starczyłoby na zmywarkę. Ostatecznie mogłaby próbować kupić ciut większe mieszkanie, w jakiejś oddalonej od centrum świata mieścinie. Miała jednak duży problem z dokonaniem wyboru takiego miejsca. No i kwestia zatrudnienia. Tak, kwestia zatrudnienia zaprzątała jej głowę nawet bardziej niż kwestia zamieszkania.
            Kończył się jej roczny urlop. Miała wykorzystać go na poratowanie zdrowia. Pierwsze pół roku faktycznie wykorzystała. Wydawało się, że stanęła na nogi i uspokoiła głowę. Niestety przy okazji tego naprawiania to i owo wylazło na wierzch. Jak to przy remontach bywa, zawsze jakieś niespodziewajki. Wydaje ci się, że chata w niezłym stanie i tylko do odświeżenia, kupujesz i bach! Rudera do remontu. Klara właśnie taką ruinę w sobie odkryła. Odkrycie ją przeraziło. I pal licho kwestie finansowe. Ale czas! Czas, którego było coraz mniej. I konieczność podjęcia decyzji, której Klara podjąć nie była w stanie. Im bardziej się zastanawiała, tym wiedziała mniej. Na nic sporządzanie listy za i przeciw. Na nic wizualizacje. Na nic dziesiątki ćwiczeń samorozwojowych, wejrzeń w głąb siebie. Na nic godziny terapii. Na nic stawianie tarota. Bilans zawsze wychodził na zero.
            Zmęczona Klara nie mogła spać, nie mogła jeść, nie mogła w zasadzie robić nic. Siedziała i wysiadywała dziurę w nowo tapicerowanej kanapie. Czuła jak ta kanapa ją wciąga. Czuła jak zapada się coraz głębiej. Czuła, jak bezwględna grawitacja sprawia, że ciężar własnego ciała staje się nie do zniesienia. Wiedziała, że jeszcze chwila, a nigdy nie będzie w stanie wstać. Nie podniesie się. Zginie przygnieciona własnym ciężarem, jeśli ktoś nie poda jej ręki i nie pociągnie do góry. I wiedziała też, że nikt jej tej ręki nie poda, bo nie było przy niej nikogo, kto miałby tyle siły. Nie było przy niej nikogo, kto mógłby zadecydować za nią.

            Kiedyś, dawno, nie bała się podejmowania nawet trudnych decyzji. Sądziła, że są słuszne, że podejmuje je w zgodzie z samą sobą. Ale znalazła się tu gdzie się znalazła i to było niewątpliwym dowodem na to, że przynajmniej kilka z tych decyzji nie było słusznych i podjęła je jednak bardzo wbrew sobie. Jak więc ma podjąć decyzję kolejną, skoro sobie samej ufać nie może? Więc może jednak nie decydować? Może odstąpić od wszelkiego działania. Poczekać, aż czas spokojnie sobie upłynie. Może przestać się miotać? Może wtedy kanapa nie pochłonie jej jak ruchome piaski czy inne bagno? Może jakimś cudem utrzyma się na powierzchni? Może zadzwoni telefon? Może listonosz przyniesie wiadomość? Może przypadek, los, przeznaczenie czy inna magiczna moc sprawi, że Klara znajdzie się na swoim miejscu? Mieszkanie samo się posprząta, powiększy i wyremontuje, praca marzeń sama się znajdzie, Jan sam zaprosi Klarę na długi romantyczny spacer…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz