sobota, 27 sierpnia 2016

Poszukując przyjemności

         Zgodnie z zaleceniami .Terapeutki Klara usilnie zaczęła poszukiwać rzeczy, które sprawiają jej przyjemność. Na szczycie listy znalazły się spacery. Długie. Najchętniej po parku. Niestety okazało się, że te spacery, żeby naprawdę sprawiły jej frajdę nie powinny być samotne. Jan stanowczo odmówił współpracy, tłumacząc się stanem zdrowia i dla jeszcze większego efektu przywołując niesprzyjającą aurę oraz ogólną bezcelowość takiego łażenia. Klara wyciągnęła więc na ów spacer psa. Pies początkowo wyraził wielką radość, która szybko przeistoczyła się w totalne zaskoczenie, gdy trasa spaceru zmieniła się ze zwyczajowego „naokoło bloku” w „idziemy w nieznane i to daleko”. Pies stanął jak wryty i z wesołego towarzysza pieszej wycieczki zamienił się w smętny bagaż podręczny, coraz cięższy z każdym kilometrem wędrówki.  Na kolejny długi spacer już nie dał się namówić. Żadna z nielicznych koleżanek Klary niestety nie dysponowała wolnym czasem w środku tygodnia. Klara mogła więc spacerować do woli, ale jednak samotnie. Wola samotnego spacerowania była wolą słabą. Po kilku długich samotnych spacerach Klara zrezygnowała.

          No, ale coś dla zdrowia i kondycji robić trzeba. Klara nigdy nie lubiła ćwiczeń fizycznych, ale być może mogłaby je polubić. Za namową magistra fizjoterapii zapisała się więc do fitness clubu. Zakupiła dres, koszulkę funkcyjną, skarpetki z ABS-em, miesięczny karnet i zaopatrzona w butelkę niegazowanej wody mineralnej weszła, po raz pierwszy w życiu dobrowolnie, na salę gimnastyczną. W ciągu sześćdziesięciu minut ćwiczeń doznawała przeróżnych uczuć, ale żadne z nich nie było nawet odrobinkę podobne do przyjemności.  Następnego karnetu już nie wykupiła. Jan odetchnął z ulgą, gdyż tak do końca nie wierzył, że Klara wychodzi co tydzień z domu na półtorej godziny, żeby poćwiczyć Pilates.
          Kolejnym punktem na liście przyjemności było rysowanie. Do tego nie potrzebowała towarzystwa. Potrzebowała ołówki, kredki, farbki, papier, biurko, pomysł i odrobinę świętego spokoju. I tu niespodzianka. O ile Jan stanowczo nie chciał zaangażować się w spacery, mimo próśb Klary, o tyle mimo próśb Klary nie dał jej tej odrobiny spokoju podczas rysowania.  Owszem, przeniósł biurko z jednego pokoju do drugiego, tak żeby miała odpowiednie miejsce. Owszem, nie miał nic przeciwko temu, aby wydała spory procent domowego budżetu na potrzebne materiały. Uznał nawet, że to wspaniały pomysł, ale pod warunkiem, że Klara będzie rysować w jego obecności i jego właśnie. Jako artystkę początkującą fakt, że ktoś obserwowałby jej proces twórczy, a potem surowo go oceniał, był dla Klary tak przerażający, że stanowczo odmówiła współpracy.  Rysowanie przestało być przyjemnością.
          Klara szukała dalej. Wpadła na pomysł, aby samotnym spacerom nadać odrobinę sensu i zamienić je w foto wyprawy. Może wtedy wola będzie silniejsza. Wychodziła więc codziennie na niezbyt długie spacery po okolicy i pstrykała a to chmury, a to mury, a to krzaczki, a to kaczki. Z kilku zdjęć była nawet zadowolona. Kilka zdjęć chciała pokazać Janowi, ale „nie teraz, może później, jak będę mieć czas”. Bo Jan był bardzo zajętym człowiekiem i Klara to szanowała. Ale po co robić zdjęcia, których nikt nie chce oglądać. Bo jakoś tak się złożyło, że Jan był całym światem Klary i jak on nie mógł, i jak on nie chciał, to tak jakby nikt nie mógł i nikt nie chciał. A skoro nikt, to … Klara przestała robić zdjęcia. No, niezupełnie przestała. Czasem coś tam pstryknęła. Ale to już nie była taka przyjemność.
         No to może książki? Zawsze lubiła czytać. Całe dzieciństwo spędziła w swoim pokoju czytając wszystko, co wpadło jej w ręce. Całą młodość spędziła w swoim pokoju czytając wszystko, co do domu przytachała. Całe studia spędziła czytając wszystko, co przeczytać należało i jeszcze trochę, dla przyjemności. Potem zabrakło czasu na czytanie. Chyba, że w święta, albo w wakacje. A potem nagle ręce Klary zrobiły się zbyt krótkie, a czytanie zbyt męczące. Ale teraz ma dobre okulary i dużo czasu i mogłaby.  Zakupiła więc kilka nowości, rozsiadła się na kanapie i zatopiła w lekturze. Cudowne uczucie. Niestety trwało krótko. Bo najpierw pies. A potem Jan. I telewizor. I wiertarka u sąsiadów. I znowu pies. I znowu Jan. I telefon. I dzwonek do drzwi. A swojego pokoiku Klara nie ma już od 10 lat! I zamknąć się przed światem nie może. Czytanie odpada.
        Jakżeż by było wspaniale, gdyby Klara lubiła na przykład sprzątać. Pucowałaby sobie okna i podłogi od rana do wieczora. Odkurzała meble i nieistniejące dywany. Polerowałaby rodzinne srebra. Prasowała obrusy. Szorowałaby gary. Prasowała spodnie w kancik.  Jakżeż byłoby cudownie, gdyby uwielbiała gotować. Pichciłaby od rana do wieczora. Zwijałaby gołąbki, faszerowała gąski, piekła schaby, gotowała kompoty i smażyła konfitury. Piekła ciasta i ciasteczka, dekorowała torty.  Ostatecznie mogłaby odczuwać przyjemność podczas tradycyjnego shoppingu. Ganiałaby sobie po galeriach, przymierzała fatałaszki, „psiukała” perfumy, polowała na wyprzedaże i promocje. Potem taszczyłaby do domu kolorowe torby pełne skarbów i godzinami podziwiała zdobyte trofea. Zycie byłoby piękne!

        A tak niestety lista przyjemności Klary drastycznie się skróciła. Została na niej tylko czekolada. Gorzka.   

3 komentarze:

  1. No to jakby o mnie... Ja też jak potrzebuję towarzystwa to go nie ma a jak chce być sama to nagle wszyscy czegoś chcą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiektywnie muszę stwierdzić,że świetnie piszesz.Wciąga.

    OdpowiedzUsuń