piątek, 5 sierpnia 2016

w ogrodzie wyobraźni cd.

            Tu też zaczynało się lato. Wszystko kwitło, pachniało i rosło jak szalone. Pszczoły, osy, trzmiele, szerszenie i parę setek innych gatunków owadów żądlących  oraz wszelkiej maści muchy, upatrzyły sobie najwyższy świerk i uwijały się wokół niego, bucząc jak samochody na autostradzie w godzinach największego natężenia ruchu. Monotonny dźwięk zadziałał kojąco. Na chwilę przestała dyskutować z rzeczywistością. Wzięła głęboki wdech. Powietrze pachniało sosnową szyszką kąpielową i zieloną jaśminową herbatą. Lekki powiew wiatru dodał do tego jeszcze upojny aromat bułgarskiego olejku różanego. Wdychała ten zapachowy koktajl tak zachłannie, że aż się jej w głowie zakręciło. Pochyliła się chowając głowę w ramiona. Obserwowała żwirowe kamyczki pod nogami. Wzięła kilka do ręki. Były ciepłe, suche, gładkie. Każdy inny. Zamknęła je  w dłoni, jak garść orzeszków, a potem wysypała na ścieżkę. Narobiły hałasu większego niż się spodziewała. Jeszcze raz wzięła kilka sztuk i jeszcze raz wysypała. I jeszcze raz, i jeszcze…
-    Musisz tak hałasować? – usłyszała niewyraźny głosik gdzieś mniej więcej spod swojego prawego buta. Wysypała kamyki ostatni raz i nasłuchiwała. Przestała nawet na chwilę oddychać i zamarła w totalnym bezruchu.
-    Uf, nareszcie cisza – powiedział głosik – Chrzęścisz, krzyczysz, grzmocisz kamolami, nie jesteś tu sama, kultury trochę!
      Klara próbowała dostrzec źródło pretensji, ale nie widziała nikogo. Ogarnął ją niepokój. -    Nikogo nie ma a ja słyszę głos, to nie jest dobry objaw – omiatała wzrokiem  kamyki – No, przyznać się, który to?
-   Ty, z tobą naprawdę jest źle! Gdzieś ty widziała gadające kamyki? No, wariatka mi się trafiła, prawdziwa wariatka! – głosik stawał się coraz donośniejszy i coraz bardziej denerwujący. Klara zaczęła rozglądać się nerwowo, ale w ogrodzie nikogo nie było. No nie było. Zresztą kto mógłby  tu być? No ale jednak słyszy głos, więc…
-   To chyba nie ty? – Klara spojrzała z wyrzutem na kosa a ten tylko łebek w prawo, łebek w lewo. – Nie ty. To kto do jasnej Anielki!?
-   Wariatka, daję słowo, wariatka. I do tego ślepa! – głosik był już bardzo wyraźnym głosem.
-  Bo jak wstanę i cię znajdę to… - Klara zamierzała podnieść się ze schodków i rozprawić z tym bezczelnym typkiem, który najwyraźniej leci sobie w kulki, ale powstrzymał ją przeraźliwy krzyk:
-   Nie ruszaj się!!! Nie ruszaj się!!! Nie ruszaj się !!!
-  Nie ruszam się. – spokojnie powiedziała Klara i została na  miejscu – No widzisz, siedzę. Nie ruszam się. Siedzę i nadal cię nie widzę. Byłoby nam zdecydowanie łatwiej rozmawiać, gdybym cię widziała, bo jak rozumiem istniejesz poza moją wyobraźnią?
-   Na dół popatrz. Nie tam, w prawo trochę.
-  W moje prawo czy w twoje?
-  W twoje, w twoje. Jeszcze trochę. Ta dam!!!
- Ale jak?! Niemożliwe?! Przecież… - tuż koło jej prawej stopy był ślimak, dosyć spory, winniczek chyba. Wybałuszał na nią swoje oczka i wyglądał zupełnie jak miniaturowy kosmita.
 - Przecież ślimaki nie gadają… to chciałaś powiedzieć, prawda? – przerwał jej bezczelnie i zaczął wywijać ósemki tymi swoimi oczkami na antenkach. Klarze znowu zakręciło się w głowie – Przecież ja nie odpowiadam za twoją wyobraźnię.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz