piątek, 5 sierpnia 2016

Wszystko w porządku

-    Rany boskie czemu tak wrzeszczysz ?! – szorstkim tonem zapytał Jan wyrwany z pierwszego, płytkiego snu.
-     A nic, nic… coś mi się śniło…., śpij.., śpij… - uspokoiła go Klara i wstała z łóżka najciszej jak potrafiła, żeby nie obudzić psa. On w przeciwieństwie do Jana już by nie zasnął i nie bacząc na godzinę 3.33 głośno domagałby się spaceru - Matko jedyna, co za koszmar! Skąd mi się takie rzeczy biorą? – myślała Klara czekając, aż zagotuje się woda. Już nie zaśnie, nie ma mowy - Zrobię sobie herbaty i posiedzę w salonie, przeczekam do rana.
-      Co tu tak siedzisz? Czemu nie śpisz? – pytanie Jana wyrwało ją z zamyślenia. Próbowała jakoś zrozumieć swój sen i nijak nie mogła go rozszyfrować.  – Coś ci jest?
-    Głupi sen miałam. Posiedzę tu sobie. Nie przejmuj się -  Jan uspokojony odpowiedzią wrócił do łóżka, a Klarze  zrobiło się  smutno. Chyba jednak liczyła na to, że on przy niej usiądzie, przytuli, powie coś, po czym ona poczuje się bezpieczna i kochana, że posiedzą sobie tak razem do świtu. Kiedyś powiedział „zaufaj mi, umiem dbać o miłość”. Sądziła, że miał na myśli miłość do niej. Że chodziło mu o drobne gesty czułości, różę co piątek, o „jestem przy Tobie, wszystko będzie dobrze”, o spojrzenie pod którym czuła się najpiękniejszą kobietą świata, o wspólne długie spacery i głośny śmiech z byle czego, o marzenia i skrzydła, o znam cię coraz lepiej a kocham  coraz bardziej, o …  Po kilku latach małżeństwa pamiętała te jego słowa bardzo dobrze, ale była coraz bardziej zaskoczona, zdziwiona i rozczarowana codziennością. A on chyba zapomniał. Zapomniał … - Klara nie była w stanie powstrzymać łez. Płynęły cichym strumieniem. Będzie miała spuchnięte oczy i czerwony nos.

***

-   To  jedziemy? Zbierasz się już? – Jan trzeci raz pytał Klarę, niestety nie otrzymał odpowiedzi – Znowu nie słyszy, głucha czy umarła? – wstał z kanapy  i poszedł sprawdzić co się dzieje. Klara siedziała na swoim fotelu i patrzyła w ekran telewizora.
-    Słyszysz mnie w ogóle? – tonem na wszelki wypadek podniesionym zapytał Jan raz jeszcze.
-       No słyszę, nie musisz krzyczeć, o co chodzi?
-       Nie jedziemy?
-      Gdzie? – Klara nie miała pojęcia o czym mówi Jan. Spojrzała na zegar. Była siedemnasta dwadzieścia cztery.
-       Nigdzie! – Jan obrócił się na pięcie.
-     Jezu, nie pamiętam! Nie możesz mi normalnie powiedzieć gdzie mamy jechać? Czy ja wszystko muszę pamiętać ?! Gdzie ty idziesz… - Klara usłyszała zgrzyt klucza w zamku. Jan wyszedł. Nie wiedziała kiedy wróci. Wiedziała natomiast, że wróci na pewno. I na pewno będzie na nią zły. I nie będzie się do niej odzywał. I…
-      O matko jedyna! Jak mogłam zapomnieć ?! No to dupa! Dupa, dupa, dupa ! – zgasiła telewizor. W mieszkaniu zapanowała cisza. Zdezorientowany pies położył się w przedpokoju, z nosem w kierunku drzwi, za którymi właśnie zniknął jego ukochany pan i nie wiadomo kiedy wróci -  Co się ze mną dzieje? Powinnam pamiętać takie rzeczy! Powinnam… - była na siebie wściekła. Ostatnio coraz częściej zdarzało jej się zapomnieć, przegapić, zagapić się, nie zauważyć. Niezapłacone rachunki. Niezmienione opony. Niekupione psie kulki. Zagubiona książka wozu. Chodziła wściekła na siebie i wściekła na tych, którzy wściekali się na nią o to, że zapomniała. Była już tym szukaniem i wkurzaniem się bardzo zmęczona. Najchętniej zapadłaby w coś w rodzaju zimowego snu, albo dałaby się zahibernować, żeby nie musieć szukać i nie musieć się denerwować. Albo wynajęłaby kogoś do odszukiwania wszystkich zaginionych i zapomnianych rzeczy. Kogoś, kto robiłby to za nią. Kogoś, kto przez chwilę za nią by żył, a ona mogłaby sobie odpocząć.      

***

-  Klara co ci jest? – zapytał z troską Jan.
-  A nic, nic …  tak mi się jakoś w głowie zakręciło. Zjem coś to mi przejdzie. Chyba przez to wszystko zapomniałam o śniadaniu. I jeszcze ta wizyta jutro. Jakaś podenerwowana jestem – Klara podeszła do lodówki. Nie ser nie…zdecydowanie nie. O, jogurt sobie wezmę, chcesz też? – zawołała z kuchni – Nie to nie, ja sobie zjem. Usiadła w pokoju i włączyła telewizor. Znowu zapowiadali upały.
-  Czy to lato nigdy się nie skończy?! Ja już nie wytrzymam! – wyłączyła telewizor. Od samego patrzenia na prognozę pogody robiło jej się słabo. Niby nie musiała już jeździć do pracy. Niby mogła spokojnie zalegać i dochodzić do siebie. Niby tak, ale o ileż byłoby jej lżej, gdyby chociaż temperatury wróciły do normy. Jutro musi wyjść z domu. Musi wyjść i pojechać do lekarza.  Do sąsiedniego miasta, żeby nikt jej nie widział. Chociaż to głupie, bo przecież i tam może spotkać kogoś znajomego. Chociaż to głupie bo to przecież normalny lekarz. Jak boli ząb to się idzie do dentysty i nikt nie uważa tego za dziwne. Jak boli kolanko to do ortopedy i jedynym zmartwieniem jest to, czy on aby będzie przystojny. Jak literki nagle robią się zbyt małe a rączki zbyt krótkie to w te pędy do okulisty a zmartwienie to dopiero potem, przy wyborze oprawek, żeby modne były i ładnie żeby było. Ale jak umysł za rzeczywistością nie nadąża, jak postronki nerwów puszczają, jak słów brak za to łez za dużo, to jakoś tak niechętnie i nie od razu do psychiatry. Bo przecież … Bo właśnie!
-   Chcesz, to pojadę z Tobą – zaproponował Jan, ale Klara wolała sama. Zawsze wolała sama. Do dentysty też sama chodziła. Jakoś tak sama mobilizowała się bardziej, bardziej zbierała do kupy, bardziej brała w garść. Więc teraz też. Sama.
-   No jak wolisz… - Jan wolałby, żeby chciała, żeby on z nią, ale ona woli sama, to przykre, ale skoro woli, niech tak będzie, on tu poczeka, jakoś wytrzyma sam martwiąc się o nią, czy dojechała, czy się nie rozsypała po drodze, czy lekarz w porządku, czy jej pomoże – to prześpij się może trochę, odpocznij – próbował pomóc jakkolwiek.

-   Może faktycznie, może się prześpię – Klara zamknęła oczy i próbowała nie myśleć o jutrze, o pogodzie, o przyszłości. Próbowała chociaż przez chwilę nie myśleć w ogóle o niczym. Bezskutecznie. Tabletki by pomogły. Zasnęłaby szybko, spałaby do jutra nawet nie wiedząc, że śpi. Tak byłby prościej. Byłoby, ale Klara najprostszych rozwiązań bała się najbardziej. A jeszcze bardziej bała się utracić kontrolę. Leżała więc z zamkniętymi oczami i wsłuchiwała się w odgłosy domu. W sapanie śpiącego psa, w delikatny szmer bąbelków w akwarium, w na przekór wszystkiemu radosny śpiew kanarka sąsiadów, w ciche kroki Jana sprawdzającego, czy wszystko w porządku. Nie było w porządku. O tym, jak bardzo nie było, Klara miała się przekonać już niebawem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz