poniedziałek, 19 września 2016

E.N. Trop i ja

       Poznałam go kilkanaście lat temu. Chciałabym móc powiedzieć, że poznaliśmy się przypadkiem. Niestety to nie był przypadek. To było fatum. Ale o tym wiem dopiero od kilku tygodni. Tak, rzeczywiście zorientowałam się późno. Zbyt późno. To  jedna z moich nielicznych wad. Zawsze zauważam wyłącznie dobre strony wszelkich zjawisk. Na strony złe jestem ślepa. Gdyby ktoś  starannie pokroił na cieniuteńkie plasterki mój mózg, a potem dokładnie obejrzał go sobie pod mikroskopem, dostrzegłby niechybnie spory ubytek w tej jego części, która odpowiada za realistyczne postrzeganie świata. A już szczególnie postrzeganie mężczyzn. O ile bowiem potrafię od czasu do czasu zorientować się, że proponowane mi przez nazbyt miłą ekspedientkę buciki nie są jednak w odpowiednim rozmiarze i nigdy ich wobec tego nie założę i zgodnie ze spostrzeżeniem nie dokonać zakupu, o tyle w kwestii facetów brnę ślepo wierząc, że tylko mi się wydaje i tak naprawdę to on jest dobrym człowiekiem. Mam za sobą kilka fatalnych związków. Kończąc każdy z nich przyrzekałam sobie solennie, że już nigdy w życiu, że wolę samotnie się zestarzeć, niż po raz kolejny znaleźć się w związku, który będzie uwierał mnie, jak za ciasny bucik. Niestety, racjonalne myślenie, zdrowy rozsądek, instynkt samozachowawczy i parę innych mechanizmów, które mogłyby mnie uratować przed podjęciem kolejnej fatalnej decyzji pozostawało w ścisłym związku z tym uszkodzonym fragmentem mojego mózgu  i kiedy pojawił się Edek, zamiast uciekać jak najdalej, umówiłam się z nim na kawę. Edek mógł wydawać się przystojny. Był szczupły, wysoki, miał niebieskie oczy. Już to powinno było dać mi do myślenia, ale jak wiecie, nie mogło. Więc umawiałam się z Edkiem na kawy i ciastka. Chodziłam z Edkiem na spacery do parku i na koncerty do filharmonii. Taki kulturalny ten Edek, taki elegancki ten Edek, taki wrażliwy ten Edek i taki zakochany. Sama nie bardzo byłam jeszcze w Edku zakochana, ale jego uczucie wprawiało mnie w dobry nastrój, a dobry nastrój cenię sobie bardzo, więc kiedy Edek się oświadczył, bezmyślnie się zgodziłam. Niestety należę do osób, które jak coś obiecują to dotrzymują słowa, choćby się paliło i waliło i wolą nie widzieć, że właśnie płonie las i walą się domy, i należałoby raczej ratować własne życie, niż dotrzymywać danego słowa.  No i ja również  konsekwentnie nie dostrzegałam. Nie zauważyłam, że wybrany przez nas samochód w autokomisie tuż po wpłaceniu zaliczki, nagle postarzał się o jakieś  10 lat. Sparciały opony, przegniła podłoga, odpadł zderzak. Oj tam, to używany samochód, wymaga tylko drobnego remontu. Nie zauważyłam, że w czystym i schludnym dotychczas mieszkaniu nagle zbierają się pokłady kurzu, tynk odpada ze ścian, chwieją się krzesła i psuje się spłuczka. Oj tam, drobiazg, mieszkanie od czasu do czasu trzeba odmalować i zrobić jakieś gruntowne porządki. Nie zauważyłam, że wszystkie nowo zakupione sprzęty audiowizualne oraz mechaniczne narzędzia ogrodnicze psują się praktycznie natychmiast po rozpakowaniu. Oj tam, pecha jakiegoś mamy i tyle, felerne egzemplarze mogą się trafić każdemu. Nie zauważyłam, że z dnia na dzień obydwoje straciliśmy pracę. Oj tam, ciężkie czasy są, bezrobocie duże. Nie zauważyłam, ze pies traci sierść garściami i jakiś taki słaby chodzi. Oj tam, stary jest. Nie zauważyłam, że nie mam już przyjaciół. Oj tam, życie, każdy ma swoje… Nie zauważyłam kiedy stałam się  gruba i brzydka… Edek też jakiś taki nie ten sam. Nie patrzy mi w oczy, szura kapciami, prawie cały dzień śpi. A dobry nastrój? Dobry nastrój  zapewnia mi codzienna dawka Prozaku i różowe okulary. Mam na imię Pollyanna.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz