poniedziałek, 19 września 2016

Nowszy model

         Doprowadzona do ostateczności Klara postanowiła jednak zamienić swojego mężczyznę na nowszy model. Nie była to decyzja łatwa, ponieważ Klara lubiła swojego starego mężczyznę, mimo jego wielu wad. Klara w ogóle lubiła wszystkie swoje stare rzeczy. Przyzwyczajała się do nich. Czuła się w ich otoczeniu bezpiecznie i wygodnie. Nie lubiła niczego wyrzucać, no chyba, że faktycznie było już totalnie zniszczone, albo nie było innego wyjścia. Gdy stawała w sytuacji bez wyjścia wyrzucała nawet zupełnie dobre i nowe rzeczy.
      Raz była zmuszona do wyrzucenia połowy zawartości swojego plecaka, gdyż po kilku kilometrach pieszej wędrówki w tropikalnym upale po prostu nie miała już siły tego wszystkiego nieść. 
     Do kosza powędrował wiec ulubiony sweterek, zupełnie nowa piżama, zestaw markowych kosmetyków i tenisówki. No bo przecież nie wyrzuci książki z dedykacją autora! 
     Drugi raz sytuacja zmusiła ją do wyrzucenia przez okno na poddaszu zabytkowych mebli, materiałów i innych pamiątkowych przedmiotów, które stanowiły być może wartość, ale jedynie sentymentalną i to nie dla nowego właściciela domu, dla którego były jedynie zwykłymi śmieciami.
      Trzeci raz, doprowadzona do stanu bliskiego niepoczytalności, wyrzuciła swojego pierwszego męża, który od kilku miesięcy już jej mężem nie był, a jeszcze zajmował jej miejsce i zużywał jej powietrze w jej mieszkaniu. 
        Każda z tych sytuacji kosztowała ją wiele wysiłku i w każdej z nich jakaś część Klary umierała wraz z wyrzucanymi przedmiotami. Klara nie chciała już nigdy niczego wyrzucać. Wolałaby oddać w dobre ręce lub tanio sprzedać. Wystawić na dobroczynną aukcję albo podarować sąsiadce. A najchętniej naprawić lub przerobić na coś innego równie ładnego i użytecznego i nadal się tym cieszyć, i nadal mieć to, co przecież tak lubi. 
         Jednak w przypadku swojego aktualnego mężczyzny żadna z powyższych opcji nie wchodziła w grę. Oddać nie było komu. Kupić nikt nie chciał. Na aukcję nie chcieli przyjąć, bo jak to tak? A sąsiadka, bardzo miła i bardzo starsza pani, na propozycję podarunku, zaczęła Klarę gorąco przepraszać, że ona tylko chciała, żeby jej mleko kupić i żarówkę nową wkręcić i że ona już nie będzie i żeby się Klara nie gniewała. Bardzo miła starsza pani. Klara nie mogła jej tego zrobić. Próbowała więc naprawiać. Ale wiecie jak to jest, jak się do naprawiania skomplikowanego mechanizmu zabiera amatorka. Tylko zepsuła bardziej.  Rozpuściła. Rozleniwiła. Spasła. Pozbawiła błysku w oku. Zdaje się, że też przypadkowo wykastrowała, chociaż nie przypominała sobie, żeby akurat przy tym majstrowała. 
         Tak czy owak mężczyzna był całkowicie zepsuty. Na oryginalne części zmienne nie było Klary stać. Były znacznie droższe od całkiem nowego egzemplarza, ponieważ ten, który posiadała był absolutnie zabytkowy i dodatkowo z serii kolekcjonerskiej. Gdyby go nie zepsuła byłby wart majątek. Niestety w tym stanie nie chcieli go nawet w muzeum. Klarze było bardzo przykro. Niestety wysokie koszty utrzymywania tego okazu przekraczały jej skromne możliwości. Od ponad roku nie dopinała budżetu i za diabła nie potrafiła związać końca z końcem. Koniec końców zdecydowała, że to koniec. 
        Przepłakała regulaminowy tydzień, a potem wybrała się do biura, które jeszcze w ubiegłym wieku było zwyczajnym biurem matrymonialnym, a teraz stało się biurem obsługi międzynarodowej sieci oferującej nowoczesne modele mężczyzn dla każdej, nawet najbardziej wybrednej klientki. Klara nie była dotąd zbyt wybredna. Właściwie nie miała żadnych wymagań. Miał być facet i już. Niestety tym razem musiała swoje wymagania skonkretyzować. Bardzo profesjonalna pani konsultantka stanowczo oznajmiła, że bez szczegółowego określenia listy cech nie da się dokonać wyboru, więc albo Klara powie jakiego mężczyzny potrzebuje, albo sympatyczna pani nie będzie jej mogła pomóc. 
         Oczywiście stary model przyjmują i poddają recyklingowi, ale wyłącznie wtedy, gdy klientka zakupi u nich model nowy. Klara wzięła z rąk sympatycznej konsultantki ankietę i długopis i usiadła przy stylowym biureczku, aby  określić swoje preferencje. Zerknęła na ankietę. Zadanie wydawało się proste. Należało wypisać dziesięć cech idealnego mężczyzny, możliwie konkretnie je definiując. No proste to przecież jest. 
           Ma być… No ma być…. No ma być … I Klara zaczęła wypisywać:  że wysoki, że przystojny, żeby głos miał taki, że jak coś szeptem powie, to żeby dreszcz przeszywał; żeby psy kochał i dla ludzi życzliwy był, żeby świata poza Klarą nie widział i żeby na zachody słońca patrzeć lubił; i żeby mu smakowało jak ona ugotuje, i żeby mu nie przeszkadzało, że ona nie sprząta; i jak się cały świat wali, to żeby on był spokojny; i żeby wszystko potrafił naprawić; i żeby taki bardziej domator był. Wypełnioną ankietę podała sympatycznej konsultantce. 
        Konsultantka ankietę zeskanowała. Komputer dane szybciutko przeanalizował. Konsultantka zerknęła na wynik i spojrzała na Klarę dziwnym wzrokiem. Przez chwilę milczała. Chwila ta wydawała się Klarze stanowczo zbyt długa, ale cierpliwie czekała. W końcu sympatyczna konsultantka drżącym głosem poinformowała Klarę, że to się dotychczas nigdy nie zdarzyło i zasadniczo to nie mają żadnej procedury na taką sytuację, i że to pewnie jakiś błąd systemu, ale takiego modelu nie mają. To znaczy mieli. Mieli, ale już nie produkują. Ostatni zszedł z taśmy pół wieku temu. I niestety miał ukrytą wadę, która ujawniała się mniej więcej po dziesięciu latach użytkowania. Wszystkie egzemplarze wycofywano i w ramach gwarancji zamieniano na inne modele. Nie odnaleziono tylko jednego. 
     Wszyscy w firmie zastanawiali się dlaczego właścicielka nie zgłosiła się po nowy model. Podejrzewali nawet, że być może został gdzieś po prosu porzucony, bo ta wada była taka dosyć upierdliwa. Proszę może jeszcze raz określić wymagania. Może mogłaby pani jednak troszkę dokładniej, bardziej szczegółowo, odważniej troszkę. Sympatyczna konsultantka starała się wszelkimi sposobami doprowadzić do finalizacji transakcji. 
       A do Klary docierało wielkimi drukowanymi literami, że nigdy nie wymieni swojego mężczyzny na lepszy model. Nigdy. Bo modelu, który by do niej pasował lepiej niż ten stary po prostu nie ma. Ale docierało do niej też coś innego. Że wcale go nie zepsuła. Po prostu w tym egzemplarzu wada fabryczna wylazła później, zdecydowanie później. 
       Cóż. Trudno. Przecież nie wyrzuci chłopa na śmietnik. Podziękowała sympatycznej konsultantce za poświęcony czas i wróciła do domu. Jej stary mężczyzna trwał w tej samej pozycji, w której siedział, gdy wychodziła. Spojrzała na niego z czułością, której nie mógł zauważyć, otarła z policzka ostatnią zagubioną łzę i zabrała się za gotowanie obiadu.  

8 komentarzy: