czwartek, 17 listopada 2016

Gdyby kózka nie skakała ;)

         Eulalia Kozłowska siedziała już czwartą godzinę pochylona nad książką, próbując zapamiętać jak najwięcej tekstu. Zrozumieć, co czyta, nawet nie próbowała. Zresztą nikt od niej, zwykłej robotnicy, nie wymagał rozumienia. Wymagali 200% normy. I zdania egzaminu. Egzamin był jutro. Zostało jej więc tylko kilka godzin:
- „Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego jest historią walk klasowych. Wolny i niewolnik, patrycjusz i plebejusz, pan feudalny i chłop-poddany, majster cechowy i czeladnik, krótko mówiąc, ciemiężyciele i uciemiężeni pozostawali w stałym …” - mamrotała pod nosem, powtarzając czwarty raz tę samą frazę. Zza okna dobiegał denerwujący, miarowy stukot. Nie mogła się skupić.
 - „…ciemiężyciele i uciemiężeni pozostawali w stałym do siebie przeciwieństwie, prowadzili nieustanną…” – Co to za cholerny dźwięk ?!  - „…nieustanną, to ukrytą, to jawną walkę, walkę, która za każdym razem kończyła się rewolucyjnym przekształceniem całego społeczeństwa lub też wspólną zagładą…” – Nie wytrzymam ! – „…zagładą walczących klas…” - Energicznym ruchem wstała z krzesła i podeszła do okna, chcąc zidentyfikować źródło tego stukotu. Na środku podwórka Ada, córka sąsiadów, skakała na skakance. Niby nic takiego, ale Ada skakała w chodakach! Stukot oryginalnych holenderskich drewnianych sabotów roznosił się echem w studni podwórka, obijał się po kolei o cztery ściany, wpadał do wszystkich okien, od strychu po sutereny, by na koniec wydostać się główną bramą na ulicę 1 Maja i nieść się swobodnie przez całe miasto. Eulalia już chciała otworzyć okno i krzyknąć do małej, żeby natychmiast przestała skakać, bo nie dosyć, że hałas robi, to jeszcze w niestosownym obuwiu. W pepegach białą pastą do zębów wyczyszczonych powinna skakać. A właściwie w ogóle nie powinna skakać. Uczyć się powinna. I już za klamkę chwytała, gdy nagle nogi same poniosły ją do drzwi, a potem trzy pietra w dół po stromych schodach i na podwórko. I zanim się zdążyła zorientować już trzymała w rękach skakankę i w radosnych podskokach wystukiwała chodakami, zerwanymi z nóg małej Ady, pierwsze takty Marsylianki:        
-  Allons enfants de la Patrie, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk , Contre nous de la tyrannie, stuk –puk, stuk-puk, stuk – puk, L'étendard sanglant est …  stuk-puk…  - Trach!!! Bęc! Kiedy Eulalia odzyskała przytomność, zobaczyła pochylającą się nad nią wielką, brodatą męską twarz i okalający ją wianuszek gwiazd pięcioramiennych. Znajomy jej skądś mężczyzna, zamiast szybko podać pomocne ramię, groził jej palcem przed nosem, powtarzając:
- Brak umiaru może doprowadzić do niekorzystnych rezultatów! Towarzyszko Eulalio, jutro złoży pani samokrytykę! A teraz proszę natychmiast zdjąć z nóg te żałosne obuwie i wrócić do zaniedbanych obowiązków!
- Tak jest Towarzyszu… - Eulalia, na przemian czerwona ze wstydu i blada z bólu, skacząc na jednej nodze, z wysiłkiem dotarła do swojego mieszkania, by zgodnie z poleceniem dokończyć to, co tak haniebnie przerwała:

- „Wyrosłe z upadku społeczeństwa feudalnego nowoczesne społeczeństwo burżuazyjne nie zniosło przeciwieństw klasowych. Zastąpiło ono jedynie dawne klasy, dawne warunki ucisku, dawne formy walki przez nowe. Nasza epoka, epoka burżuazji…(…)”

[https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1848/manifest.htm]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz