czwartek, 8 grudnia 2016

Idealnie

          No dobra, pierwszy rok zawaliła. Trudno. Nie zamierzała się jednak poddawać i podjęła wyzwanie kolejny raz. Jutro zaczynały się zajęcia. Wiedziała, co ją czeka i to był plus. Wiedziała też, że to ostatnia szansa i to powodowało spore napięcie. A co jak i tym razem się nie uda? A co jeśli znowu zapłonie słomianym ogniem i wypali się w przedbiegach? Cały wieczór zmarnowała na gdybaniu. Cóż za strata czasu i energii! Zła na samą siebie położyła się do łóżka. Długo nie mogła zasnąć. Wierciła się nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji, a kiedy już ją znalazła, ogromny księżyc w pełni zajrzał jej prosto w oczy. Odwróciła się do niego plecami, złorzecząc pod nosem. W końcu tuż przed świtem zasnęła.
           Obudziła się wypoczęta. Z uśmiechem na ustach wyplątała się z kołdry. Na bosaka poszła do kuchni. Podłoga była przyjemnie chodna. Nastawiła wodę na herbatę i spojrzała za okno. Zapowiadał się pogodny ciepły dzień. Przez chwilę obserwowała ulicę. Ci sami, co zwykle ludzie, robiący to samo, co zwykle o tej samej porze. Przyjemna, bezpieczna przewidywalność. Czajnik zagwizdał. Z kubkiem gorącej herbaty rozsiadła się w fotelu. W mieszkaniu panowała cisza, a w jej głowie toczył się dialog pomiędzy Zenonem Gryglewskim - pracownikiem technicznym i Wiolettą Adwent - rejestratorką medyczną, skrycie w Zenonie zakochaną. Dyskretnie przysłuchiwała się tej rozmowie, nie chcąc spłoszyć delikatnych uczuć i gdy Zenon udał się już do swoich obowiązków a Wioletta odprowadziła go rozmarzonym wzrokiem, odstawiła pusty kubek i sięgnęła po laptopa. Zapisała szybko podsłuchaną rozmowę, troszkę tylko podkręcając atmosferę. Dopisała też kilka kolejnych scen i z uczuciem satysfakcji poszła pod prysznic.
          Zbliżało się południe. Idealna pora na długi spacer. Uzbrojona w aparat fotograficzny poszła do parku. O tej porze roku był najładniejszy. Mogła tak spacerować godzinami i obserwować. Polować na kolory. Łapać nastroje. Podpatrywać swoich przyszłych bohaterów i wymyślać im historie. Zamiast notatek robiła zdjęcia. Setki zdjęć. Potem wybierze to jedno jedyne, które stanie się początkiem, albo może końcem nowej powieści.
          Szczęśliwa wróciła do domu. Tuż za progiem zrzuciła buty, odwiesiła płaszcz, pootwierała wszystkie okna i włączyła swoją ulubioną płytę. Miała ochotę tańczyć, ale była głodna. Zatańczyła więc sobie przy garach, pichcąc coś na szybko. Zjadła już powoli, delektując się smakiem i zapachem. Wyłączyła muzykę. Zamknęła okna. Usiadła przy biurku. Przejrzała rachunki. Ogarnęła bałagan w papierach. Uporządkowała notatki. Zerknęła do kalendarza. Zadzwoniła do przyjaciółki. Umówiła wizytę u dentysty.
          Nadchodził wieczór. Lubiła ten czas, gdy już wszystko, co musiało być zrobione, było zrobione i teraz pozostawało tylko to, co zrobić chciała. A dzisiaj chciała coś dokończyć. Wyłączyła telefon. Zrobiła sobie duży kubek herbaty. Sprawdziła, czy zamknęła drzwi na klucz. Usiadła w fotelu z laptopem na kolanach i zaczęła stukać w klawisze. Tuż przed świtem skończyła.
          Obudziła się zmęczona. Towarzyszyło jej dobrze znane uczucie lęku. A co, jeśli się uda…

         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz