niedziela, 11 grudnia 2016

Naszyjnik

        Eulalia wstała w kiepskim humorze. Wczorajsza randka to była katastrofa. Niepotrzebnie dała się namówić. Zrobiła to właściwie tylko dlatego, by nie robić przykrości przyjaciółce, ale teraz to się poważnie zastanawiała nad tym, czy to jest faktycznie jej przyjaciółka. Prawdziwa przyjaciółka nigdy nie umówiłaby jej z takim typem. Czy to tak trudno przewidzieć, że ona, właścicielka pięciu rasowych kotów, w życiu nie dojdzie do porozumienia z hodowcą kanarków. Gdzie ta Baśka rozum miała?! Im dłużej myślała o całej sytuacji tym bardziej byłą wściekła. Nie wiedziała tylko, czy bardziej złości się na Baśkę, która po dwudziestu latach przyjaźni zachowała się tak, jakby były znajomymi tylko z Facebooka, czy na siebie samą. Mogła przecież zaufać  intuicji i zostać  domu. Facet posiedziałby sobie sam w tym obskurnym barze, wychylił ze trzy piwa i wrócił  spokojnie do domu. A tak chłop leży na oddziale intensywnej terapii w stanie krytycznym. Żeby jakoś rozładować stres Eulalia postanowiła zrobić porządek na strychu.  Nie lubiła sprzątać. Wręcz nienawidziła. Porządki mogła robić jedynie w stanie silnego wzburzenia. Dzisiaj był więc dzień idealny. Zaopatrzona w gumowe rękawice, maseczkę, detergenty, wory na śmieci i szczoty różnego rodzaju wspięła się po skrzypiących stromych schodach. Koty ochoczo polazły za nią, chociaż na strychu od lat nie było żadnej myszy.
        Już w drzwiach Eulalia zaplątała się w wielką pajęczynę. Wrzeszcząc, piszcząc, machając rękami i tupiąc odtańczyła szaleńczy taniec. Koty rozpierzchły się po strychu zajmując się swoimi sprawami. Eulalia rozpoczęła porządkowanie. Metodycznie, kawałek po kawałku, torowała sobie przejście wśród kartonów, pudeł, skrzyń i worów pełnych rzeczy należących do poprzednich właścicieli tego domu. Po pół godzinie dotarła do okna. Otworzyła je na oścież, wpuszczając trochę świeżego powietrza. Wzięła głęboki oddech i metodycznie, krok po kroczku, pudełko po pudełeczku, odkurzała i selekcjonowała znalezione rzeczy. Początkowo robiła to zupełnie mechanicznie, ale przedmioty jakie wydobywała z zapleśniałych i zakurzonych pudeł wydawały się być zbyt wartościowe, aby zostać tak po prostu porzucone na strychu. Eulalia zaczęła się zastanawiać dlaczego poprzedni właściciele nie wzięli ich ze sobą i czy aby nie powinna się z nimi skontaktować. W jednym z pudeł znajdowały się stare książki wśród których Eulalia dostrzegła piękne wydanie „Pana Tadeusza” ze złoconymi brzegami stron oraz starannie oprawione pierwsze roczniki „Przekroju”. Stara waliza pełna była eleganckich, wysokogatunkowych materiałów, delikatnych, kolorowych i cudownie niepraktycznych. W skrzyni pod oknem, równiutko poskładane, leżały komplety białej, haftowanej, wykrochmalonej na sztywno pościeli i koronowe obrusy. W wielkim worze Eulalia znalazła kilkanaście par butów, wcale nie znoszonych, zabezpieczonych przed deformacją drewnianymi prawidłami. Niestety to nie był jej rozmiar. Spod kurzu i pajęczyn wyłaniały się piękne, stylowe meble, nieco podjedzone przez korniki, lustra w ciężkich, rzeźbionych ramach, żyrandole z kryształkami. Eulalia była coraz bardziej zaskoczona i podekscytowana znaleziskiem. Złość na Baśkę minęła jej zupełnie, zaprzestała więc sprzątania i skupiła się na poszukiwaniu skarbów. Zaglądała we wszystkie zakamarki, otwierała każde, najmniejsze pudełeczko i każdą szufladkę. Odnalazła związane wyblakłą, czerwoną wstążką listy z lat dwudziestych dziewiętnastego wieku, pamiętnik żołnierza wojsk Andersa, stare fotografie i komplet srebrnych sztućców z monogramem Ł.N, takim samym, jak ten wyszyty na pościeli. Na dnie szuflady bieliźniarki, pod stosem ręczników, natknęła się na drewnianą szkatułkę. Kiedy ją otworzyła, przysiadła z wrażenia, chociaż właściwie mogła się tego spodziewać i nie powinna się już niczemu dziwić. Zamknęła szkatułkę. Uszczypnęła się w ramię. Otworzyła szkatułkę. To nie był sen. Złoty zegarek na łańcuszku, sygnet z herbem rodowym, brylantowe kolczyki i naszyjnik. Wspaniały naszyjnik z pereł. Ale mi Baśka będzie zazdrościć – pomyślała Eulalia i nie mogąc się powstrzymać  natychmiast go założyła.

-  Panie posterunkowy, tłumaczę panu już trzeci raz, że Eulalia nie wyjechałaby nigdzie, nie informując mnie o tym. Na pewno coś złego się stało. Czuję to. Jestem jej najlepszą przyjaciółką. Musi pan przyjąć zgłoszenie zaginięcia. Musi pan coś zrobić! Nie, nie będę czekała aż minie 48 godzin!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz