piątek, 24 marca 2017

Motyw

        Dzień zaczął się zwyczajnie. Budzik. Prysznic. Kawa. Kanapki do torby. Kurtka. Klucze. Kilka stopni w dół. I nagle skurcz jelit. I jeszcze jeden. I już wiedział, że ma raczej przesrane. Już nic nie będzie tak, jak sobie zaplanował. Właściwie mógłby zostać w domu, wrócić do łóżka i spać do jutra. Jutro zacząłby od nowa. W zasadzie już podjął decyzję. Właśnie miał dzwonić do szefa i usprawiedliwić swoją nieobecność, gdy telefon zawibrował mu w dłoni.
-      Tak jest Szefie! Będę za godzinę na miejscu. Tak… Oczywiście  - wyszedł na deszcz – Kurwa mać!

         Zbyt długo szukał tego miejsca. Nie było go na żadnej mapie. Nawigacja pokazywała puste pola, mimo, że wokół wyrastały z błotnistego podłoża domy w różnym stadium gotowości do zamieszkania. Było nawet coś, co przy dużej dawce wyobraźni i optymizmu można by było nazwać ulicą. Kiedyś pewnie otrzyma swoją nazwę i chociaż najbardziej pasowałoby tu coś w stylu Zadole czy Zadupie radni powiatowi wybiorą zapewne coś godniejszego. Ostrożnie lawirował między kałużami. Jeszcze by tylko tego brakowało, żeby się tu teraz zakopał. Zasrany dzień.
 -   To chyba tutaj? – przed największym i najwyraźniej od jakiegoś czasu zamieszkanym już domem stała karetka, radiowóz i kilka innych nieoznakowanych aut, a także paru robotników z sąsiedniej budowy.
-     Kurwa! Gdzieś ty był? Stary już pianę z pyska toczy! Na piętro zasuwaj! Raz! Raz!
-     Zasrany dzień – mruknął pod nosem i wyciągnął z torby swojego wysłużonego Nikona.
-     O?! Jaśnie Pan fotograf przybył. Panowie szczerzymy ząbki!
-     Dajcie spokój chłopaki, nie jestem w nastroju. Gdzie iść?
-     Pierwsze drzwi na prawo.

         Nawet szybko poszło. Pstryknął co trzeba i mógł wracać. Po drodze podrzucił materiał do laboratorium. Wstąpił jeszcze do monopolowego. Nie był pewny, czy w domu ma wystarczającą ilość alkoholu, za to był pewny tego, że bez znieczulenia dzisiaj nie zaśnie. Nie mógł pojąć dlaczego? Dlaczego, do kurwy nędzy, ktoś buduje sobie dom w takim miejscu?! Kto o zdrowych zmysłach, mając do wyboru cały świat, stawia sobie chatę w najmniejszej, najbardziej zapyziałej i ciemnej dziurze w tym kraju? A może tylko dla niego to miejsce jest takie? Może tylko on nie potrafi dostrzec tego nieodpartego uroku błocka pod nogami, ciemnego lasu za oknem i głuchej pustki wokół? Może wiosną jest tu pięknie? Może ludzie tutaj są wyjątkowi? Może… ale jakoś nie bardzo mógł w to uwierzyć.
*
         Było mu zimno. Próbował się ruszyć, ale ręce i nogi miał skrępowane. Nie mógł  poruszyć głową. I nie mógł zamknąć oczu. Ostre światło raziło go nieprzyjemnie. Chciał krzyknąć, ale nie był w stanie wyartykułować żadnego słowa, żadnego dźwięku. Nieprzyjemne uczucie dezorientacji narastało, by po chwili ustąpić miejsca wielkiemu zdziwieniu. W polu widzenia pojawiła się twarz jego żony. Była piękna. Światło lampy sprawiało, że jej blond włosy lśniły jak anielska aureola.  Ale uśmiech już taki anielski nie był. Nie, to nawet nie był uśmiech. To jakiś grymas, którego nigdy wcześniej u niej nie widział. I ten wzrok. Czemu patrzy na niego tak, jakby … I po co jej ta maszynka do tatuażu? To jakiś żart?! Przestań! To nie jest zabawne. Zdziwienie zastąpił ból ogarniający stopniowo całe ciało, od czubka dokładnie ogolonej głowy po lewą piętę. Renata!!!
       Obudził się zlany zimnym potem o trzeciej trzydzieści trzy.
-      Renata!!!
-     Co jest? Czemu krzyczysz? Coś ci jest? – Renata zapaliła nocną lampkę i złapała za telefon gotowa dzwonić po pogotowie.
-      Nic, nic, zostaw ten telefon. To tylko sen. Koszmar.
-      Ty może zmień pracę, co? Albo urlop chociaż weź. Pojechalibyśmy sobie w Bieszczady… A może w ogóle się tam przeprowadzimy? Będziemy hodować kozy, serki robić, grykę siać…
-       Do księżyca wyć …. Renatka?
-       Co?
-       A ty w ogóle to jesteś ze mną szczęśliwa?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz