czwartek, 13 kwietnia 2017

Entliczek, pętliczek...

           Od kilku miesięcy w Zakładzie działo się coś naprawdę niedobrego. Wszyscy to czuli, ale nikt nie potrafił tego zdefiniować. Pierwszy rozchorował się Król Julian. Rozchorował się bardzo poważnie. Nikt nie wiedział na co konkretnie, ale biedak pojawiał się i znikał niespodziewanie. Potem  Rehabilitant złamał sobie obojczyk. Tak zwyczajnie. Urlop. Narty. Upadek. Gips. Dwa miesiące zwolnienia.  Następnie hurtem pochorowały się dzieciaki pań z działu przedszkolnego i wymagały długotrwałej opieki swoich mam. Nieobecność Mam-Pracownic spowodowała niezadowolenie Mam-Klientek i serię telefonów z pretensjami, które zmuszona była odpierać Przyszła Mama - Sekretarka. Po kilku tygodniach wysłuchiwania próśb, błagań, a w końcu także gróźb, nie wytrzymała. Z czterdziestostopniową gorączką została odwieziona do szpitala. Szybko okazało się,  że pozostanie tam na długo. Na drzwiach sekretariatu Filii Zakładu zawisła odręcznie nabazgrana karteczka, że „nieczynne do odwołania” i „proszę dzwonić tam”. Zawisłaby ładna wydrukowana, niestety drukarka odmówiła współpracy a Informatyk tylko rozkładał ręce mówiąc coś o jakiś nowych sterownikach i braku tego „dinksa” w miejscu, gdzie być powinien. Tam dzwonili więc  klienci. Tam dzwonili też zdezorientowani pracownicy. Zdezorientowani tym bardziej, że i Tam od kilku dni  nikt nie odbierał telefonów. Tam powinna być Doświadczona i Wszechwiedząca Sekretarka. I byłaby na pewno, gdyby nie straszny wypadek jej męża. Mąż górnik. W kopalni zawał. Na szczęście żyje! Ale unieruchomiony. Potrzebuje całodobowej opieki żony. Tu głuchy telefon i Tam głuchy telefon. Coraz większy chaos. Galopująca dezorganizacja. Pracująca za dwie Ambitna Amelia próbując odkręcić uparty słoik kaleczy się tak nieszczęśliwie, że prawie odcina sobie kciuk. Krew. Pogotowie. Operacja. Rehabilitacja. W tym roku Amelia już nie będzie pracować. Patrząc na to, co się dzieje, Przezorna Zuzanna szybciutko zredukowała swój wymiar godzin do połowy. Krycha z Zochą, odczuwając od kilku dni podejrzane i niespecyficzne objawy somatyczne, czym prędzej uciekły w teren. Klara przyglądała się temu wszystkiemu próbując zachować zdrowy dystans, jednak, gdy w pewien poniedziałek nagle i niespodziewanie stłukł się jej ulubiony kubeczek z wiewiórką, stwierdziła, że najbezpieczniej będzie jeśli natychmiast uda się na kilkudniowy urlop. Na posterunku trwała jeszcze, bo ktoś przecież trwać musiał, Zdesperowana Wice. Zocha przyjmowała zakłady, jak długo Wice wytrzyma, bo z dnia na dzień wyglądała gorzej. Chuda, blada, spuchły jej kolana, wypadł przedni ząb, a nie dalej jak wczoraj, jakiś fiut zaparkował auto w bagażniku jej wysłużonego fiata. Jak tak dalej pójdzie, to do końca kwietnia wyeliminowani zostaną wszyscy pracownicy Zakładu i trzeba będzie wywiesić tabliczkę: „zamknięte bo nieczynne”.

[pięć miesięcy wcześniej]

-           Stasiu, niczego nie dotykaj, bardzo cię proszę – powiedziała elegancka blondynka zerkając na synka znad smartfona. Chłopczyk był bardzo ruchliwy i konieczność kilkuminutowego oczekiwania na wizytę, urozmaicał sobie wędrówką po długim korytarzu i zaglądaniem we wszystkie możliwe zakamarki. W jednym z nich odkrył właśnie coś absolutnie fascynującego.
-          Nie dotykam, mamo! – Staś szybciutko cofnął paluszek, wcisnąwszy jednak wcześniej malutki czerwony guziczek do oporu i podbiegł do matki, przybierając po drodze minę niewiniątka.
 -        Mamusiu, a co to znaczy „autodestrukcja”?
-         Dziecko! Skąd ty znasz takie słowa? Zabraniam ci się przyjaźnić z tym Leosiem!
-         Ale mamo ….

-         To zły chłopak jest! Zabraniam i już! I chodź już, bo pani nas prosi.

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, ze wydasz te ksiazke - i bedziesz sławna i bogata - bo podamy Cię do Sądu o wysokie odszkodowanie lub tantemy . Ambitna Amelia

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę być Lesiem Kubajkiem - ale AMELIA? really???/

    OdpowiedzUsuń