poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Rzut kostką

-  Jasne. W poniedziałek. Nie ma sprawy. Do zobaczenia – odłożył telefon i zerknął na dworcowy zegar. Czwarta rano. Pasażerowie szybko opuszczali peron. Po kilku minutach zostały tylko gołębie i jedna pszczoła ucztująca na porzuconym przez długonogą blondynę ogryzku jabłka. Zastanawiał się nad wyborem kierunku. Za kwadrans odjeżdżał osobowy na południe. Gdyby się zdecydował, mógłby pójść na spacer do lasu. Kiedy ostatnio spacerował po lesie? Powróciły wspomnienia długich wycieczek z ojcem, budowanie szałasu ze świerkowych gałęzi, zabawy w partyzantów… A może poczekać godzinę i zdecydować się na zmarnowanie kolejnych pięciu na podroż, by w nagrodę znaleźć  się nad brzegiem morza, zdjąć buty i poczuć piach miedzy palcami stóp? Zdążyłby wrócić na czas. Usiadł na ławce, by spokojnie podjąć decyzję. I wtedy ją zauważył. Stała na drugim peronie. Zdecydowanie zbyt blisko krawędzi. Pomachał do niej w nadziei, że go zobaczy. Chciał ją zawołać. Nadjeżdżający pociąg zagłuszył krzyk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz