wtorek, 14 listopada 2017

Zgubione znalezione

Zmrok zapadał tak wcześnie, że Popołudnie zajmowało na kanapie coraz mniej miejsca, za to Wieczór rozpychał się nieprzyzwoicie. Bywały takie dni, że anektował całą kanapę i nie chciał z niej zejść ani na chwilkę. W te mgliste, dżdżyste i przenikliwie zimne, Poranek nie miał żadnych szans i smutny udawał, że nadal śpi, mimo że Noc dawno już przestała śpiewać swoją kołysankę. Jedynie Przedpołudnie jakoś się trzymało, przejmowało więc wszystkie domowe obowiązki i próbowało zapanować nad całym towarzystwem. Najskuteczniejsze okazywały się bajki. Wszyscy zbiegali się wtedy do salonu i wsłuchiwali w opowieść: