wtorek, 14 listopada 2017

Zgubione znalezione

         Zmrok zapadał tak wcześnie, że Popołudnie zajmowało na kanapie coraz mniej miejsca, za to Wieczór rozpychał się nieprzyzwoicie. Bywały takie dni, że anektował całą kanapę i nie chciał z niej zejść ani na chwilkę. W te mgliste, dżdżyste i przenikliwie zimne, Poranek nie miał żadnych szans i smutny udawał, że nadal śpi, mimo że Noc dawno już przestała śpiewać swoją kołysankę. Jedynie Przedpołudnie jakoś się trzymało, przejmowało więc wszystkie domowe obowiązki i próbowało zapanować nad całym towarzystwem. Najskuteczniejsze okazywały się bajki. Wszyscy zbiegali się wtedy do salonu i wsłuchiwali w opowieść:
-    Dawno, dawno temu, a może w ubiegły piątek, za siedmioma górami i siedmioma lasami, a może na sąsiedniej ulicy, pewna nieszczęśliwa stara kobieta, a może kilkuletnia roześmiana dziewczynka, znalazła a może zgubiła, marzenie – spokojnym, ciepłym głosem zaczęło Przedpołudnie.
-    Ale gdzie zgubiła? Może my znajdziemy? – dopytywał piskliwym głosikiem Poranek.
-    Przecież nie zgubiła, tylko właśnie znalazła, prawda? – zauważyło Popołudnie.
-   No, to, czemu była smutna, skoro znalazła? Ja lubię znajdywać. Ostatnio znalazłem pięć złotych…
-   Moje?! – Wieczór rzucił się na Poranek zamierzając odebrać swoją domniemaną własność. Noc złapała go za włosy i nakazała spokój. Przedpołudnie cierpliwie czekało aż zapadnie cisza.
-      Ale on mi ukradł pieniądze!
-     Znalezione nie kradzione! – przekrzykiwali się jeszcze przez chwilę. W końcu zwyciężyła ciekawość.
 -   No i co z tym marzeniem?
-   Marzenie zwinęło się w kulkę i potoczyło po podłodze, robiąc sporo hałasu. Podskakiwało, wirowało jak bączek, obijało się o meble, jak kula bilardowa i w końcu wylądowało pod szafą…
-     Jak to w kulkę?  Marzenia nie zwijają się w kulki – kategorycznie stwierdził Wieczór.
-     A niby dlaczego nie?
-     Bo…, bo…, bo nie i już!
-     A skąd wiesz? Może akurat to marzenie mogło zwinąć się w kulkę? Może ona marzyła o jeżu? Jeże zwijają się w kulki, jakbyś nie wiedział – popiskiwało Popołudnie.
-     O jeżu… – westchnęła Noc – Dajcież posłuchać! Opowiadaj dalej.
-   Wylądowało pod wielką, starą, rzeźbioną, dębowa szafą i tam, w ciemnym kątku, przycupnęło cichutko, jak myszka…
-     No, to ja już nic nie rozumiem, jeż czy mysza to była? – fuknął Wieczór.
-     Ale ty głupi jesteś! – zachichotało Popołudnie – Tak się tylko mówi, że cicho jak mysza.
-     Jak mysz – poprawiła go Noc
-     Przecież mówię, że jak mysza!
-     Przycupnęło cichutko, jak mysz pod miotłą … - Przedpołudnie zamierzało kontynuować opowieść, ale towarzystwo podjęło zażartą dysputę.
-  Mysz, nie mysza. Mówi się mysz. – Noc koniecznie chciała nauczyć Popołudnie prawidłowej polszczyzny.  
-     No, mysza, wiem przecież! Mysza! Mała szara mysza!
-     Myszka. Mała to myszka. Duża to mysz – Noc się nie poddawała.
-    Ale jak pod miotłą, kiedy pod szafą przecież?! Co za głupia bajka! – Wieczór w ogóle nie rozumiał o co chodzi i teraz strzelił regularnego focha. Przedpołudnie postanowiło zmienić taktykę.
-     Marzenia nigdy nie są głupie. A o czym wy marzycie?
-    O tym żeby już było lato! – wykrzyknęła Noc – Latem jestem taka szczupła…
-   A ja bym wolał żeby była zima. Taka ze śniegiem. Bym sobie wybudował igloo, takie tylko dla siebie i bym sobie ryby w przeręblu łowił – fukał Wieczór.
-     A mi to się marzy wycieczka do lasu… żeby cały dzień chodzić, zbierać jagody…
-     To może narysujecie te swoje marzenia – zaproponowało Przedpołudnie, licząc na krótką chwilę spokoju. Propozycja została radośnie przyjęta i nagle, kiedy całe towarzystwo zasiadło już do rysowania, stara szafa zaczęła głośno skrzypieć. Popołudnie pisnęło ze strachu, jak myszka. Wieczór najeżył się nieufnie, a Noc szybciutko pobiegła po miotłę do kuchni. Po chwili trzymała w ręce małą, mieniąca się kolorami tęczy, szklaną kulkę.
-     Znalazłam marzenie! Znalazłam marzenie!  – podskakiwała radośnie.

-   To teraz mocno je trzymaj i nigdy go nie zgub – powiedziało Przedpołudnie przytulając Noc. Po chwili wszyscy stali w rodzinnym uścisku, chroniąc odnalezione właśnie marzenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz