piątek, 29 grudnia 2017

Obrazki z życia Hrabiny i Witusia - Rwa

          Hrabina siedziała przy stole, zmuszając się do zjedzenia przygotowanego przez Witusia śniadania, w szlafroku narzuconym na nocną koszulę i ciepłych kapciach.
          Wełniane kapcie na nogach Hrabiny to widok dość niecodzienny, albowiem zazwyczaj nosiła jednak eleganckie klapki na koturnie. Nikt nie podejrzewał Hrabiny o to, by chciała zrobić przyjemność Witusiowi, który jej te kapciuszki w prezencie kupił, nie mogąc patrzeć na wiecznie gołe i bez wątpienia zimne stopy małżonki. Powód był zgoła odmienny i absolutnie pozbawiony romantycznych pobudek. Hrabinę dopadła rwa. Kulszowa. A dopadła ją ta rwa przedwczoraj, gdy Hrabina usiłowała poderwać padającego, wybaczcie kolokwializm, na pysk, Witusia.
          Wituś swoje waży. Ze sto kilo lekko będzie. Sam poderwać się do pionu nie może, bo nogi dawno mu posłuszeństwa odmówiły i nie niosą Witusia już nie tylko w siną dal, ale nawet do sąsiedniego pokoju. I w tym pokoju właśnie Wituś na przeszkodę niespodziewaną w postaci zydelka niepozornego natrafił, rąbnął jak długi, nosem o poręcz fotela się oparł i krzyczeć w niebogłosy wzywając pomocy zaczął.
           Hrabina z łóżka, w którym polegiwała mimo południowej pory, zerwała się natychmiast, nie bacząc by najpierw do pionu wstać a potem dopiero do przodu ruszyć, do Witusia w tempie rekordowym dobiegła, pod pachy bezwładnego chłopa złapała i dawaj go do góry wyrwała, jak zawodowy sztangista. Wituś szczęśliwie bez większego uszczerbku na zdrowiu, a nawet jakby kilku pomniejszych dolegliwości się pozbywszy, z tej historii wyszedł, niestety Hrabina zaniemogła.
          Siedzi teraz, bo chodzić nie może, w tych ciepłych kapciuszkach, dla bezpieczeństwa większego i nadziwić się nie może, jak ona to tego Witusia z podłogi podniosła? Przecież ona stara jest i chora. Przecież z domu nie wychodzi wcale, no chyba, że do kawiarni z Baronową, ale to już coraz rzadziej. Przecież śmieci nawet do kosza nie wynosi, bo ciężkie są takie, całe dwa kilo ważą, w porywach do dwóch i pół, jak jakiś słoik się trafi. I w ogóle serce ma słabe takie… I oddychać nie może… Co to ta adrenalina potrafi?!

        A Wituś patrzy z uwielbieniem na małżonkę i bogu dziękuje, mimo że w żadnego konkretnego nie wierzy, bo co by nie mówić, to mu Hrabina te jego kalekie życie uratowała. I niechże szybko ktoś Hrabinę uleczy, bo w tym stanie to ona raczej kolejny raz uratować go nie zdoła, a on już w kościach czuje, że zły los szykuje kolejną pułapkę. 

2 komentarze:

  1. Świetna historia. Nie mogła dźwigać śmieci, ale Witusia udźwignęła.
    I teraz biedna cierpi. Mam nadzieję, że znajdzie dobrego pana fizjoterapeutę.
    Ja takiego niedawno odkryłam, gdy miałam atak dyskopatii.
    W każdym razie napisz ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak, ciepłe ręce magistra potrafią zdziałać cuda ;)

    OdpowiedzUsuń