środa, 27 grudnia 2017

Postanowienie noworoczne

             Ostatnie dni roku. W centrach handlowych tłumy ludzi niezadowolonych z otrzymanych prezentów i naiwnie liczących na szalone promocje. W Internetach, po epidemii wesołych świąt, pandemia podsumowywań wszelakich. Lada chwila nastąpi wysyp noworocznych postanowień. A to, że dieta, tak na serio i tym razem skutecznie. A to, że pracować mniej, albo wręcz przeciwnie w końcu uczciwie do roboty.  Jedni zaklinać się będą, że w tym roku to już na pewno odwykną, inni że na bank  w nawyk im wejdzie. Że sport systematycznie, realnie czy wirtualnie nieistotne, ważne, że codziennie. Że  hobby jakieś, najlepiej pasja prawdziwa, bo przecież sobą być trzeba, a jak tu sobą bez pasji, no nie da się i już, więc od stycznia zacząć trzeba. Albo wolontariat chociaż. Pomaganie takie szlachetne. Wyboru tylko dokonać należy, czy ludziom czy zwierzętom, czy swoim czy obcym raczej, czy chorym czy zdrowym, bo wszystkim przecież nie. A może nie pomagać ale oszczędzać. Dla siebie, dla żony, dla dzieci. Na wakacje. Na samochód. Na endoprotezę biodra, aparat ortodontyczny, przeszczep szpiku. Na emeryturę ostatecznie.

            A może tak po prostu, zwyczajnie, przeżyć 365 dni, od poranka bez „cholera, znowu do tej pieprzonej roboty” do wieczora bez „o matko, ale jestem zmęczona”? 

2 komentarze:

  1. Podsumowanie cały czas aktualne. Ja obiecałam sobie nic nie postanawiać,
    choć już samo słowo obiecałam to jakieś postanowienie. Więc może tak, mówię
    sobie, będę żyć z chwili na chwilę, a jak naprawdę, to się okaże.

    OdpowiedzUsuń
  2. i to jest chyba jedyny realizowalny plan na nowy rok :)

    OdpowiedzUsuń