sobota, 13 stycznia 2018

Studniówka

 - To jak, przychodzisz z kimś czy zarezerwować ci miejsce przy stoliku dla singli? – Spytała raczej retorycznie Luiza i spojrzała na Eulalię wyniośle.
- Oczywiście, że z kimś! – Odparła natychmiast i bez zastanowienia Eulalia, próbując wytrzymać spojrzenie Luizy i nie wpuścić na twarz rumieńca zażenowania, który już wpełzał podstępnie – A teraz przepraszam, ale jestem umówiona.
     Eulalia szybko wybiegła ze szkoły. Luiza natomiast natychmiast zaczęła rozpytywać koleżanki, czy aby któraś może nie wie, z kim to Eulalia zamierza się pojawić. Nie przypominała sobie, bowiem, by kiedykolwiek widziała Eulalię w towarzystwie jakiegokolwiek chłopaka.
     Eulalia tymczasem dobiegła do domu, zamknęła się w swoim pokoju na strychu i zastanawiała nad tym, czy od razu rzucić się z okna, czy też może lepiej najpierw spożyć dużą ilość paracetamolu a dopiero potem skakać.
- Na cholerę powiedziałam, że kimś przyjdę?! – Wyrzucała sobie, przeszukując nocną szafkę. Zadowoliłaby się nawet witaminą C, oby w dużych ilościach. Ostatecznie mogłaby być też czekolada. – Luiza już pewnie wszystkim rozgadała… Nie, ja sobie lepiej strzelę w łeb! – Załamana Eulalia usiadła na dywanie.  
     Mogła liczyć tylko na cud albo na pomoc prababci Klary, znanej w rodzinie z tego, iż znała się na wszystkim i na wszystko radę miała. Biorąc jednakowoż po uwagę, że prababcia od około stu lat już niestety nie żyła, pozostawał wyłącznie cud.  Eulalia w cuda nie wierzyła. Wierzyła natomiast w pecha i jak dotąd nigdy się na nim nie zawiodła.  
- Jak w dwa tygodnie znaleźć partnera na Studniówkę, kiedy żyjesz na bezludnej wyspie, w rodzinnych zasobach masz tylko o dziewięć lat od siebie młodszego ciotecznego brata a na wynalezienie Internetu musisz poczekać jeszcze prawie dekadę?!  Jak?! – Eulalia już chciała zacząć zalewać się łzami, gdy usłyszała dzwonek.
- Kogo diabli niosą teraz, kiedy ja rozpaczać zamierzam? – Fukała pod nosem schodząc do drzwi. Dzwonek kilkakrotnie jeszcze natrętnie zabrzęczał zanim otworzyła. Za drzwiami stał jakiś obcy facet i mamrotał coś, że jego matka prosiła, żeby od ciotki wziął i do jej matki przyniósł, więc on przyniósł i …
- Dziękuję.
- … proszę.
      Eulalia wyciągnęła rękę po pakunek i wyłącznie z grzeczności spojrzała na posłańca. Wysoki. Barczysty. Brunet. Gapi się na nią tymi swoimi brązowymi oczami tak, jakby siódmy cud świata zobaczył i uśmiecha się tak, tak … Eulalia zastygła w stuporze.
      Podobno w języku jagańskim istnieje słowo "mamihlapinatapai" oznaczające spojrzenie wymienione przez dwie osoby, które rozumieją się bez słów lub pragną tego samego, ale każda z nich wolałaby, żeby to ta druga zrobiła pierwszy krok. 
- To ja może na pomogę, zaniosę, bo to ciężkie jest – odezwał się głosem miękkim jak aksamit i głębokim jak Bałtyk i ominąwszy Eulalię ruszył do środka.
      Oszołomiona Eulalia, uprzytomniwszy sobie, jaki nieład panuje w mieszkaniu, w ciągu sekundy musiała zdecydować, czy bardziej opłaca jej się natychmiast zemdleć, ryzykując, że Książę jednak nie zdąży jej złapać, czy też gnać w te pędy za nim, wyrwać pakunek, serdecznie podziękować za dostawę i grzecznie wyprosić za drzwi. Niestety Książę najwyraźniej jakiś sport uprawiał, gdyż zanim Eulalia decyzję podjęła, ten już w salonie siedział i z matką Eulalii rozmawiał.
- Mam przechlapane – pomyślała.
    Dotychczas każda rozmowa każdego młodzieńca z matką Eulalii prowadziła do niechybnej katastrofy. Tym razem jednak miało być inaczej. Młodzieniec wykazywał się doskonałą kindersztubą i nie wdawał w żadne polityczne dyskusje. Gdy Eulalia weszła do salonu posłał jej kolejny uśmiech, którym tym razem spowodował potężne trzepotanie motylich skrzydeł w brzuchu dziewczyny. Eulalia lekko się zarumieniła a zawstydzona rumieńcem zarumieniła się jeszcze bardziej i już, już chciała wycofać się na jakąś bezpieczną pozycję, utopić w wannie albo zatrzasnąć w windzie, kiedy chłopak spojrzał jej tak głęboko w oczy, że jego spojrzenie załaskotało ją w lewą stopę. Eulalia roześmiała się głośno. Po chwili rechotali już obydwoje.
         Matka Eulalii widząc, co się dzieje szybciutko wyniosła się do kuchni.
         Wieczorem Eulalia przymierzyła dawno skompletowaną studniówkową kreację: lakierki przysłane przez dziadka z Londynu, czarną szytą specjalnie u krawcowej ze zdobytego spod lady materiału krótką spódniczkę z falbanami oraz białą błyszcząca bluzkę zakupioną w Peweksie za najprawdziwsze dolary. Zatańczyła przed lustrem.

- Luizę trafi szlag! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz