piątek, 2 lutego 2018

Dowodzik proszę.

      Klara nienawidziła wizyt u dentysty, wizyt u kosmetyczki i wystawiania się pod obiektyw fotografa.
To pierwsze znosiła z trudem, ale w poczuciu absolutnej konieczności i zagrożenia życia w razie zaniedbania, kilka razy w roku pozwalała się torturować.
       Nieskazitelnego wyglądu nikt od niej nie wymagał, więc salony kosmetyczne po prostu wykreśliła ze swojej mapy miasta i najspokojniej w świecie udawała, że nie istnieją.
       Fotograf, wydawałoby się, nie stanowił praktycznie żadnego zagrożenia, od kiedy przestała chodzić do szkoły. Niestety raz na dziesięć lat bezlitosna biurokracja domagała się, by Klara jednak przemogła niechęć i wykonała aktualizację wizerunku.
       Ostatnia aktualizacja odbywała się w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach, albowiem Klara właśnie zmieniała status związku, a wysoki poziom hormonów szczęścia uwidocznił się również na kliszy.
      Tym razem okoliczności jakoś nie chciały sprzyjać.
      Bezlitosny upływ czasu silniejszy był niż endorfinki. Na operację plastyczną lub chociażby botoksik Klary stać nie było. Zresztą nawet, gdyby było, to przecież skutecznie zniknęła salony kosmetyczne i nie miałaby się gdzie udać. Fryzurę sobie elegancką zorganizowała, a jakże, ale cóż z tego, kiedy właśnie Eurydyka, tfu, Fryderyka postanowiła zaszaleć. Do tego pyłków naniosła, na które Klara najwyraźniej reagowała alergicznie. Żaden makijaż nie był w stanie ukryć czerwonych powiek i spuchniętych worów po oczami, żaden!
       Zrozpaczona Klara postanowiła odszukać swoje poprzednie piękne zdjęcie i przekonać Bezlitosną Biurokrację, że to fotografia świeżutka jak bułeczki od Kłosa. Niestety. Wzorzec wyraźnie mówił, że lekki półprofil, tak pożądany dekadę wcześniej jest teraz absolutnie passe. Teraz tylko en face.
        I Klara musiała usiąść przed obiektywem, z pełną świadomością swojego wyglądu. Unieść brodę na niefizjologiczną wysokość zniekształcającą wszelkie proporcje twarzy. Ujarzmić opadającą na prawą brew grzywkę. Wstrzymać oddech. Nie zmrużyć oczu. Wysłuchać, jaka trudna jest praca fotografa na usługach Biurokracji.
        Wszystko po to, by odebrać malutki kawałek papierku z wydrukowaną na nim podobizną przypominającą więźniarkę oddziału o zaostrzonym rygorze. Brakowało tylko jednego elementu: małej czarnej tabliczki ze starannie wypisanym numerem.
       Bezlitosna Biurokracja przyjęła aktualizację.
       Przez kolejne dziesięć lat Klara będzie narażona na podejrzenia o fałszowanie dokumentu tożsamości.

- Dowodzik proszę!
- E… właśnie mi skradziono.

2 komentarze:

  1. Och te zdjęcia do dowodu. Dla mnie też koszmar. I chętnie bym gdzieś swój dowód wyrzuciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem kto to wymyślił, żeby takie ujęcia robić do dokumentów? I to kobietom !

      Usuń