czwartek, 8 lutego 2018

Obrazki z życia Hrabiny i Witusia - Pączki

- A gdzie ty się wybierasz? – zapytał szczerze zdziwiony Wituś, gdy Hrabina zamiast domowego szlafroka odziała się w wyjściową garsonkę.
-  Do Galerii jadę. Z Baronową się umówiłam. Przy okazji pączki kupię – odpowiedziała Hrabina, posapując z wysiłku.
-   Przecież ty się źle czujesz. Wczoraj cały dzień było ci słabo, po za tym grypa szaleje. Mówią ciągle w telewizji, epidemia jest. – Wituś był naprawdę przerażony pomysłem Hrabiny – Może lepiej zostań. Ja pojadę do sklepu. Po co ci te pączki?
-    Tłusty czwartek dzisiaj – fuknęła hrabina.
-    Cholera, to dzisiaj , przepraszam, zapomniałem, ja zaraz pójdę, kupię…  - Wituś gramolił się z fotela -    A może faworki byś wolała? – dopytywał łapiąc  z trudem pion.
-    Nigdzie nie będziesz jechał. Już taksówkę sobie zamówiłam. Zresztą tu nie ma dobrych pączków!
-    To babkę ci kupię, cytrynową, lubisz przecież…
-   Babkę?! W tłusty czwartek? Czyś ty zdurniał zupełnie? Zresztą ja już mam dosyć tej babki. Nie kupuj jej już wcale.
      Wituś  posmutniał. Jak to dosyć babki? On co tydzień specjalnie po tą cytrynową jeździ. Dla niej. Nie dla siebie przecież. Stał na środku salonu i patrzył, jak Hrabina z trudem ciężki zimowy płaszcz zakłada. Posmutniał jeszcze bardziej.
-    O której wrócisz? Zawiózłbym cię, ale ta zima, śnieg…, przepraszam – Wituś naprawdę czuł się winny.
-   Zamknąć nie zapomnij – rzuciła tylko Hrabina, nie patrząc nawet na Witusia, który najszybciej jak tylko potrafił podążał ku drzwiom. Nim doszedł, Hrabina już wsiadała do taksówki i kazała się wieźć po pączki.
       Wituś zamknął grzecznie drzwi. Z wysiłkiem doczłapał z powrotem na fotel. Usiadł i natychmiast zaczął się zamartwiać. A czy taksówka podjechała. A czy taksówkarz miły, a nie jakiś psychopata. A czy się aby Hrabina za lekko na ten mróz nie ubrała, albo co gorsza za ciepło i się spoci bidulka i przeziębi i na grypę zejdzie. I żeby sobie czegoś nie połamała, ślisko tak teraz, Hrabina nogi ma już słabe, a laseczki za skarby świata używać nie chce.
       Siedział tak biedy Wituś, kataklizmy coraz to nowe wyobrażając sobie, podczas gdy Hrabina z Baronową kawkę piła i drugą już napoleonkę  ze smakiem wsuwała. I w ogóle nie słyszała dzwonka telefonu. A to Wituś czternasty raz dzwonił, by się dowiedzieć czy szanowna małżonka bezpiecznie na miejsce dotarła i czy może zamierza już wracać do domu.
       Kiedy wreszcie Hrabina się pojawiła, taszcząc zwycięsko pudełko pączków od Bliklego, Wituś był już prawie w stanie przedzawałowym. Nie rozumiejąc absolutnie powodów zdenerwowania Witusia i nie dopatrując się w nich ani grama własnej winy, Hrabina opadła na fotel i najspokojniej w świecie, ugryzła pączka.
-     E… to już nie są te pączki, co kiedyś… jak byłam ostatnio w Warszawie…
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz