sobota, 24 marca 2018

SHARE WEEK 2018


To już siódma edycja. Moja pierwsza. 
Idea polecania blogów, które cenimy i które w jakiś szczególny sposób są dla nas ważne, bardzo mi się spodobała. To, że zgłosić można tylko blogi trzy, już troszkę mniej. No, bo jakże to tak, tylko trzy?!
Przecież tych, które czytam, cenię, lubię, podziwiam, wykorzystuję prywatnie i zawodowo, uczę się z nich i bawię świetnie czytając jest zdecydowanie więcej.
Ale zasady to zasady!
Wybrałam.


Blog Emilki Mielko to pierwszy blog, na który trafiłam w moim najcięższym okresie życia i gdzie znalazłam absolutne i totalne zrozumienie. W pewny sensie Emilia uratowała mi życie.  Dowiedziałam się o sobie wielu  istotnych rzeczy i dostałam konkretne wskazówki, jak sobie radzić, kiedy się jest osobą wysoko wrażliwą. Z niecierpliwością oczekuję każdego kolejnego tekstu Emilii, bo zawsze jest dokładnie w punkt i do natychmiastowego wykorzystania. I do tego piękne zdjęcia, balsam dla oka i duszy.


Dopiero dzisiaj pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności, bo przecież nie ma przypadków, autorka i tego, jakże ważnego dla mnie bloga, jest Podlasianka. Krzysia Bezubik i jej kursy kreatywnego pisania, to moje uratowane przez Emilię życie, zupełnie odmieniła. Dzięki warsztatom, poradom i życzliwemu wsparciu Krzysi  wydałam swoją pierwszą książkę, poznałam mnóstwo fantastycznych kobiet i przekonałam się, że aby pisać, wystarczy… zacząć pisać.  Teraz piszę, bo chcę!
I chociaż strona graficzna bloga Krzysi jakoś szczególnie mnie nie przyciąga, to już jego zawartość, a przede wszystkim osoba autorki, wręcz uzależnia.


Trudno mi w kilku słowach przedstawić Wam blog Gosi Wilczek, bo…znam Gosię i Krystiana od wielu lat i ogromna sympatia do nich sprawia, ze absolutnie nie mam dystansu do tekstów. Ale wiecie co? Jak tylko przeczytacie i obejrzycie, bo tam zdjęć  wspaniałych cała masa, chociaż jeden z nich, też natychmiast ten dystans stracicie! Ta szalona dwójka podróżników zabierze was swoją „mechaniczną pomarańczą” na wycieczkę do świata, gdzie wciąż jeszcze takie wartości jak miłość, przyjaźń, zaufanie, wzajemna pomoc i długa szczera  rozmowa istnieją i mają się dobrze. I gwarantuję Wam, że już nigdy nie znajdziecie dla siebie żadnej wymówki, by odkładać marzenia! Nie wierzycie? To zobaczcie ten film


Mogłabym teraz, już poza konkursem, wymienić wszystkie blogi, które z przyjemnością systematycznie podczytuję, ale tego nie zrobię. 
Wybaczcie Kochani. 
Może w przyszłym roku ;)

piątek, 23 marca 2018

Ze słowiańskiego bestiariusza - Nieśpiech


        Marianna była bardzo pracowita. Przez cały tydzień, dzień w dzień, od rana do późnego wieczora sumiennie wykonywała swoje obowiązki, a miała ich, jako kierowniczka zmiany, wiele. I kiedy po całym dniu harówki do domu wracała zmordowana, oczekiwała obfitej wieczerzy, koniecznie z deserem i kompotem, masażu stóp spuchniętych, kąpieli z pianą pachnącą i świeżej pościeli. No i rzecz jasna sprawnego kochanka.
        Jeremiasz znał dobrze wymagania żony i zwykle, gdy tylko rankiem drzwi za Marianną zamykał, natychmiast brał się do ogarniania domu, zmywania, sprzątania, gotowania, pieczenia, smażenia, polerowania, prania, prasowania, tak by małżonka zadowolona była.
        Zwykle, bo dzisiaj Jeremiasz pożegnał Mariannę, a potem na kanapie legł, pilota w dłonie wziął i sześćset siedemdziesiąt pięć dostępnych kanałów telewizji różnorakich równocześnie oglądać zaczął.
       Nieśpiech natychmiast zza szafy, za którą ukrywał się od dawna i tylko na sposobność dogodną czekał, wychynął i obok Jeremiasza na kanapie się umościł, powolność ruchów i gnuśność umysłową coraz większą u gospodarza powodując.
       Godziny mijały, czas powrotu Marianny się zbliżał, a Jeremiasz nic tylko kanały przerzucał, od czasu do czasu po brzuchu się podrapał, raz po raz wiatry puszczał, nogę lewą na prawą zarzucał lub odwrotnie, lecz żadnej roboty się nie chwytał. Chciał, a pewnie, że chciał, ale im bardziej chciał, tym bardziej nie mógł. Nieśpiech już mu całkiem na głowę wlazł.
       I gdy Marianna do domu wróciła, Jeremiasz nie wstał z kanapy i nie powitał małżonki, jak zwykle, bukietem kwiatów sezonowych. Bucików z nóg zmęczonej kobiecie zezuć nie pomógł. Do stołu jadłem zastawionego nie poprowadził. Marianna już chciała na Jeremiasza huknąć i tradycyjnym spotkaniem u adwokata pogrozić, ale Nieśpiecha umykającego za kanapę kątem oka ujrzała.
       Za telefon złapała i dawaj po sąsiadkach dzwonić i o zaklęcie przeganiające gagatka dopytywać.
Obdzwoniła wszystkie znajome i całą rodzinę i nic. Żadna z pan zaklęcia owego nie znała a tylko jedna z przesłuchiwanych w ogóle o Nieśpiechu słyszała.
       Nie pozostało Mariannie, więc nic innego, niż mimo ogromnego zmęczenia, zakasać rękawy i samej mieszkanie do porządku doprowadzić, Jeremiaszowi obiad ugotować, potem chłopa biednego nakarmić i do łóżka przenieść, żeby salonu nie blokował, bo spać będzie przynajmniej do następnego poniedziałku.
      A było kajecik z zaklęciami od prababki wziąć i starannie przechować, a nie ze staruszki się wyśmiewać, że w zabobony wierzy. Jak taka nowoczesna być chciała, to teraz ma!
      


piątek, 2 marca 2018

Fotel


     Wczoraj podpisała umowę najmu. Przepłaciła. Trudno. 
   Klara nigdy nie zwracała uwagi na koszty, gdy na czymś jej naprawdę zależało, a tym razem zależało jej jeszcze bardziej niż zwykle. Wspinała się z wysiłkiem na czwarte piętro zabytkowej kamienicy. Drewniane schody postękiwały z każdym krokiem. Wypolerowana dotykiem tysięcy dłoni poręcz podtrzymywała ją na duchu i dodawała sił. Klatka schodowa robiła wrażenie zaniedbanej, jednak zachowała jeszcze resztki dawnego uroku i elegancji.
       Ciężkie dwuskrzydłowe drzwi z mosiężnym numerem i nieco przerażającą, staromodną kołatką w kształcie głowy lwa, zaskrzypiały głośno, gdy Klara je otwierała. W pustym mieszkaniu panował zaduch. Zmatowiałe klepki parkietu trzeszczały złowieszczo, jakby chciały zniechęcić nową właścicielkę do wejścia w głąb korytarza, ta jednak nie zamierzała ich słuchać. Szybkim krokiem podeszła do okna i z niemałym wysiłkiem otworzyła je na oścież. Drobinki kurzu zawirowały w promieniach słońca. Gwar miasta zagłuszył żałosne trzaski drewnianych klepek.
      W kącie pokoju Klara zauważyła porzucony stary fotel. Przetargała go na sam środek pokoju. Nie zważając na kurz i zdezelowane sprężyny siedziska, rozsiadła się w nim. Był zaskakująco wygodny. Wysokie oparcie, szerokie podłokietniki, idealna wysokość. Klara pogładziła dłonią przetartą, wyblakłą tapicerkę. Szorstki materiał wywołał u niej natychmiast gęsią skórkę i nieprzyjemne wrażenie na języku. Zakręciło ją w nosie. Kichnęła. 
       Obłok kurzu zawirował tuż przed nią, a gdy opadł na podłogę, Klara miała już w głowie gotowy projekt idealnego wnętrza.