piątek, 23 marca 2018

Ze słowiańskiego bestiariusza - Nieśpiech


        Marianna była bardzo pracowita. Przez cały tydzień, dzień w dzień, od rana do późnego wieczora sumiennie wykonywała swoje obowiązki, a miała ich, jako kierowniczka zmiany, wiele. I kiedy po całym dniu harówki do domu wracała zmordowana, oczekiwała obfitej wieczerzy, koniecznie z deserem i kompotem, masażu stóp spuchniętych, kąpieli z pianą pachnącą i świeżej pościeli. No i rzecz jasna sprawnego kochanka.
        Jeremiasz znał dobrze wymagania żony i zwykle, gdy tylko rankiem drzwi za Marianną zamykał, natychmiast brał się do ogarniania domu, zmywania, sprzątania, gotowania, pieczenia, smażenia, polerowania, prania, prasowania, tak by małżonka zadowolona była.
        Zwykle, bo dzisiaj Jeremiasz pożegnał Mariannę, a potem na kanapie legł, pilota w dłonie wziął i sześćset siedemdziesiąt pięć dostępnych kanałów telewizji różnorakich równocześnie oglądać zaczął.
       Nieśpiech natychmiast zza szafy, za którą ukrywał się od dawna i tylko na sposobność dogodną czekał, wychynął i obok Jeremiasza na kanapie się umościł, powolność ruchów i gnuśność umysłową coraz większą u gospodarza powodując.
       Godziny mijały, czas powrotu Marianny się zbliżał, a Jeremiasz nic tylko kanały przerzucał, od czasu do czasu po brzuchu się podrapał, raz po raz wiatry puszczał, nogę lewą na prawą zarzucał lub odwrotnie, lecz żadnej roboty się nie chwytał. Chciał, a pewnie, że chciał, ale im bardziej chciał, tym bardziej nie mógł. Nieśpiech już mu całkiem na głowę wlazł.
       I gdy Marianna do domu wróciła, Jeremiasz nie wstał z kanapy i nie powitał małżonki, jak zwykle, bukietem kwiatów sezonowych. Bucików z nóg zmęczonej kobiecie zezuć nie pomógł. Do stołu jadłem zastawionego nie poprowadził. Marianna już chciała na Jeremiasza huknąć i tradycyjnym spotkaniem u adwokata pogrozić, ale Nieśpiecha umykającego za kanapę kątem oka ujrzała.
       Za telefon złapała i dawaj po sąsiadkach dzwonić i o zaklęcie przeganiające gagatka dopytywać.
Obdzwoniła wszystkie znajome i całą rodzinę i nic. Żadna z pan zaklęcia owego nie znała a tylko jedna z przesłuchiwanych w ogóle o Nieśpiechu słyszała.
       Nie pozostało Mariannie, więc nic innego, niż mimo ogromnego zmęczenia, zakasać rękawy i samej mieszkanie do porządku doprowadzić, Jeremiaszowi obiad ugotować, potem chłopa biednego nakarmić i do łóżka przenieść, żeby salonu nie blokował, bo spać będzie przynajmniej do następnego poniedziałku.
      A było kajecik z zaklęciami od prababki wziąć i starannie przechować, a nie ze staruszki się wyśmiewać, że w zabobony wierzy. Jak taka nowoczesna być chciała, to teraz ma!
      


4 komentarze: