wtorek, 29 maja 2018

Ze słowiańskiego bestiariusza - Ćmuch


      Gorąco się zrobiło niemożebnie i Marianna poczuła się bardzo źle. Przyciasna suknia uwierała ją tu i tam a buty parzyły w stopy. Robota w ogóle jej nie szła i tylko sterta papierzysk rosła na biurku. Nie myśląc zbyt wiele, bo z tego skwaru myśleć prawie wcale nie mogła, no, chyba, że o pingwinach Anieli lub dużej porcji lodów cytrynowych, postanowiła pójść nad staw. Zasadniczo z zamiarem całkowitego zrzucenia odzienia i zanurzenia się w chłodnej toni, jednakże przed realizacją planu powstrzymała ją obecność kilkunastu przypadkowych widzów oraz bolesna świadomość niedoskonałości własnego ciała. Ewentualną karą w formie wysokiej grzywny za złamanie regulaminu nie przejmowała się wcale, gdyż i tak nie miałaby czym zapłacić.
       Spacerowała Marianna brzegiem stawu, dysząc ciężko i tęsknie na wodę chłodną spoglądając. Nagle usłyszała głośny plusk.
-  Nic tylko któryś ze spacerowiczów jednak z butów wyskoczył i zanurkował – pomyślała z zazdrością i jęła wypatrywać pływaka. Jak okiem sięgnąć nic. Tafla wody niewzruszona.
-  Ki czort? Przeciem wyraźnie słyszała chlupot wielki? – Marianna przystanęła, chowając się w cieniu trzystuletniego dębu i obserwując bacznie staw cały, wyczekiwała – Pluskło raz, plusknie i drugi.
    I faktycznie. Chlupot, jakby kto głaz wielgachny w wodę wrzucił, niebawem do uszu Marianny dotarł, jednak nijakiego śladu na wodzie, żadnych kręgów ni fal najmniejszych nawet, widać nie było. Gdzieś tylko w oddali zarechotała żaba a w zaroślach zaszeleściło jakieś licho. Przez moment Mariannie wydawało się, że widzi psa sąsiada, a właściwie tylko śmiesznie zakręcony psi ogonek. Zresztą, może to warchlak jakiś, żołędzi zeszłorocznych szukał? Marianna już nad powrotem do przerwanej pracy zaczynała niechętnie myśleć, gdy trzeci nagły plusk rozległ się tuż koło niej. Kątem oka niewyraźną sylwetkę spostrzegła i nagle lico Marianny rumieńcem wstydu zapłonęło.
-  O, toż Ćmuch jeden! To ja tu na chwilkę tylko od upału odsapnąć przyszłam, a ten już mnie straszy i oficjalnie leniwą babą ogłasza? – Rozglądać się Marianna zaczęła ukradkiem, czy aby nikt nic nie zauważył. I szybciutko z powrotem do dusznego biura pobiegł. Żadnej z koleżanek o swojej przygodzie słowa nie powiedziawszy, za porzuconą robotę natychmiast się wzięła. Bo leniwa to może i Marianna bywała, ale głupia to już na  pewno nie i w opowieści o tym, że Ćmucha widziała, nikt by jej nie uwierzył. No, może z wyjątkiem Jeremiasza.


Portret Ćmucha odmalował i na kartach Bestiariusza Słowiańskiego umieścił Paweł Zych. Musi być z niego leń jak się patrzy, skoro tak dokładnie tego diabelskiego stworka widział ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz