sobota, 11 sierpnia 2018

Jejiń


          Kiedy Klara weszła do kawiarni Krycha siedziała już od kilkunastu minut przy stoliku, przeglądając kartę i zastanawiając się, czy woli zupę, czy też może wystarczy jej szarlotka. Przywitały się serdecznie.
      -  No, opowiadaj! – Krycha przywołała kelnerkę, szybko złożyła zamówienie: dwie szarlotki i dwie herbaty, a potem zamieniła się w słuch.
      -   Wszystko zaczęło się od tego nieszczęsnego jelenia. Pamiętasz, mówiłam ci, jak mi to bydlę wyskoczyło prosto pod samochód i jaka się afera zrobiła? No, to to najwyraźniej wcale nie był taki sobie zwykły jeleń. To musiał być Jejiń! Demon słowiański, co to drogi wędrowcom plącze i na bagna sprowadza. Bo jak to inaczej wytłumaczyć? Niby nic się wtedy nie stało ale wszystko nagle zaczęło się pieprzyć i to hurtowo! Najpierw samochód. Niby naprawiony a nie jeździł. Czarny dym z rury puszczał i moc nagle tracił, a ja na autostradzie, wyobrażasz sobie? – Krycha tylko pokiwała głową i słuchała dalej, podjadając szarlotkę.
       -   Mechanik przez tydzień coś dłubał i tyle wydłubał, że pół silnika wymienił i niby dobrze miało być, ale oczywiście nie było i mi się autko rozkraczyło i to akurat kiedy Witusia do szpitala wzięli. No, ale z tym to też była historia! I to jaka! Za długo by opowiadać… w każdym razie w ciągu dwóch tygodni, jak doktory próbowały Witusia na nogi postawić, to te moje auto niby się wyremontowało, a te Witusiowe na złom poszło i jak tylko te Witusiowe na złom, to te moje znowu padło i do pracy nijak dojechać, no to urlop, na szczęście stary jeszcze. Ale ile na urlopie siedzieć można? No, to trzeba nowe auto i to szybko! No to kupiliśmy, ale małe, za to na duży kredyt. I zaraz jak je kupiliśmy, to nam dom okradli!   
      -  Jak to okradli?! – Krycha mało nie zakrztusiła się szarlotką. – Włamali się, do mieszkania?!
      -    No włamali się, ale na szczęcie nie do mieszkania, tylko na daczę. Drzwi wykopali i już. Takie były antywłamaniowe, że tylko się policjanci śmiali. A my tym małym autkiem, to nawet do Kastoramy po nowe nie możemy, bo się i tak nie zmieszczą i nie wiadomo, co robić? W niedzielę to żaden fachman ci nie przyjdzie, mimo że handlowa, bo wszyscy w trupa zalani. No, to zostawiliśmy, jak było i do domu. Tydzień jako tako minął bez większych tragedii. Pojechaliśmy znowu na tę naszą wieś z nadzieją, że jednak ktoś nam te drzwi naprawi, ale facet przyjechał, wymierzył i powiedział, że się nie da. Rozumiesz? Nie da się! Drzwi naprawić się nie da?! W końcu ktoś powiedział, że zna kogoś, kto podobno potrafi, to ja za telefon i faktycznie, potrafi tylko nie wie kiedy, bo czasu nie ma. Czasu niema! A ja to mam czas?! Przecież ja do pracy muszę!
     -    No, ale naprawił? – Krycha zjadła już całą szarlotkę, a że dobra była, zastanawiała się nad zamówieniem kolejnego kawałka.
     -     A bo ja wiem?! Klucze do tych drzwi wziął, bośmy je w sklepie budowlanym zostawili i dzwonić miał, jak naprawi, ale miesiąc minął a facet nie zadzwonił. No więc drzwi zepsute, stary samochód naprawiony ale stoi pod domem, bo nowy jest, to nowym jeżdżę, bo temu staremu to już nie wierzę za grosz!
     -        To czemu nie sprzedasz? To dobry samochód jeszcze, ktoś pewnie kupi.
     -    No chciałam sprzedać, chciałam. Wypucowałam pięknie, ogłoszenie na szybę nakleiłam, postawiłam w dobrym miejscu i cisza. Nikt go nie chce! A wiesz co się okazało? Że ja źle numer telefonu na tej karteczce napisałam i od trzech miesięcy ludzie do jakiejś biednej kobity spod Częstochowy dzwonią i jej dupę trują o samochód, o którym ona bladego pojęcia nie ma. Taka jestem zdolna! – Klara przerwała na moment i upiła łyk zupełnie zimnej już herbaty.
     -       A jak się zorientowałaś, że ten numer zły?
     -      W ogóle się nie zorientowałam. Cieć na parkingu mi w końcu powiedział, że jemu ktoś powiedział, że dzwoni i dzwoni i się nie dodzwania i że pewnie ten numer zły. No jeszcze jak zły! Ale w sumie to i dobrze, bo to nie był czas na odbieranie telefonów w sprawie auta. Bo wiesz, w międzyczasie to Wituś był łaskaw wywinąć nam numer ostateczny… – Klara westchnęła ciężko i zanurzyła łyżeczkę w szarlotce. Krycha doskonale wiedziała, co się wydarzyło jednak w milczeniu czekała, aż przyjaciółka dokończy opowieść.
         -     Wiesz, on zawsze był strasznie uparty. I teraz też się uparł, że póki mu emerytury nie wypłacą to on z tego świata nie odejdzie i żaden zawał, nawet najcięższy, mu w tym nie przeszkodzi. I jak tylko pieniądze na konto wpłynęły, tak duch z Witusia odpłynął. A jak Wituś zszedł z tego świata, to i hrabina zaraz za nim też iść chciała, na szczęście się rozmyśliła, bo tego to bym już chyba nie przeżyła. I jeszcze te upały! A ja już ani jednego dnia urlopu nie mam… I jak się teraz jeszcze coś popierniczy, to ja już nie wiem! – Klara westchnęła głośno, upiła dwa łyki herbaty i zabrała się za szarlotkę.
         -    No, ale opowiadaj, jak to z tymi prochami było, bo ja też miałam ochotę podkraść i rozsypać z molo w Sopocie, ale ostatecznie stchórzyłam.
          -   Opowiem,  ale obiecaj, że nikomu nie powiesz, bo to nie całkiem legalna historia jest… -   Klara pokiwała głową i Krycha zaczęła swoją opowieść, po którą Klara zasadniczo przyszła i która miała się okazać skutecznym lekarstwem na całe jelenie zło.

2 komentarze:

  1. Świetna historia. Teraz zaczynam uważać na jelenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, ze ci się spodobała. A na jelenie uważaj koniecznie, bo to niebezpieczne stwory są ;)

    OdpowiedzUsuń