czwartek, 22 listopada 2018

Cukiereczek


      Przyjechała dziesięć minut za wcześnie. Jak zwykle. Nawet z najodleglejszych krańców świata Klara przybywała zawsze kilka minut przed czasem.  Taki nawyk, jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy to za najdrobniejsze spóźnienie była bezlitośnie karana. Teraz nie było już nikogo, kto mógłby Klarę ukarać w jakikolwiek sposób. Teraz dawała sobie te kilka minut w prezencie. To był czas wyłącznie dla niej. Nie było jej już „tam” i jeszcze nie było jej „tutaj”. Była w drodze. Mogła zrobić wszystko, na co tylko miała ochotę. Teraz miała ochotę na krótki spacer. Wysiadła z samochodu i poczuła przejmujące zimno. Północny wiatr przyjemnie oczyścił powietrze, ale przyniósł ze sobą chłód, którego Klara się nie spodziewała. Schroniła się przed nim w osiedlowym sklepiku. Skuszona kumulacją wykupiła jeden zakład totka i tym samym usprawiedliwiła swoją obecność w sklepie. Przejrzała gazety.
     - Dlaczego we wszystkich jest to samo? Czy oni się umawiają na tematy? A może jest jedna redakcja naczelna i cały ten ogromny wybór to tylko pozory? Zresztą, kto jeszcze kupuje papierowe informacje?  - Odłożyła czasopismo na miejsce. Podeszła do regału ze słodyczami. Sprzedawca poinformował ją o dzisiejszej szczególnej promocji. Jeżeli w ciągu trzech minut dokona wyboru, nie będzie musiała płacić za wybrany smakołyk, ale musi go zjeść tutaj, na miejscu. Klara lubiła słodycze i była głodna. I tak zamierzała kupić sobie jakiś batonik, więc z przyjemnością skorzysta z tej promocji. Sprzedawca uruchomił stoper a ona wpatrywała się w bogaty asortyment słodyczy. Dopiero teraz zauważyła, że było tu absolutnie wszystko! Półki wydawały się nie mieć końca. Zapachy czekolady, wanilii, drożdżowego ciasta, korzennych przypraw, kandyzowanych owoców i kawy tworzyły oszałamiającą mieszankę. Nie mogła się zdecydować, a czas uciekał. Tik-tak-tik- tak….
    - No, to może tiki – taki, malaga lub kasztanki? Albo żelkowe miśki? Największą tabliczkę czekolady! Nie, przecież muszę to zjeść na miejscu. Ptysia? Bezę z kremem? Eklerka? Kawałek orzechowego tortu? Ptasie mleczko? Agrest w czekoladzie? Zaraz zwariuję! Na co ja mam największą ochotę? – Klara zamknęła oczy. Wzięła głęboki wdech, a potem wolno, spokojnie wypuściła powietrze z płuc. Otworzyła oczy i odszukała najmniejsze opakowanie cukru. Dwie kostki zapakowane w biało - niebieski papierek. W chwili, gdy sięgała po nie ręką, sprzedawca z uśmiechem oznajmił koniec czasu. Klara rozerwała papierek i włożyła do ust pierwszą kostkę. Rozgryzła ją. Chrzęszcząca słodycz szybko się rozpuściła. Drugiej kostki Klara już nie rozgryzła, ale ssała, jak cukierek. Rozpuściła się równie szybko. I już, po wszystkim. Klara podziękowała i zanim wyszła ze sklepu, kupiła jeszcze ciepłą, wełnianą czapkę z pomponem. Od razu założyła ją na głowę, naciągając głęboko na uszy. Poczuła przyjemne ciepło.
    - No, to teraz mogę iść na spacer nawet na koniec świata! – Otworzyła drzwi sklepiku i zaraz zamknęła je z powrotem, patrząc ze zdziwieniem na bardzo zadowolonego z siebie sprzedawcę.
    - Niech pani idzie. Przecież tego pani chciała, prawda?
    - Prawda, ale… - Klara próbowała zrozumieć, co się właściwie stało, ale jedyne, co przychodziło jej do głowy, to, że w tym cukrze musiała być jakaś trucizna i ona teraz majaki jakieś ma i niechybnie umrze, albo i gorzej, nie umrze tylko zostanie uwięziona przez sklepikarza i torturowana i nikt jej tutaj nie znajdzie. Dała się złapać, jak mała dziewczynka na cukiereczka. Boże, jak mogła być taka głupia! – Szarpnęła za klamkę i wybiegła ze sklepiku.
        Klara biegła przed siebie, co sił w nogach, ale nogi miała ciężkie tak, jakby biegła po piachu. Serce waliło jej jak oszalałe. Dostała zadyszki i kłuło ją w boku, ale przecież nie mogła przestać biec, musiała uciekać, uciekać… W uszach szumiało jej wzburzone morze.
   - Morze? Zaraz, zaraz… no jasne! Morze! A to ci numer! Prawdziwy koniec świata!
   

8 komentarzy: