niedziela, 27 stycznia 2019

Filiżanka


       Rozalia od kilku godzin błąkała się po mieście, które, choć powinno być jej dobrze znane, wydawało się zupełnie obce. Ulice złośliwie wyprowadzały ją na manowce. Witryny sklepów zamieniały się miejscami, gdy tylko odwracała głowę. Brukowe kostki małego rynku układały się w tajemnicze wzory, których Rozalia w żaden sposób nie potrafiła rozszyfrować. Zmęczona wędrówką i przemarznięta postanowiła wstąpić do kawiarni. 
    Gdy tylko o tym pomyślała otworzyły się drzwi i ciepły obłok pachnącego świeżo mieloną kawą powietrza połaskotał ją w nos. Weszła do środka.  Natychmiast zaparowały jej okulary. Zdjęła je by przetrzeć chusteczką i stanęła w kolejce. Przy ladzie stało kilka osób, panował gwar, obłoki pary unosiły się ze świstem znad ekspresu, który najwyraźniej marzył o byciu lokomotywą. Przy niewielkim stoliku siedziała para staruszków, niespiesznie popijając gorącą czekoladę. Z głośników sączyła się kubańska muzyka. 
    Wszystko wydawało się być takie, jakie powinno i Rozalia odetchnęła z ulgą. Myślała tylko o tym, że zaraz zamówi sobie filiżankę kawy ze spienionym mlekiem a do tego bezę z kremem, usiądzie przy wolnym stoliku tuż przy oknie, odpocznie, a kiedy wyjdzie miasto na pewno przestanie sobie stroić z niej żarty. Kolejka przesuwała się powoli. Stojąca przez Rozalią kobieta w średnim wieku długo wybierała filiżankę, w której miano jej podać kawę. A to nie odpowiadała jej wielkość, a to kształt nie taki, a to uszko niewygodne, to znowuż porcelana zbyt toporna. Obsługująca ją młoda dziewczyna w końcu nie wytrzymała i rzuciła filiżanką o podłogę. Rozalia krzyknęła przerażona, że przecież to porcelana, że się potłucze, że jak tak można! 
   Wszyscy bywalcy kawiarni najpierw skierowali wzrok na Rozalię, a potem chóralnie się roześmieli. Najgłośniej śmiała się niezdecydowana damulka. Rozalia ze zdziwieniem spojrzała na ekspedientkę, a ta szybko zademonstrowała niewiarygodną wręcz wytrzymałość filiżanki przydeptując ją z całej siły drewnianym chodakiem. Następnie uniosła różowe cudeńko i poprosiła, by Rozalia sama się przekonała, że nie można jej zniszczyć. 
   Dziewczyna wzięła ją delikatnie w dłonie. Poczuła chłodny dotyk porcelany. Zachwyciła się delikatnym kolorem i eleganckim, złotym zdobieniem. Nie dostrzegła żadnej rysy, najdrobniejszego pęknięcia, nic, co mogłoby świadczyć o brutalnym zderzeniu z podłogą. Zapragnęła mieć taką filiżankę na własność. Spytała o cenę. Nie była zbyt wygórowana. Pozostało tylko zdecydować się na fason i pojemność. Dopiero w tym momencie Rozalia dostrzegła jak duży był wybór. Jedyne, o czym nie musiała decydować, to kolor. Wszystkie filiżanki i pasujące do nich talerzyki były różowe, w absolutnie najpiękniejszym odcieniu różu, jaki Rozalia kiedykolwiek widziała. Dosyć długo trwało zanim podjęła decyzję. Wybrała taką, która idealnie pasowała do jej dłoni i mieściła idealną porcję porannej kawy. 
   Z elegancko zapakowaną filiżanką Rozalia wyszła, rezygnując z kawy na miejscu i zdecydowanie zbyt słodkiej bezy. Posłała jedynie uśmiech w stronę niezdecydowanej damulki i podziękowała wzrokiem ekspedientce. Miasto spoważniało. W ramach przeprosin za całe zamieszanie rozświetliło się wielkim migoczącym neonem radośnie ogłaszającym: Tak, możesz!

2 komentarze:

  1. Szkoda, że tylko różowe i żadnej turkusowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, jestem pewna, że gdybyś weszła do tej kawiarni wszystkie byłyby turkusowe ;)

      Usuń