środa, 29 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Terapia Pauliny" Ryszard Sadaj


Skuszona tytułem, nie zwróciłam uwagi 
na  infantylne i nadmiernie entuzjastyczne 
opinie czytelniczek 
i niestety mocno się rozczarowałam.
Nawet zirytowałam w kilku momentach.   
A pod koniec to już byłam nieźle wściekła.

sobota, 25 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Siódma funkcja języka" Laurent Binet


„Życie nie jest powieścią. Przynajmniej chcielibyście w to wierzyć”.
Ja pierdziu! 
Tyle jestem w stanie powiedzieć po zakończeniu lektury. Tak, wiem, szalenie elokwentnie.
Wybaczcie.

środa, 15 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Zawód powieściopisarz" Haruki Murakami


O parapet od samego rana, nudno i rytmicznie „bangla” deszcz 
a ja po raz kolejny próbuję przekonać się do pana Murakamiego. 
Podobno do trzech razy sztuka, ale, nie w tym przypadku. 
I chociaż ze dwa lub trzy zdania 
nawet mi się spodobały, 
to generalnie nie poczułam tego, 
co Murakami porównuje do zanurzenia się 
w ciepłych wodach uzdrowiskowych.

sobota, 11 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Severina" Rodrigo Rey Rosa


Przyciągnęła mnie kolorowa okładka, 
treść wciągnęła praktycznie od pierwszego zdania 
i nie wypuściła aż po ostatnie. 
Chociaż rzecz dzieje się 
w całkowicie obcej mi Gwatemali 
i pewnie połowy kontekstów 
nie jestem w stanie odczytać, 
to jest to jednak przede wszystkim 
opowieść o miłości, 
więc absolutnie uniwersalna.

piątek, 10 maja 2019

Pozorny spokój poranka

Wczesną wiosną nad stawem 
panowała bardzo romantyczna atmosfera.
Z przyjemnością podglądałam zaloty wodnego ptactwa.

Korzystając z pięknej pogody 
postanowiłam dzisiaj odwiedzić to samo miejsce.



wtorek, 7 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Inteligencja kwiatów" Maurice Maeterlinck


Rozpoczynając lekturę książki nie oczekuję przede wszystkim wrażeń estetycznych.
Liczę raczej na wrażenia a nawet wyzwania intelektualne lub po prostu dobrą rozrywkę.
Tym razem jestem zauroczona pięknem języka.

poniedziałek, 6 maja 2019

Układanka


Pralka głośnym hukiem obwieściła wejście w fazę wirowania. 
W tej samej chwili czajnik nauczył się wreszcie porządnie gwizdać.  
Maria, chcąc nie chcąc, musiała odłożyć czytaną właśnie książkę i wstać. 
Zrobiła to zbyt szybko i nieostrożnie. Syknęła z bólu.

-   Cholera, ile to jeszcze będzie trwało?! – Zalewając herbatę potrąciła kubek. 
Spadł, roztrzaskując się na drobne kawałeczki. 
Oparzyła sobie stopę. Z sąsiedniego mieszkania rozległ się warkot wiertarki.

-   Nie. Nie! Nie!!! - natrętny dźwięk wiercenia umilkł. 
Maria też, ale wyłącznie dlatego, że straciła głos. 
Całą wiązankę najkunsztowniejszych przekleństw wypowiedziała już tylko w myślach. 
Pralka na wszelki wypadek też umilkła i tylko od czasu do czasu mrugała
informując Marię, że gdyby ta miała ochotę, 
to może już wyciągnąć pranie, czyściutkie, pachnące 
i … całe malinowe!

-    Nie… - wyszeptała Maria, opierając czoło na kuchennym blacie 
i opuszczając bezwładnie ręce wzdłuż tułowia. 
-  Nie dam rady, no nie dam rady się teraz ruszyć. 
Telefon już dziesiąty raz wykrzykiwał „Jak śmiesz zakłócać mój spokój obesrańcu!”, 
co sugerowało, że ten, kto próbuje nawiązać kontakt z Marią, 
robi to w sprawie służbowej, a więc absolutnie nieistotnej. 
– Zresztą urlop mam! – Telefon zamilkł.

Maria powolutku, centymetr po centymetrze, próbowała wrócić do pionu. 
Udało jej się to mniej więcej w połowie. 
Gdyby ktoś teraz na nią patrzył uznałby zapewne, że stoi prosto i zupełnie nieźle się trzyma. 
Gdyby jednak obserwujący posiadał nadprzyrodzoną moc widzenia rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, 
zauważyłby, że Maria wcale nie stoi. 
Widziałby dokładnie, że Maria, 
w pięćdziesięciu większych i sześciuset mniejszych kawałeczkach, 
leży na brudnej kuchennej podłodze 
i zastanawia się, jak te wszystkie drobinki zebrać do kupy, 
żeby znów stać się Marią. 
A gdyby posiadał również moc widzenia rzeczy takimi, 
jakimi mogłyby być, zobaczyłby, 
że Maria ukradkiem wymienia kilka kawałków
na skorupki z potłuczonego kubka, 
dokłada zeschnięta rodzynkę, kłaczek kurzu, 
trzy kulki psiej karmy, listek trzykrotki 
i związuje bawełnianym sznurkiem do rolad
a wszystko to przy akompaniamencie głośnego dzwonka telefonu, 
który tym razem podszywa się pod kontakty prywatne
wykrzykując „Lubie cie, lubie cie, lubie cie!”

-      Mar… Jola, słucham.
-      Przepraszam… pomyłka…

Akacje właśnie wypuszczały zupełnie nowe listki. 
Kocha, lubi, szanuje, nie chce...




piątek, 3 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Białe jabłka" Jonathan Carroll


Obserwuję u siebie ostatnio niepokojące zjawisko.
Otóż, od dłuższego czasu, nie jestem w stanie napisać nic,
co chociaż odrobinę przypominałoby opowiadanie,
nie mówiąc już o jakiejkolwiek dłuższej formie.
Męczy mnie ten stan okrutnie, bo pisać lubię bardzo
i bez pisania życia wyobrazić sobie raczej nie mogę,
a tu klops.
Pasztet.
Pieczeń rzymska i to bez jaj.
Zastanawiam się dlaczego?
Co takiego się wydarzyło, że słowa nie chcą grzecznie układać się w zdania,
a zdania za nic nie ustawiają się w akapity.
Owszem, dają o sobie znać.
Machają mi łapką przed oczami.
Przelatują z lewej na prawą i z powrotem.
Turlają się po blacie biurka albo unoszą wśród drobinek kurzu.
Pełno ich wszędzie. A głośne są jak cholera!
Niestety, jak tylko wyciągam po nie długopis,
zmieniają szyk, wymieniają się literami między sobą
i są absolutnie nie do poznania.
Nawet nie do Krakowa.
No, czasem do Wiednia.
I po przeczytaniu ‘Białych jabłek”  znajduję  odpowiedź.
Najwyraźniej umarłam.
W sumie od dawna przeczuwałam, że tak właśnie jest.
Jeśli nie wplącze się w to wszystko chaos,
to już niebawem powinnam osiągnąć ten poziom wiedzy,
który pozwoli mi odkryć nieograniczone możliwości
i będę sobie mogła poskładać wszystko, co tylko zechcę.
No, chyba że komuś przyjdzie do głowy ściągać mnie z powrotem,
ale to mi raczej nie grozi.
Miało być o książce.
Cóż, mówiłam …







środa, 1 maja 2019

Spacery z aparatem - Witaj maj, pierwszy maj!

Kiedy wszyscy wyjeżdżają na majówkę, 
ja biorę aparat 
i idę na spacer na najpiękniejszą ulicę w dzielnicy. 
Najpiękniejszą, bo całą we bzach. 
Przy każdym domu rośnie okazały stary krzew lilaka 
i pachnie tak, że aż się głowie kręci, 
szczególnie, gdy idzie się tamtędy wieczorem. 











Niestety tuż obok kwitną jarzębiny 
a ich ostry zapach natychmiast otrzeźwia, 
choć kwiaty są równie piękne.




I tylko przekwitłych kwiatów wiśni troszkę żal...