poniedziałek, 6 maja 2019

Układanka


Pralka głośnym hukiem obwieściła wejście w fazę wirowania. 
W tej samej chwili czajnik nauczył się wreszcie porządnie gwizdać.  
Maria, chcąc nie chcąc, musiała odłożyć czytaną właśnie książkę i wstać. 
Zrobiła to zbyt szybko i nieostrożnie. Syknęła z bólu.

-   Cholera, ile to jeszcze będzie trwało?! – Zalewając herbatę potrąciła kubek. 
Spadł, roztrzaskując się na drobne kawałeczki. 
Oparzyła sobie stopę. Z sąsiedniego mieszkania rozległ się warkot wiertarki.

-   Nie. Nie! Nie!!! - natrętny dźwięk wiercenia umilkł. 
Maria też, ale wyłącznie dlatego, że straciła głos. 
Całą wiązankę najkunsztowniejszych przekleństw wypowiedziała już tylko w myślach. 
Pralka na wszelki wypadek też umilkła i tylko od czasu do czasu mrugała
informując Marię, że gdyby ta miała ochotę, 
to może już wyciągnąć pranie, czyściutkie, pachnące 
i … całe malinowe!

-    Nie… - wyszeptała Maria, opierając czoło na kuchennym blacie 
i opuszczając bezwładnie ręce wzdłuż tułowia. 
-  Nie dam rady, no nie dam rady się teraz ruszyć. 
Telefon już dziesiąty raz wykrzykiwał „Jak śmiesz zakłócać mój spokój obesrańcu!”, 
co sugerowało, że ten, kto próbuje nawiązać kontakt z Marią, 
robi to w sprawie służbowej, a więc absolutnie nieistotnej. 
– Zresztą urlop mam! – Telefon zamilkł.

Maria powolutku, centymetr po centymetrze, próbowała wrócić do pionu. 
Udało jej się to mniej więcej w połowie. 
Gdyby ktoś teraz na nią patrzył uznałby zapewne, że stoi prosto i zupełnie nieźle się trzyma. 
Gdyby jednak obserwujący posiadał nadprzyrodzoną moc widzenia rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, 
zauważyłby, że Maria wcale nie stoi. 
Widziałby dokładnie, że Maria, 
w pięćdziesięciu większych i sześciuset mniejszych kawałeczkach, 
leży na brudnej kuchennej podłodze 
i zastanawia się, jak te wszystkie drobinki zebrać do kupy, 
żeby znów stać się Marią. 
A gdyby posiadał również moc widzenia rzeczy takimi, 
jakimi mogłyby być, zobaczyłby, 
że Maria ukradkiem wymienia kilka kawałków
na skorupki z potłuczonego kubka, 
dokłada zeschnięta rodzynkę, kłaczek kurzu, 
trzy kulki psiej karmy, listek trzykrotki 
i związuje bawełnianym sznurkiem do rolad
a wszystko to przy akompaniamencie głośnego dzwonka telefonu, 
który tym razem podszywa się pod kontakty prywatne
wykrzykując „Lubie cie, lubie cie, lubie cie!”

-      Mar… Jola, słucham.
-      Przepraszam… pomyłka…

Akacje właśnie wypuszczały zupełnie nowe listki. 
Kocha, lubi, szanuje, nie chce...




2 komentarze:

  1. Mnie też nie zawsze przedmioty słuchają.
    Czasem się śmieją lub podstawiają nogę.
    Poza tym Maria mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przedmioty, tak jak i bohaterowie opowieści, żyją własnym życiem

      Usuń