sobota, 25 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Siódma funkcja języka" Laurent Binet


„Życie nie jest powieścią. Przynajmniej chcielibyście w to wierzyć”.
Ja pierdziu! 
Tyle jestem w stanie powiedzieć po zakończeniu lektury. Tak, wiem, szalenie elokwentnie.
Wybaczcie.
Cokolwiek jednak chciałabym tu teraz napisać, 
byłoby jedynie nieudolną próbą posłużenia się językiem, 
którego nie opanowałam w stopniu wystarczającym by móc przystąpić do jakiejkolwiek dyskusji 
bez ryzyka utraty moich dziesięciu paluszków. 
A ja bardzo chciałabym je wszystkie zachować, chociażby po to, 
by móc autorowi nieprzerwanie brawo bić.
Takiej przyjemności z czytania to ja nie miałam dawno (o ile kiedykolwiek).
Po prostu intelektualny orgazm!
Cudowna gra autora z czytelnikiem.
To szelmowskie puszczanie oczka, tak, że ty wiesz, 
że on wie, że ty wiesz, 
nawet, jeśli nie bardzo wiesz, 
ale czujesz się zaszczycony, tym, że on pomyślał, 
że wiesz, mimo, że raczej wiedzieć nie możesz, 
bo wie tylko on, zresztą nawet on nie wie.
I jeśli początkowo nie bardzo chciałam wierzyć 
w istnienie siódmej funkcji języka, 
tej magicznej mocy, 
pozwalającej na przejmowanie kontroli 
nad myślami i działaniami ludzi, 
to teraz jestem absolutnie pewna, 
że Laurent Binet ją posiadł.
Nasi rodzimi kandydaci do parlamentów 
nie opanowali jej na szczęście wcale.
„A słupy siarki wciąż unoszą się z wnętrzności ziemi, sięgają nieba i zatruwają atmosferę”.






2 komentarze:

  1. Jak zwykle w paru prostych słowach potrafisz zachęcić do sięgnięcia po książkę,
    choćby po to, żeby się przekonać, co to za tajemnicza, magiczna funkcja języka.
    Dziękuję za te parę słów.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

    OdpowiedzUsuń