środa, 29 maja 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Terapia Pauliny" Ryszard Sadaj


Skuszona tytułem, nie zwróciłam uwagi 
na  infantylne i nadmiernie entuzjastyczne 
opinie czytelniczek 
i niestety mocno się rozczarowałam.
Nawet zirytowałam w kilku momentach.   
A pod koniec to już byłam nieźle wściekła.
Niestety tak to jest, gdy się starszy pan 
zabiera za pisanie o dylematach życiowych 
młodej współczesnej kobiety.  
Wyszło kiepsko pod każdym względem. 
Użycie w tytule słowa „terapia” jest mocnym nadużyciem.
Żadną terapią, bowiem nie jest jednorazowa wizyta 
u psychologa, nawet gdyby był on utytułowanym profesorem. 
Tym bardziej terapią nie jest „dobra” rada wiejskiego proboszcza. 
Przytaczać jej tutaj nie będę, 
bo domyślić się łatwo, 
cóż takiego mógł zaproponować ksiądz, 
jako remedium na kłopoty małżeńskie.
Do tego całość, napisana jest w stylu 
opowiastki dla nastolatek, 
językiem, który niby dowcipnym ma być, 
ale jakoś nie bardzo śmieszy.
A zakończenie?
No dobra, przecież nie będziecie tego czytać!
Powiedzcie mi, która kobieta, ładna, zgrabna, wykształcona i zaradna, 
do tego jeszcze przed czterdziestką, 
po dwudziestu latach życia 
ze starszym od siebie alkoholikiem 
udającym pisarza,
mając możliwość natychmiastowej zamiany delikwenta na nowszy 
i zdecydowanie lepszy model,
nie zrobi tego, będąc bohaterką powieści?
Która nie chciałaby tego zrobić w realnym życiu?!
Niestety, jeśli jakaś Paulina w podobnej życiowej sytuacji, książeczkę tę przeczyta, 
może odnieść wrażenie, że: 
Po pierwsze jej problemy są wydumane,
a ona sama zdecydowanie zbyt drobiazgowa.
Po drugie, 
nawet gdyby się zdecydowała na spotkanie 
z terapeutą, na pewno trafi na jakiegoś idiotę, 
który ograbi ją z ostatnich
schowanych przed mężem groszy.  
Po trzecie, 
jeśli jeszcze jej to do głowy nie przyszło, 
autor spieszy donieść, 
że gdyby tylko chciała o lepsze życie dla siebie zawalczyć, 
to jej własna matka niechybnie ją wydziedziczy.  
I tym sposobem, 
pod pozorem lekkiego czytadełka, 
mąż alkoholik obronił swoją pozycję 
świętej krowy w rodzinie,
a kobieta została zagoniona tam, 
gdzie jej miejsce.
Śmieszne? Nie bardzo.
Pani Paulino, proszę się zgłosić na terapię, 
jest pani współuzależniona.




5 komentarzy:

  1. Koszmarek z długimi zębami wampira.
    Dzięki za ostrzeżenie - nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie sięgaj! ja chętnie zmieliłabym tę książkę i przerobiła na papier toaletowy, ale grzecznie oddam do biblioteki

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli jeśli dobrze rozumiem, Pan o psychoterapii nie wiedział nic a nic,o tajnikach ludzkiej duszy jeszcze mniej a jednak poszedłw to trzęsawisko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcia nie mam co pan wiedział a czego nie wiedział i kogo tak naprawdę próbował ośmieszyć, ale wyszło niestrawnie i jeszcze mi się odbija.

      Usuń