wtorek, 18 czerwca 2019

Najzimniejsze słowo wygrywa


Utrzymująca się od kilkunastu dni fala wysokich temperatur jednym sprawiała radość innych doprowadzała na skraj rozpaczy. Ludmiła należała do tych drugich i natychmiast stała się obiektem pogardy Zimnej Marty, kobiety, która wprowadziła się do sąsiedniego domu z początkiem maja wraz ze swoimi trzema kotami: Pankracym, Serwacym i Bonifacym. Żeby chociaż psa miała, może jakoś by się dogadały. 

Zaczęło się od kłótni o drzewo, które Marta postanowiła mocno przyciąć, by nie rzucało cienia na jej świeżo wyłożony trawnik z rolki. Ludmiła odwoływała się początkowo jedynie do argumentów estetycznych, na co Marta wzruszyła obojętnie ramionami. Ludmiła sięgnęła więc po silniejsze argumenty - ekologiczne. W odpowiedzi usłyszała ludowa piosneczkę: "Stała pod śniegiem panna zielona. Nikt prócz zająca nie kochał jej", wyśpiewaną, trzeba przyznać, całkiem dobrze postawionym głosem. Ostatecznie Ludmiła wezwała na pomoc straż miejską. Niestety, zauroczeni urodą Marty strażnicy skłoni byli raczej ukarać mandatem Ludmiłę, niż ratować nieszczęsne drzewko, pod którym Pimpek właśnie usadził kupsko wielkie, jak najwyższa góra Arktyki. Bo Marta nie tylko była obrzydliwie bogata, ale też gwiazdorsko piękna. Typ urody Królowej Śniegu. Wysoka, szczupła, kruczoczarne włosy, krwistoczerwone usta, alabastrowa cera i oczy w kolorze najstarszego lodowca Grenlandii. Wystarczy, by Ludmiła, szara mysza w okularach i zbyt luźnym swetrze, pod którym próbowała ukryć zbyt duży biust, nie miała żadnych szans w tej dyskusji. To, że ostatecznie nie dostała mandatu, zawdzięcza wyłącznie temu, iż Marta zaprosiła strażników na zimne piwo, oczywiście po służbie. 
- Karrrrrrrrrrambaaaaaaaa… - syknęła Marta – Chodź, Pimpek! Żegnam ozięble.
Od tamtego dnia Ludmiła unikała Marty jak ognia. Gdyby tylko mogła natychmiast wyprowadziłaby się jak najdalej, choćby i na Antarktydę. Niestety była skazana na sąsiedztwo tej bezdusznej kobiety, która najprawdopodobniej zamrażała własne komórki, żeby mieć na później, gdy dopadnie ją starość. 
Dzisiaj, w najgorętszym dniu tego roku, Zimna Marta wylegiwała się na tarasie w towarzystwie swoich trzech kotów, Ludmiła natomiast czekała na specjalistę od montażu systemów klimatyzacji firmy „Ice – cold”. 
Pan monter przybył w samo południe i sprawnie zabrał się do roboty. Po kilku godzinach nastąpiła długo oczekiwana przez Ludmiłę chwila.
- To, na jaką temperaturę ustawiamy? 
- Tak, żeby było bardzo zimno – Ludmiła pamiętała, że trzeba odpowiadać najprościej. Gdy ostatnio dokonywała zakupów i użyła zbyt rozbudowanej metafory, otrzymała lodowy wibrator zamiast kuchennego blendera. 
- Dwadzieścia pięć stopni, będzie dobrze? 
Ludmiła posłała monterowi spojrzenie żony, której mąż nie kupił futra.
- Rozumiem – monter uśmiechnął się i przekręcił pokrętło – Zero K, zimniej się nie da.





PS. Tekst powstał w wyniku zabawy konkursowej na Facebooku i jak się okazało, miał magiczną moc sprowadzania chłodu :) 

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. a ja serdecznie dziękuję wszystkim którzy podrzucili mi słowa :)

      Usuń
  2. <3 Ja się trochę identyfikuję z Martą, bo jednak trawnik musi wyglądać, ale chciałabym zobaczyć rozmowę Ludmiły w sprawie blendera :D
    Cieszę się, że miałam mini wkład w ten tekst, wyszedł cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też lubię ciepło, ale jakoś bliższa mi Ludmiła niż Marta.
    Może dlatego, że chciałabym żeby trawa na trawnikach rosła po swojemu i drzewa też, żeby nikt ich nożycami nie zmieniał.

    OdpowiedzUsuń