środa, 5 czerwca 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Tylko Twoja" Anna Crevan Sznajder


Z czytaniem książek pisanych przez moje dobre znajome mam pewien kłopot. Towarzyszą temu zawsze emocje niewspółmierne do tych, z jakimi sięgam po wszystkie inne lektury, gdyż do zwyczajnej ciekawości „A co to się pod tym tytułem i okładką kryje?” dochodzi spora dawka radości z sukcesu wydawniczego koleżanki, duma, że się odrobinkę do tego sukcesu przyczyniłam wspierając projekt, kropelka zazdrości (eh, ja ze swoją książka wciąż w lesie) a tym w przypadku jeszcze dodatkowo bardzo mocno rozbudzone pierwszym tomem trylogii oczekiwania.

„Niczyją” przeczytałam jednym tchem, właściwie to momentami nawet tracąc dech. Sympatii do głównej bohaterki nie poczułam żadnej, jednak trochę ją rozumiałam. Młoda dziewczyna, fascynująca Japonia, atmosfera konwentu miłośników mangi, bardzo dużo alkoholu, przystojni mężczyźni, no jednym słowem, trudno zachowywać się racjonalnie. Poza tym, generalnie chodziło o seks, a sposób w jaki autorka opisywała sceny miłosnych zbliżeń – swobodny ale nie wulgarny, chwilami nawet bardzo poetycki – muszę przyznać bardzo mi odpowiadał. Spodziewałam się chyba podobnych doznań również w części drugiej.

Niestety, tym razem się rozczarowałam.
Za mało Japonii.
Za mało seksu.
Za dużo alkoholu.
Męczący nadmiar emocjonalnych rozterek.
I zbyt wiele krwi.
Nie dałam rady przeczytać za jednym podejściem.

Towarzyszenie każdemu z bohaterów w ogromnym cierpieniu powodowanym nieszczęśliwą miłością, bez najmniejszej chwili wytchnienia, było tym razem zbyt wyczerpujące. Co więcej, cała trójka stała się dla mnie nagle bohaterami nieprawdopodobnymi i nieprawdziwymi. A kiedy przeczytałam zakończenie alternatywne (swoją drogą bardzo ciekawy zamysł, brawo Aniu!) to się autentycznie zdenerwowałam. Nie, wcale nie z powodu tego, że autorka dała mi zasadniczo do wyboru happy end albo bardzo nie- happy end, ale dlatego, że i tam, powtarza się motyw „ich dwóch i ona jedna”, ona – uzależniona, jak od alkoholu od silnych emocji  i  uwagi, jaką obdarzają ją mężczyźni, z tak mocną tendencją autodestruktywną, że prawdopodobnie przekaże ją kolejnemu pokoleniu (wersja A) lub będzie przeżywać wieczne męki piekielne albowiem terapia została zakończona tam, gdzie zasadniczo mogłaby się dopiero rozpocząć (wersja B)

„Nikt nie jest winny temu, jak postrzegamy świat. Nikt – poza nami samymi”.
To prawda. Autorka nie jest też winna temu, jak książkę odbiera pojedyncza czytelniczka.
Anna Crevan Sznajder to bardzo dobrze wie, jak i to, że z niecierpliwością czekam już na część trzecią i że ją również przeczytam od deski do deski. 
Nawet gdybym się miała zdenerwować jeszcze bardziej!



starsze zapiski z lektur znajdziecie tu


4 komentarze:

  1. Jeszcze nie przeczytałam, ale przeczytam. Czeka w kolejce na mojej wirtualnej półce z Legimi.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja już czekam na trzecią część :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie przeczytałam, ale wiem, że mi się spodoba. Pierwszy tom połknęłam.

    OdpowiedzUsuń