niedziela, 14 lipca 2019

Konsorcjum Wielkiej Trójcy


Tłoczyli się w kamerliku Starszego Pomagacza i obserwowali obiekt zza szyby. Każdy z nich robił szczegółowe notatki. Jeden nagrywał film, inny robił zdjęcia. Na bieżąco przesyłali dane do swoich szefów. Taki przypadek nie trafiał się obecnie zbyt często. Rzadko kto decydował się na samodzielne wykonanie ostatniego kroku. Wszyscy rutynowo korzystali z usług Wielkiej Trójcy, wybierając dostosowane do własnych potrzeb i możliwości finansowych, pakiety. Jedni decydowali się wyłącznie na Pośrednika, inni korzystali z usług Zastępcy albo wzywali Pomagacza. Najbogatsi brali cały zestaw. Ten tutaj, desperat i uparciuch, spowodował niezłe zamieszanie.

A tak na niego liczyli, gdy przychodził na świat.
Jego rodzina, przez pokolenia zapewniała Wielkiej Trójcy spore zyski. Zapowiadało się, że i na nim dobrze zarobią. Co poszło nie tak? Próbowali przecież wszystkich dostępnych sposobów, wysyłali swoich najlepszych ludzi. Wszyscy ponieśli porażkę. Kilkunastu odeszło z roboty, doświadczając wcześniej ostrego załamania nerwowego. Dwóch poprosiło o pomoc w przedterminowym przejściu na drugą stronę tunelu. Jeden z pośredników został Agentem Dołu, licząc na to, że skoro tu nie odnosi sukcesu, to być może tam. Nie udało się, ale jako wybitny specjalista przez długie lata pełnił rolę podwójnego agenta. Teraz odpoczywa na emeryturze i dorabia, jako egzorcysta. Niezły jest, trzeba przyznać.
Grupa naukowców z Uniwersytetu Trzech Sposobów przeprowadziła szczegółowe badania i opracowała nowe, skuteczniejsze metody werbunku. Osiągnęli spory sukces. Konsorcjum Wielkiej Trójcy przeżywało swój złoty okres. Gdyby udało im się opracować metodę również na tego typa, weszliby w fazę diamentową.
Tak czy siak, dla wszystkich trzech wspólników cała sytuacja była, dość frustrująca, jednak postanowili wykorzystać ją marketingowo. Copywriterzy siedzieli po nocach, wypuszczając w świat coraz chwytliwsze hasła reklamowe, a ludzie łykali je jak pastylki prozaku. Liczba zamówień na pełne pakiety rosła lawinowo. Kupowali usługi dla siebie, dla rodziny, dla uboższych krewnych w ramach prezentów urodzinowych a nawet dla nienarodzonych jeszcze potomków.
Pojawiały się artykuły w prasie, powstały dwa niskobudżetowe filmy pełnometrażowe, a najpoczytniejsza pisarka zapowiedziała trzydziestotomową sagę, która rozeszła się błyskawicznie w przedsprzedaży. Telewizja nadawała serial paradokumentalny, odpowiednio podkręcając emocje i sprytnie lokując produkt. Oglądalność rosła z dnia na dzień.
Wirtualne portfele szefów konsorcjum pękały w szwach.
Niestety zaczynało brakować ludzi do pracy. Wyszkolenie nowego Zastępcy, Pośrednika czy nawet Pomagacza nadal trwało zbyt długo, mimo, że zrezygnowano już z kursów etyki i psychologii, zawieszono wykonywanie kandydatom testów empatii oraz dokonano reinterpretacji przepisów prawnych. Brakowało też ludzi do obsługi biur, nie mówiąc o pracownikach technicznych. Najtrudniej jednak było znaleźć kogoś sensownego do działu bajek trumiennych. Cudzoziemcy nie wchodzili w grę. Język polski nie należał do najłatwiejszych. Ta cholerna ortografia, skomplikowana interpunkcja, nieprzetłumaczalne związki frazeologiczne, języki mniejszości, gwary, regionalizmy. Nie, tu musieli pracować bardzo dobrze wykształceni ludzie. Do tego powinni cechować się odpowiednim poziomem wrażliwości, mieć dar intuicji oraz koniecznie posiadać umiejętność przyjmowania różnych wcieleń. No i charakter musieli mieć nieskazitelny. Charakter pisma rzecz jasna. Zwykły człowiek nie mógł napisać dobrej bajki trumiennej, a złej nikt by nie zamówił. Jakiś czas temu konsorcjum próbowało zrezygnować z egzemplarzy dedykowanych i przejść w tryb produkcji seryjnej, co okazało się kosztownym błędem.  Kilka lat odbudowywali zaufanie klientów i odrabiali finansowe straty. Nie mogą sobie pozwolić na coś takiego drugi raz. Dlatego teraz szczegółowo planują kampanię rekrutacyjną. Lada moment cały kraj zaleją informacje o castingach na bajkopisarzy. Zaangażowali w akcję największe sieci handlowe. Obiecali atrakcyjne nagrody dla zwycięzców. Powinni ruszyć się ci skrajni introwertycy o wrażliwości graniczącej z neurotyzmem, na których najbardziej im zależało.
Byle tylko zdążyli ze wszystkim zanim ten tutaj samodzielnie wyzionie ducha.


Początek całej historii jest tutaj a ciąg dalszy niedługo nastąpi.

2 komentarze:

  1. Czyżby ciąg dalszy samodzielnego przejścia na drugą stronę to znaczy człowieka, który nie może się zdecydować czy przejść czy zostać? W każdym razie dobrze się czyta.

    OdpowiedzUsuń