piątek, 13 września 2019

Zapiski nałogowego czytacza - "Złodziejka opowieści" Joanna M. Chmielewska



Szukałam lekkiej, wesołej książki. Dojrzałam nazwisko Joanna Chmielewska i łapnęłam z bibliotecznej półeczki w przekonaniu, że to TA Chmielewska, więc nawet nie zerknęłam na tył okładki. Zaczęłam czytać i już przy pierwszych zdaniach poczułam, że coś tu jest nie tak. 
Gdzie ten dobrze znany mi humor? Gdzie zagadka kryminalna? Gdzie trup?
 
I wtedy dopiero zauważyłam to „M” między imieniem i nazwiskiem. W pierwszym odruchu chciałam odłożyć książkę i nieprzeczytaną zwrócić do biblioteki, ale najwyraźniej to prawda, że „kiedy książki i ludzie spotykają się w odpowiednim momencie, dzieją się rzeczy niezwykłe”. 
Nie odłożyłam. 
Czytałam dalej. 
Pierwszy rozdział przemęczyłam. Wydawał mi się nudny. Wkurzałam się, że to jakieś przepsychologizowane pierdoły. I nagle wszystko się zmieniło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lub magicznego zaklęcia. 
Tu zrobię dygresję. 
Jako malutka dziewczynka, nieumiejąca jeszcze zbyt dobrze czytać, miałam swoją ulubioną książeczkę. Było to włoskie wydanie pewnej znanej baśni o cudownie brzmiącym tytule „Cappucceto Rosso” i miało coś, co zachwyciłoby każde bez wyjątku dziecko – trzeci wymiar. Kapturek wędrował przez najprawdziwszy las. W domku babci można było naprawdę otworzyć drzwi. A co najwspanialsze, łapiąc za wystający z brzegu kartki języczek, można było poruszać postaciami. Pojawiał się nagle, wilk kłapiący zębiskami, wzbudzając okrzyk zachwytu i przerażenia równocześnie. Cudo!

„Złodziejka opowieści” okazała się być taką wielowymiarową baśnią. W każdym kolejnym rozdziale pojawia się nowa postać ze swoją opowieścią, a w tej opowieści ukrywa się kolejna historia i wszystkie przenikają się wzajemnie.
Nic nie jest oczywiste i proste, choć wszystko jest proste i oczywiste.
Poruszyła mnie i wzruszyła ta opowieść bardzo.
Ostatecznie odnalazłam w niej i humor i trupy.
I dużo cennych wskazówek dotyczących warsztatu pisarza oraz dylematów moralnych związanych ze źródłami inspiracji.
Odbyłam też pielgrzymkę Szlakiem Jakubowym do Santiago de Compostella.
I znalazłam bażancie pióro. Złote.
Czy jest moje?








2 komentarze: