sobota, 19 października 2019

Śladami Klary

Wycieczki śladami bohaterów literackich czy postaci filmowych są dość popularne. Postanowiłam i ja wybrać się w taką podróż i sprawdzić, jak się ma Klara i czy rzeczywiście dobrze. Przed wyjazdem poprosiłam o wsparcie  swojego Anioła Stróża, dokładnie tak, jak Klara. Muszę przyznać, że wykonał  zadanie znakomicie. Podroż przebiegła bez zakłóceń. Sypał mi pod nogi białe pióra i roztaczał tęczę na niebie przez kilka dni pod rząd.




Dzieki jego opiece czułam się na Wybrzeżu, jak w domu, a nawet lepiej. Dużo lepiej! Czyściutkie powietrze, wspaniałe widoki, mili ludzie i przyjemnie pusto. Sezon dawno się skończył i nawet w weekendy nie trzeba się było przepychać łokciami na promenadzie. Swobodnie mogłam podziwiać bezkres, ciesząc się wszystkimi odcieniami morza i niesamowitymi kształtami chmur.










Mogłabym tak spacerować po gdyńskiej promenadzie w nieskończoność, szczególnie gdy wiatr mocno wieje i morze głośno huczy


ale przecież jeśli mam wędrować śladami Klary, to muszę pojechać do Rewy i stanąć na samym koniuszku cyplu, spojrzeć w kierunku Kuźnicy i sprawdzić, czy czasem nikt nie woła. 


Stanęłam. Jedyne, co usłyszałam to śmiech mew i popiskiwanie jaskółek. Nie spodziewałam się o tej porze roku i w takim miejscu  jaskółek, ale one tam były. Całe mnóstwo. Śmigały nad wodą tak szybko, ze nie zdąrzyłam zrobić im zdjęcia. Rudego, pręgowanego kota niestety nie było.
Udałam się więc do Pucka, na rynek. Kamieniczki ciut wypłowiały. Cyrk odjechał. Mimo tego miasteczko ma swój urok i ja się Klarze wcale nie dziwię, że ona tam właśnie zamierzała osiąść na stałe. Też bym została, gdybym tylko posiadała odpowiednie umiejetnosci zawodowe.


Albo, gdybym z pomocą aniołów wygrała w totka. Kupiłabym sobie wówczas malinową kamieniczkę...
Nie wygrałam. Pojechałam na Hel.


I do Władysławowa. Tam Klary nie spotkałam. Za to zjadłam pyszny obiad w towarzystwie przyjaciół, których nie widziałam od wielu lat, a którzy są zdecydowanie najserdeczniejszymi ludźmi jakich znam. 


W deszczu, który skutecznie ukrył łzy wzruszenia, wracałam do Gdyni. I tam w końcu spotkałam Klarę. 
Wpadłyśmy na siebie przy kasie Empiku na  Świętojańskiej. Ja kupowałam nowy numer Zwierciadła, by mieć co czytać w podróży powrotnej. Ona odbierała odbitki zdjęć, w dużym formacie. Najwyraźniej była w tym miejscu nie pierwszy raz, bo kasjer  z uśmiechem zwrócił się do niej: Pani Klara, prawda? Opowiedziała twierdząco i też się uśmiechnęła. Wyglądała naprawdę na szczęśliwą. Podpowiedziała mi, żebym, zanim wyjadę,  koniecznie poszła jeszcze na spacer do Orłowa. Posłuchałam jej. 


Zdarzyłam być tam dwa razy. Pierwszy raz w słońcu, drugi w deszczu i mgle. W tę niepogodę poszłam na długi spacer wzdłuż brzegu. 


Obserwowałam żaglówki przsuwające się powoli po spokojnej wodzie.


Zmokłam, zmarzłam, ale właśnie tam usłyszałam, jak moja dusza stanowczo mówi: Ja tutaj zostaję, a ty rób, co chcesz. 
Zebrałam do kieszeni kilka muszelek, wzięłam głeboki oddech i poprosiłam ją, by tam na mnie poczekała. Usiadła sobie na ławeczce na molo. Obiecała, że poczeka. Samotna nie będzie. Klara na pewno ją odwiedzi.


Całą historię Klary i kilka innych opowiadań o miłości,  możecie przeczytać w tomiku opowiadań "Dwie kostki cukru". A jeśli będziecie kiedyś w Pucku albo na molo w Orłowie, rozejrzyjcie się uważnie, może rozpoznacie Klarę. Będzie spacerować z aparatem fotograficznym i sprawiać wrażenie, jakby mówiła sama do siebie. Ale wy przecież wiecie z kim ona rozmawia ;)


6 komentarzy:

  1. Ach...droga Klaro...Muszę i ja wyruszyć Twoimi śladami. Tak, huk morza to jest zdecydowanie to, co bardzo mi odpowiada. Może być deszcz i wiatr byle właśnie tam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Klimatyczna wyprawa i pięknie udokumentowana zdjęciami. Kocham morze i staram się być nad jego brzegiem jak najczęściej. W Gdyni mam przyjaciółkę. Muszę się wreszcie wybrać w odwiedziny...
    A czytając Twój wpis przypomniałam sobie, że jako mała dziewczynka byłam z rodzicami w Rewie, Pucku, Władysławowie, Jastarni i na Helu, czyli też udałam się dzięki Tobie w podróż... sentymentalną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się bardzo cieszę że uruchomiłam takie wspomnienia :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę morza, choć pogody już nie. Nawet nad morzem nie lubię chodzić w deszczu.
    Poza tym wszystko bardziej podoba mi się wiosną. Długie dni i ptaki śpiewają. Jesień taka cicha i mroczna.

    OdpowiedzUsuń