czwartek, 12 grudnia 2019

Awaria systemu

Podobno jakaś znacząca pełnia księżyca jest i ona sprawia, że stare się kończy a nowe zaczyna w sposób bardzo zaskakujący. U mnie wygenerowała serię wymuszonych początków. Chciałam ratować swojego dogorywającego laptopa i usunąć z jego starej pamięci nadmiar niepotrzebnych treści. Usunęłam zbyt dokładnie. Mój komputer zapomniał jak się nazywa, jak ja się nazywam i generalnie wszystko, co istotne, żeby odnaleźć się w cyberprzestrzeni.
Rozpaczliwe próby przypomnienia mu co i jak doprowadziły do takiego zamieszania, że mój osobisty profil w "gęboksiążce" przestał być mój. A wraz z nim przestała być moja moja strona, o którą dbam od trzech lat i do której tak się przyzwyczaiłam, że żyć już bez niej nie mogę. Wizja utraty cennych kontaktów była tak przerażająca, że natychmiast utworzyłam zupełnie nowe konto, by jednak nie zniknąć. Bo wiecie, kogo nie ma na fejbożku, ten nie istnieje. Niestety, tuż po tym, jak swe istnienie zdublowałam, mój komputer ostatecznie padł. W ostatniej chwili uratowałam zdjęcia. Są wszystkie, bezpieczne. Pomyślałam z ulgą, że chociaż najcenniejsze teksty  istnieją w wersji drukowanej i są bezpieczne tutaj, na blogu i poszłam spać późną nocą. Opowieść o tym, jak we  śnie zaprzyjaźniłam się z Agnieszką Chylińską zostawię na później, bo to  o dłuższy tekst się prosi, a ja zostałam bez dostępu do tego wygodnego edytora tekstu na "w". Bo, co prawda mogę korzystać z użyczonego mi przez męża jego osobistego komputera, ale ponieważ to jest wrak wyciągnięty ze złomowiska i wybebeszony ze wszystkiego, co mogłoby obciążać niepotrzebnie tank T-34, szybciej nauczę się ładować odłamkowym niż cokolwiek w ludzkim formacie napiszę. 
A jak nie napiszę, to i na nowego laptoka nie zarobię. 
Wybaczcie mi, chwilową mam nadzieję, nieobecność w mediach społecznościowych i kupujcie moje książki (w zakładce "księgarnia" informacje szczegółowe i linki). 
A ja siadam i myślę, jak ten nowy początek najpełniej wykorzystać. 

2 komentarze:

  1. Dobrze, że masz stronę, a ja zapisałam ją na swojej liście czytelniczej, więc dla mnie nie znikasz całkowicie.
    Nadal będę czytać i zostawiać komentarze.
    Fejbożek i nade mną rozciąga groźne chmury. Blokuje linki do mojego bloga. Stosowane przeze mnie okrężne drogi słabo działają, bo część lub większość ludzi jest leniwa i jak im na tacy nie położysz linku bezpośredniego, nie wejdzie i nie przeczyta. Smutne to i prawdziwe. Pracuję nad swoją stroną i jeszcze to potrwa. Łatwe nie jest.
    Życzę Ci powodzenia z laptopem i oby powrotu do gęboksiążki. Bez Ciebie tam smutno, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dobrą wiadomość, jestem z powrotem, nowym kontem i stronka też uratowana. Poległ tylko laptop, ale i to, dzięki życzliwości przyjaciół da się rozwiązać. Przykro mi że ty masz takie kłopoty z FB. Twój blog na szczęście działa poza FB, więc co wtorek zaglądam :)

      Usuń