wtorek, 24 grudnia 2019

Wesołych Świąt


Święta zbliżały się z roku na rok coraz szybciej i tym razem zupełnie zaskoczyły Marię, zajętą ogarnianiem życia codziennego, które to życie wcale nie chciało stać się z upływem lat ani łatwiejsze ani bardziej zrozumiałe. Maria miała wrażenie, że z miesiąca na miesiąc ubywa w nim sensu, a jego miejsce zajmują kolejne kilogramy tłuszczu. Zastanawiała się nad tym kiedy to się zaczęło i doszła do wniosku, że ten nieprzyjemny proces trwał zasadniczo od zawsze.
Każde kolejne Boże Narodzenie, które pamiętała pojawiało się w kalendarzu szybciej niż poprzednie, było zdecydowanie mniej magiczne, a sukienka w którą na siłę ją wciskano zawsze okazywała się o rozmiar większa niż ta z zeszłego roku. Od kilku lat nie kupowała już  sukienek i z poczuciem wstydu, jakim płaciła za wygodę, zakładała elastyczne legginsy i luźny sweter. W tym roku nie zamierzała kupować nawet tego. Chciała spędzić święta zgodnie z islandzką tradycją. Stos książek, ciepły koc i duże pudełko czekoladek. Do tego wystarczy jej wygodny stary dres i dostarczone przed chwilą przez kuriera książki. 
Maria właśnie zabierała się do rozpakowania paczki, gdy kątem oka zarejestrowała ruch w lewym rogu pokoju. Odwróciła głowę i zobaczyła, jak prababka Benigna gramoli się z wysiłkiem przez bogato rzeźbioną  ramę swego portretu, pędzla nieznanego Marii dziewiętnastowiecznego artysty malarza i stawiając niepewnie stopę na sekretarzyku, próbuje zejść na podłogę. Maria odruchowo podała prababce rękę. Benigna z wdziękiem arystokratki weszła do salonu i zaczęła rozglądać się po nim z nieukrywaną dezaprobatą a potem podeszła do starej szafy, pochyliła się i wysunęła jedną z szuflad. Z szuflady, wzbudzając kłęby kurzu o zapachu  lawendy zmieszanej ze smrodkiem naftaliny, wyskoczyła babka Regina. Szybciutko otrzepała spódnicę, poprawiła włosy, wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Benigną i obie, ignorując Marię, skierowały się w stronę kuchni. 
Zlustrowały blaty, zrobiły  inspekcję lodówki i inwentaryzację jedynej kuchennej szafki, zerknęły z niesmakiem najpierw na stos niepozmywanych garów, potem na oszołomioną Marię i zabrały się do pracy.  Szorowały, pucowały, mieliły, tarły, kroiły, siekały, wałkowały, gotowały, piekły, ozdabiały, lukrowały. W mieszkaniu unosił się zapach, który Maria pamiętała z dzieciństwa. Mieszanka  przypraw do piernika, octu, nieprzyjemnego mułowatego zapachu karpia, leśnego aromatu grzybów i ledwie wyczuwalna naftalina z nutą lawendy.  
Aromaty potraw i odgłosy kuchennej krzątaniny babek  wprowadziły Marię w stan tak głębokiego transu, że na chwilę stała się znów małą Marysią. Usiadła na podłodze w salonie i ze skrawków papieru pakowego zaczęła kleić  łańcuch na choinkę. Gdy się ocknęła łańcuch miał jakieś pięć metrów i trudno było się jej spod niego wydostać. 
W mieszkaniu panowała cisza i bałagan taki sam, jaki Maria zostawiła wczoraj wieczorem. Portret prababki wisiał ciut przekrzywiony. Maria podeszła, by go poprawić i zahaczyła kolanem o niedomkniętą szufladę starej szafy. Zabolało. Syknęła, roztarła bolące miejsce i domknęła porządnie szufladę. Potem zebrała z podłogi papierowy łańcuch, przez chwilę zastanawiała się, co z nim zrobić i zdecydowała, że skoro już jest, to niech zostanie. Zarzuciła go niedbale na stojący w kącie pokoju nieużywany o tej porze roku  wentylator, dołożyła chińskie ledowe lampki i kilka kolorowych cukierków. Przez nieumyte okna dostrzegła migające światła schodzącego do lądowania samolotu pasażerskiego, które omyłkowo wzięła za pierwszą gwiazdkę.
- Wesołych świąt Mario! – powiedziała sama do siebie, otwierając pudełko czekoladek i owinięta w ciepły, wełniany szal, zaczęła czytać „Nie ma”, „Księgi Jakubowe” zostawiając sobie na nowy rok.   
      

3 komentarze:

  1. Do smutnej lektury zabrała się Maria i ciężką zostawiła sobie na nowy rok.
    Jednak na pewno obie przeczyta i będzie zachwycona.
    A babcie lepiej niech jej głowy nie mącą urojonymi potrawami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam z dzieciństwa takie portrety - prababki Katarzyny (po niej mam imię) i praprababki Karoliny. Piękne, ogromne portrety, babki w takich stylowych sukniach, uczesane w koki. One nie zeszłyby z portretów, żeby szorować i pucować ;-)

    OdpowiedzUsuń