sobota, 26 września 2020

Ostatnie chwile lata

Od rana niebo ma ołowiany odcień i spadają z niego ciężkie krople jesiennego już deszczu. W mieszkaniu ciemno i chłodno. Zapalam wszystkie światła i bezskutecznie przestawiam pokrętło kaloryferów. Zimne, jak moje stopy. Smaruję sobie bułkę śliwkowym czekodżemem i śmieję się z tego, jak naiwnie planowaliśmy, że dzisiaj pojedziemy na wieś. Tydzień temu, było jeszcze lato...

 

Spontanicznie wybraliśmy się w miejsce, gdzie nie dane nam było jechać przez ostatnie dwa lata i które podczas naszej nieobecności stało się rezerwatem zdziczałej przyrody.

 


Starą czereśnię, najokazalsze drzewo w okolicy, porosły huby i oplótł bluszcz. Róże zagrodziły wstęp do części ogrodu, broniąc jej ostrymi kolcami przed ewentualnym intruzem.

 

Sosny samosiejki opanowały łąkę, w magiczny sposób zamieniając ją w gęsty las, pełen grzybów, malin i innych bogactw.

 




Jabłoniom i gruszom opadły ramiona, zmęczone ciężarem dojrzałych owoców, których nikt nie zbiera.



Mirabelki pozbyły się ciężaru zrzucając śliwki w wysoką trawę, ku uciesze wszystkich owocolubnych stworzeń, pozostawiąjac jeden dojrzały owoc na dowód, że jednak nie próżnowały.

 


Borówki zaowocowały po raz drugi, albo i trzeci, przyjmując tak dziką formę, że nawet szpaki nie chcą ich jeść. W końcu tuż obok mają całe pola "rasowych" jagód.

Pojedyncze kwiaty próbowały łapać ostatnie promienie słońca przedzierające się  przez gąszcz świerkowych gałęzi oplecionych po sam czubek winoroślą.  Chichotały przy tym cichutko, bo gruszki na wierzbie, to normalka, ale kto to widział winogrona w miejscu szyszek?

 
Stary orzech milczał, porastając mchem, bo widział już i słyszał wszystko i niczemu się nie dziwi.


Już niedługo ktoś na pewno przyjdzie po jego dojrzałe orzechy. Są przecież największe, najsmaczniejsze i najzdrowsze na świecie!

Patrząc na ten gąszcz badylków, wciągając  w nozdrza zapachy ziół i żywicy, słuchając szelestu  suchych traw na wietrze i wystawiając twarz ku słońcu czułam, jak ogarnia mnie spokój.


Poczułam mocno, jak bardzo tęskniłam do tego miejsca, w którym wszystko jest takie jakie jest i niczego nie udaje. Do miejsca, w którym wśród ciszy ostatniego letniego przedpołudnia, mogłam w końcu usłyszeć siebie samą.


niedziela, 20 września 2020

Co za parodię tu zrobili?

Takie, bynajmniej nie retoryczne, pytanie zadał mi dzisiaj jeden przejęty sprawami swojego miasta pan, widząc, że robię zdjęcia. 
 
Bardzo chciał podyskutować na temat sensowności umieszczenia solankowej tężni w samym centrum miasta, gdzie górą i dołem odbywa się intensywny ruch pojazdów spalinowych. Też nie bardzo widzę logikę w takim akurat wykorzystaniu tego historycznego miejsca, jednak pan niezupełnie trzeźwym był i z utrzymywaniem dystansu społecznego miałby niewątpliwie spory problem, więc choć w duchu przyznałam mu rację, to nie podjęłam rozmowy. Zresztą ja poszłam na plac Hutników w celu zupełnie innym. Poszłam sobie powspominać stare dobre czasy, kiedy to jeszcze tramwaj numer "12" miał tam początek i koniec swej trasy.
 
 
Teraz pozostał jedynie pamiątkowy ślad po tej linii. Decyzji o jej likwidacji też nie rozumiem. Podjęto ją już wiele lat temu. Na miejscu torowiska pojawiły się co prawda ścieżki rowerowe ale za to możliwość dotarcia bez korków do Starego Chorzowa i Siemianowic dla osób o słabszej kondycji fizycznej zniknęła bezpowrotnie. 
 
 
Mam wiele wspomnień ze starej "12". Tramwaj stał zawsze dość długo na pętli. Często korzystałyśmy z niego z mamą wracając " z miasta", obładowane zakupami. Wpadałyśmy do wagonu, siadały na wolnych miejscach  i czekały, aż ruszy, by podjechać jeden przystanek i uniknąć wdrapywania się pod górkę. Gdy byłam mała myślałam, że odjedzie dopiero, jak będzie pełny ludzi. Dużo później dowiedziałam się, że ten tramwaj też miał swój własny rozkład jazdy, jak wszystkie inne tramwaje. Ale wtedy, to już jeździłam nim sama.


Wieczorami było troszkę straszno, bo placyk zawsze był taki bardziej menelski i słabo oświetlony. Biegłam wtedy szybko, bardzo szybko, wpadałam do tramwaju przez ostatnie drzwi a potem zdyszana dreptałam na sam początek, żeby siedzieć blisko motorniczego, tak na wszelki wypadek. 


Dzisiaj placyk jest pięknie zagospodarowany, jasno oświetlony i chociaż nadal korzystają z niego najczęściej amatorzy wina marki wino lub taniego piwa popijanego  na "świeżym" powietrzu to ja już tamtędy nie biegam. Nie mam powodu, "12" już na mnie nie czeka.




Czeka tylko stary hrabia Reden, aż mu, jak co roku, ktoś owinie szyję ciepłym, kolorowym szalikiem. 
 

 
Ludzie czekają, aż zwolni się ławeczka przy solankowej tężni i będzie można posiedzieć w słonej mgiełce, posłuchać skrzypienia młyńskiego koła i chlupotu wody i wyobrazić sobie, że się jest w jakimś Ciechocinku. Może się jeszcze jakaś miłość przytrafi?


Róże czekają, aż je zetnie pierwszy przymrozek, bo do bukietów to ścinać nie wolno, by wręczyć ukochanej. Można ją tylko pocałować i odjechać.
 

 
Bo tu nie ma po co dłużej stać. 
 
Wracam do domu. Po drodze kupię sobie ciemne piwo, takie nie za słodkie, nie za gorzkie, jak wspomnienia starej "12".
 



środa, 16 września 2020

Czekanie wśród kwitnącej czekanki

Od kilku dni dzieją się wokół mnie rzeczy nieoczekiwane i dziwne. 

Zaczęło się od... deski klozetowej. Wymieniona wymusiła odmalowanie łazienki i totalne przemeblowanie pokoi, co z kolei pociągnęło za sobą generalne porządki, również w szafach. Ruszyła lawina zmian. Nie obyło się bez ofiar i choć żal mi tych, którzy zginęli, cieszę się z ogromu miejsca, w które już pcha się nowe. 

Spokojnie sobie na to nowe czekam na odkrytym dzisiaj przypadkiem polu czekanki w miejscu, które przecież znam bardzo dobrze i zastanawiam się, jak ja mogłam tego cudu do tej pory nie zauważyć?! Może zmieniło się znacznie więcej niż mi się wydaje...

Po raz pierwszy od nie wiem jak długiego czasu, szłam boso po trawie. Nie mogłam się powstrzymać i ściągnęłam buty by poczuć chłodną rosę i wilgotną ziemię. Rany, jakie to przyjemne! A ja przecież tylko na zakupy iść miałam...

Ale tu jest tak pięknie! A ja mam ze sobą aparat. I nigdzie się nie spieszę, bo dzisiaj środa, czyli mój dzień wolny od pracy no i jest dopiero 8 rano...


 

Zanurkowałam więc między krzaki, nie zważając na roje owadów i oddałam się przyjemności "patrzenia na zielone" i robienia zdjęć. Czekanka (do dzisiaj nie wiedziałam, że i takie przezwisko ma moja ulubiona cykoria podróżnik) pozwoliła mi się sfotografować i wykazywała dużą cierpliwość.




Jestem introwertyczką. Preferuję kontakty indywidualne, również z badylkami i zazwyczaj robię zdjęcia pojedynczym kwiatom. Jednak dzisiaj nie mogłam oprzeć się urokowi tłumu.

 

Teraz siedzę z kubkiem kawy zbożowej, z cykorii zresztą i czekam, aż przywiozą moją nową kanapę w kolorze butelkowej zieleni, na pierwszy sen, który mi się na niej przyśni i na zupełnie nowy początek. 

 


Żeby zakończyć definitywnie wszytko, co stare, kończę też przygodę z Klarą. 

17 września z księgarni internetowej znikają "Dwie kostki cukru". 

Wraz z nimi znika też "Zamknięta w ogrodzie wyobraźni".

Kto nie zdążył kupić książek, choć bardzo chciał, niech głośno wypowie życzenie.


 





niedziela, 6 września 2020

Zapiski nałogowego czytacza - (wy)Ceń się, Barbara Jurga

Bardzo rzadko sięgam po poradniki. Dlaczego? Bo należę do tych osób, które nie cierpią, kiedy ktoś inny mówi im, co mają robić! Mam alergię na tryb rozkazujący i wszelkie "musisz"czy "powinnaś". Z wiekiem coraz większą. To czemu ja książkę tę kupiłam? Po pierwsze dlatego, że jak sama autorka  powiedziała i słowa swe fioletowym atramentem w dedykacji potwierdziła, zainspirowałam ją do napisania tejże. Po drugie, to wcale nie jest poradnik a podręcznik. A ja się lubię uczyć. Tak bardzo lubię się uczyć, że aby sobie tej frajdy nie zabierać, to na wszelki wypadek nigdy skutecznie i do końca się nie wyuczam. No i teraz mam problem, bo ten podręcznik nie tylko jest pięknie wydany i napisany tak, że czyta się go jak najlepszy kryminał, ale jest też merytorycznie absolutnie genialny. I wszystko to, co ja sobie próbowałam na kursie "Żyj z pasją i z pasji" sprytnie zautosabotażować, teraz dotarło drukowanymi literami prosto w mózg. Niektóre treści poszły okrężną drogą przez serducho, wyciskając po drodze kilka, idealnie przewidzianych przez Basię, łez. No dobra, ale czego ten podręcznik w końcu uczy? No, generalnie tego, co zapowiada na okładce, czyli wyceniania własnych prac, kiedy się jest kreatywnym twórcą i potrafi się cuda własnymi ręcami robić, ale za cholerę nie umie się podać za nie rozsądnej  ceny. Autorka, doświadczony strateg i marketingowiec, krok po kroczku przeprowadza takiego artystę - pierdołę na drugą stronę rzeki. Doskonale wie jak, bo sama też jest artystką tworzącą przepiękne i wymagające ogromu pracy mandale na płótnie, ale już nie jest pierdołą. Więc, jeśli ktoś zapragnął zmonetaryzować swój talent i przejść na zawodowstwo oraz spełnia warunek podstawowy - jest (roz)dawcą - to ten podręcznik jest dla niego lekturą obowiązkową. Nie tylko ceny za własne dzieła będą w końcu odzwierciedlać ich rzeczywistą wartość, ale może się zdarzyć, że wreszcie (do)cenicie też samych siebie. A wtedy już nic nie będzie takie samo jak wcześniej. Nic. Więc jeżeli nie macie ani ochoty ani odwagi na zmiany, nie bierzcie tej książki do ręki.
  

 

środa, 15 lipca 2020

Pomiędzy

Spojrzałam na kalendarz i dotarło do mnie, że od dawna nic nowego tu nie napisałam. Tak, jak utknęłam pomiędzy Księgami Jakubowymi, tak utknęłam też pomiędzy starym, które przeminęło a nowym, które jeszcze nie przyszło. 
I wszystko byłoby dobrze, bo skoro nie tam i nie tam, to przecież zostaje tylko tu i teraz, a to stan jak najbardziej pożądany. Okazuje się jednak, że istnieje zupełnie nieznana mi wcześniej przestrzeń totalnego zawieszenia, niby też tu i też teraz, ale jednak zupełnie obok. 
Wygląda na to, że trochę sobie tak z boczku posiedzę. 
I albo coś się tu potem ciekawego zadzieje, albo... 
Czy blogi, na których nikt nic nie pisze, umierają śmiercią naturalną?

piątek, 12 czerwca 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk

Utknęłam między Księgą piasku a Księgą drogi, jak Jenta pomiędzy światami. Nie mogę pójść dalej i nie mogę porzucić czytania.Prawie tysiąc stronicowa książka ciąży mi w dłoni, więc opieram ją o poduszkę, w tym samym momencie czytane słowa rozmywają się, plączą, a ja zapadam w letarg. Przez półprzymknięte oczy widzę odwróconą numerację stron. Przede mną jeszcze  siedemset dwadzieścia osiem.

niedziela, 31 maja 2020

Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "K"

Kujawianka Kancjanela, koło krzywego "K", karmazynowego kapnęła kleksa, ku konsternacji Kajetana, konserwatora ksiąg kanonicznych.  Kiedy Kajetan, kuśtykając, kalumnie krzyczał, Kancjanela karnie kontynuowała kurs kaligrafii krwią koguta, kolejne krzywe "K" kreśląc.  Korat, kot Kajetana, kryształowy kałamarz kopsnął, kominek kogucią krwią kolorując.

czwartek, 28 maja 2020

Czas kwitnienia wszystkiego na raz

W pobliskim parku jest takie miejsce, gdzie o tej porze roku trwa festiwal wszystkich odcieni zieleni, na tle których występują pojedynczo i grupami kolory tęczy a licznemu chórowi ptaków akompaniuje brzęczenie owadów. Prawdziwe święto przyrody w szczegółowo zaplanowanym przez człowieka i zgodnie z tym planem zrealizowanym bylinowym ogrodzie. Trzeba przyznać, że widzów było sporo. Wszystkie miejsca zajęte, nawet balkony.  Cóż się dziwić, skoro impreza niebiletowana a towarzystwo spragnione kontaktu z matką naturą.

poniedziałek, 25 maja 2020

Zapiski nałogowego czytacza - początek długiej podróży

Od początku pandemii, paradoksalnie, mając więcej czasu, nie byłam w stanie czytać. Stos książek wypożyczonych z biblioteki tuż przed jej zamknięciem stał prawie nieruszany. Brałam jedną książkę do ręki na chwilę, na moment i odkładałam po przeczytaniu ledwie kilku stron. Brałam kolejną i działo się to samo. Czy ja sobie takie kiepskie i nieciekawe książki wypożyczyłam? Z jedną mogłam źle trafić, ale żeby wszystkie osiem?! Niemożliwe!

poniedziałek, 18 maja 2020

Czas dmuchawców

Chyba po raz pierwszy na trawniku pod moim blokiem mlecze, mniszki, stokrotki, niezapominajki i inne kwiecie, którego nazw nie znam, panoszy się bez ograniczeń. W tym roku jeszcze nie wyjechały kosiarki! I oby nie pojawiały się jak najdłużej, bo ukwiecona majowa łąka, to dla mnie najpiękniejszy widok na świecie.

niedziela, 10 maja 2020

Czas kwitnących piwonii

Piwonie kwitną tuż pod moim oknem. Zapach jest zniewalający. Widok również. 




piątek, 1 maja 2020

Czas lilaka pospolitego


Coraz trudniej odróżnić święto od dnia powszedniego. Maj zaczął się ciepłym wiosennym deszczem. Zabrakło jednak biało-czerwonych flag w oknach i tłumnego pochodu główną ulicą miasta. 

Wyobrażam sobie marsz mieszkańców mojego miasta, utrzymujących dystans dwóch metrów pomiędzy sobą i machających przemokniętymi chorągiewkami, zrobionymi z patyczków do szaszłyków i skrawków bibuły w ramach zdalnych zajęć praktyczno - technicznych.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Czas kwitnących magnolii

Kiedy dni niczym się od siebie nie różnią i we wszystkie jest tak samo cicho, jak jeszcze niedawno bywało tylko w niedzielę, orientuję się w upływie czasu wyłącznie dzięki kwiatom. Uznając, że dobra orientacja w czasie jest podstawową życiową potrzebą, wyszłam na spacer. Mirabelki przekwitły. Nadszedł czas magnolii. 



środa, 15 kwietnia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Portret artysty, Joseph Heller


Wpadła mi w ręce, jeszcze przed zamknięciem bibliotek, i sprawiła ogromną przyjemność w tym absurdalnym czasie izolacji, ostatnia książka Josepha Hellera, specjalisty od sytuacji bez wyjścia. 

środa, 1 kwietnia 2020

Czas kwitnących mirabelek

Tuż pod moim blokiem rosną mirabelki. Nie wiem, czy za rok też jeszcze będą tam rosły, ponieważ za płotem, przy którym dzielnie trwają od wielu lat, rozpoczęła się budowa. Rozpoczęła się oczywiście od wykarczowania całego podwóreczka ze wszystkiego, co zielone. Od  ździebełka trawki po dorodną brzozę. Mirabelki oberwały tylko troszeczkę po gałązkach, bo rosną po szczęśliwej stronie płotu. Robiłam im zdjęcia z trudną do utrzymania nadzieją, że to nie będą ostatnie.

niedziela, 29 marca 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Małe eksperymenty ze szczęściem,Hendrik Groen

Ostatnio nie bardzo mogę skupić się na czytaniu. Sięgam po książkę z nadzieją, że choć na chwilę oderwę się od wiecie czego ale po kilku stronach przerywam lekturę. Męczy mnie to, bo mam kilka książek zaczętych i nieskończonych. Na szczęście jedną z nich jest sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 3/4, bo mogę  przeczytać sobie codziennie jeden króciutki rozdzialik, pozostając w zgodzie z kalendarzem. Towarzyszę więc Hendrikowi i jego kilkorgu zbuntowanym znajomym.

piątek, 27 marca 2020

Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "G"

Gryzelda gęga.
Grażyna gdacze.
Grzegorz grzebie.
Grzegorz grzebie grajdół.
Grażyna głośno gdacze.
Gryzelda gryfnie gęga.

środa, 25 marca 2020

Opowieści starego wiatraka


Wczesnym rankiem, 
koniecznie w poniedziałek, 
wejdź po cichutku za drewnianą bramę, 
a ujrzysz i usłyszysz 
rzeczy niesłychane.


niedziela, 22 marca 2020

Królewska Huta w koronie

Idę na spacer z psem. Jak zwykle. 
W mojej dzielnicy nigdy nie ma zbyt wielkiego ruchu, a jeśli już, to ruch ten robią jedynie "przejezdni" odwiedzający lekarzy orzeczników w pobliskim ZUS-ie i to tylko do godziny piętnastej, potem dzielnica zamiera. Ot, tu  ktoś z pieskiem podrepcze, tam jeden z drugim po piwko do spożywczaka zasuwa i to by było na tyle. 
Co się zmieniło od kiedy wirus w koronie szaleje?

czwartek, 12 marca 2020

Pętam się z Pentaxem w poszukiwaniu wiosny

Przebywanie na świeżym powietrzu, ruch i spokojna głowa są jak najbardziej zalecane w czasie zarazy. A nic nie uspokaja mnie bardziej, jak patrzenie na zielone przez wizjer aparatu. Żadna inna myśl poza: Jak to się tutaj ustawiało przesłonę? nie ma najmniejszych szans.

środa, 11 marca 2020

Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę 'B"

Barbara była beznadziejna. Belzebuba bawiła bezruchem. 
- Biegnij Barbaro - brzęczał Bogumił - bezpieczniej bowiem biec.
- Bałwochwalco! Biadolisz bezmyślnie - burczała Barbara.
- Bezwładnie będziesz bimbać? Biegnij Barbaro, biegnij! Butami batoż Borku bruk!
- Butami bruk batożyć? Boże, Bogumił, bredzisz!

wtorek, 10 marca 2020

Gram w zielone

Po raz pierwszy od nie wiem jak długiego czasu pogoda i wolna chwila zsynchronizowały się tak, że mogłam zrobić kilka kroków i kilka zdjęć. Nie, to nie są zdjęcia z Pentaxa w trybie manualnym. Aż tak dużo czasu to ja niestety nie miałam. Ale kilka badylków z przyjemnością upolowałam. 

Większość z nich jeszcze śpi




piątek, 28 lutego 2020

Konkurs literacki "Brakująca litera"


Z radością informuję, ze "Dwie kostki cukru" otrzymały 450 o północy 29 lutego 2020 roku wdrapały się na  na czwarte  miejsce w rankingu  dostały się do kolejnego etapu konkursu Brakującej litery. Teraz siedmiu wspaniałych jurorów będzie czytało moje opowiadania :)
Dziękuję wszystkim którzy unieśli w górę kciuki!

czwartek, 27 lutego 2020

Setna zabawa słowami - Odcinek sponsorowany przez literę "D"

Deszcz dudnił dekadencko dziesiąty dzień.  
Dzielone duszne dormitorium determinowało dezintegrację dotychczas doskonale dopasowanej diady. 
Dorota domniemywała druzgoczący duszę dramat. Dariusz dyskretnie dopisywał drobnym druczkiem didaskalia. Dyskutowali dzieląc dobra doczesne. Dorota darła dekoracyjne draperie. Dariusz, drżącą dłonią dotykał drogocennych drobiazgów deklamując: dwa dla Dorotki, dwa dla Dareczka. Dekompletowali dżinsy, dzianinowe dresy, damskie dessou, dziergane derki. 
Debatowali długo, demonizując duperele. Dariusz demaskował drobnomieszczaństwo Doroty. Dorota deprecjonowała dyplom dendrologiczny Darka, dorzucając do dyletanctwa dupowatość drzewologa.  Dariusz desperacko dobywszy dłuta, drasnął  Dorotę. Dorota długie dredy Dareczka deformowała. 
Donośny dźwięk dzwonka dorżnął deliryczny dwugłos. Drepcząc do drzwi  Dariusz deliberował: 
Do diaska! 
Długo dostarczano dekapitowanego dorsza!

środa, 26 lutego 2020

wtorek, 25 lutego 2020

Wszyscy jesteśmy połączeni

Pojechałam dzisiaj do Muzeum Śląskiego. Ostatnio dość dawno go nie odwiedzałam. Byłam zajęta innymi sprawami. Ale dzisiaj, w ten ostatni wtorek mojego długiego urlopu, chciałam doświadczyć czegoś, co pozwoliłoby mi ten dzień zapamiętać i wspominać, kiedy już wrócę do pracy. Nie sądziłam, że będą to wrażenia tak silne.
Jest w Muzeum Śląskim sala szczególna. To Galeria jednego dzieła. Ogromna hala z sufitem sięgającym nieba, do której dojść można jedynie długim, wąskim i dość ciemnym korytarzem robi wrażenie nawet wówczas, gdy jest pusta. Poprzednio, gdy do niej wchodziłam zaskoczyła mnie tysiącami luster.

piątek, 21 lutego 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Analfabetka, która umiała liczyć, Jonas Jonasson

Kiedy debiutancka powieść okazuje się być powieścią genialną pisanie drugiej stanowi spore ryzyko. Wszak w tej drugiej powinno się znaleźć geniuszu jeszcze więcej. Czy Jonasson podołał temu wyzwaniu ocenicie sami, ja jestem jednak odrobinę rozczarowana. Czytając o przygodach stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął, nie mogłam przestać się śmiać. Towarzysząc czarnoskórej sprzątaczce w jej wyjątkowo długiej i wyboistej drodze do szczęścia wcale nie było mi wesoło.

czwartek, 20 lutego 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Niedorajda, Michał Rusinek

W ostatnich dniach nurtuje mnie wiele pytań. 
Jak zrzucić dziesięć kilo w trzy tygodnie? Jak przestawić rozleniwiony bardzo długim urlopem organizm w tryb pełnoetatowej pracy? Jak szybko zapamiętać  wszystkie przepisy prawa oświatowego? Jak ugotować dwudaniowy obiad w piętnaście minut? Jak zaoszczędzić na paliwie? Jak ominąć remontowany odcinek drogi nie wydłużając czasu dojazdu do pracy? Jak znaleźć  czas na robienie tego, co się kocha, gdy trzeba robić zbyt dużo rzeczy, których się nie lubi? No i oczywiście pytanie najważniejsze: jak utrzymać się w pierwszej dziesiątce konkursu Brakującej litery?

poniedziałek, 17 lutego 2020

Setna zabawa słowami - Odcinek sponsorowany przez literę "C"

Czy Charon chleje czaczę?
Czy Charon cha-chę zna?
Czy ćwiczy charlestona?
Czy częściej chandrę czuje?
Czy cycka Charon cuksy?
Czy chrupie ciastka czerstwe?

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow

Początek roku obfitował w różnorodne wyzwania pisarskie typu: napisz książkę w rok. Surfując po oceanie Internetu znalazłam nawet porady, jak w trzydzieści dni napisać powieść. Autor tego poradnika, krok po kroczku prowadzi młodego adepta sztuki pisarskiej ku niewątpliwemu sukcesowi.

niedziela, 9 lutego 2020

Pętam się z Pentaxem - Same badyle!



Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "A"

Andaluzyjski antropolog Alejandro Alwarez aparycją amanta adorował Agnieszkę. Absurdalny afekt antropologa adeptka aptekarstwa afrontowała. Animalna agresywność Alejandra aliści amoralną Agnieszce anormalność anonsowała. Alchemię Amora, ażeby Agnieszkę amplifikować  ambitny Alejandro aktywował. Alabastrowa anielica antałek ambrozji apatycznie absorbowała a arcymiły antropolog alkowę atłasem artystycznie akcentował.

czwartek, 6 lutego 2020

Pętam sie z Pentaxem - Slamsy i dwór

Nie bardzo lubię swoje miasto a ostatnio lubię je jeszcze mniej niż kiedyś. Brzydnie. Podupada. Umiera. A może tylko ja tak to odczuwam? W końcu mamy przecież ten wspaniały nowy betonowy rynek. I tężnie będą lada moment. No, będą, ale cóż z  tego, skoro ja mam takie widoki z okna?

środa, 5 lutego 2020

Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "P"

Piękna Pelagia, 
po przekroczeniu progu prosektorium, 
poczuła panikę. 
Po plecach przedreptało Pelagii 
panoptikum przygnębiających przeczuć. Przewidywała porażkę poronionego pomysłu 
podjęcia pierwszych prosektoryjnych przedsięwzięć. Panoptikum porzuconych powłok, 
potworną poświatą powleczonych, 
pokrowcami przykrytych
przeraziło piękną Pelagię potwornie. 
Przystanęła.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Plebiscyt Brakującej Litery

Ludzie marzą o różnych rzeczach. O wygranych w totolotka milionach. O wakacjach na tropikalnej wyspie. O wielkiej przygodzie. O szczęśliwej miłości. O życiu z pasją i z pasji. A o czym marzą książki? Książki marzą o tym, by być czytane i o tym, by ktoś gładził je po okładkach. Niektóre książki marzą też o tym, by być na liście bestsellerów. "Dwie kostki cukru" zamarzyły sobie, by znaleźć się w  pierwszej dziesiątce plebiscytu Brakującej Litery i wzięły udział w konkursie.

niedziela, 2 lutego 2020

Pętam się z Pentaxem - listki, gałazki, badylki

Od wczoraj u mnie wiosna. Temperatura mocno na plusie i choć w nocy padał ulewny deszcz to poranek przywitał mnie błękitnym niebem i słońcem. Wyskoczyłam spod kołdry, złapałam aparat i zanim z zachodu nadeszły ołowiane chmury, wypróbowałam to, czego się nauczyłam o robieniu zdjęć z rozmytym tłem. 

piątek, 24 stycznia 2020

Zdjęcia z wakacji - Wizyta u prabababek

Wybrałam się z wizytą do prababek. Odwlekałam ją dość długo, bo to albo pogoda nie taka, albo samopoczucie nie sprzyjające wizytom towarzyskim, albo inne niecierpiące zwłoki sprawy. Dzisiaj nie znalazłam już żadnej wymówki. 
Prababki bardzo się ucieszyły, że w końcu do nich dotarłam, bo czekały od wigilii i prawie straciły nadzieję. Chciałyby już choinkę rozebrać, porcelanę do szafy pochować, kiecki odświętne zeblec, bo niewygodne. Nareszcie będą mogły odpocząć od świętowania.

czwartek, 23 stycznia 2020

Jaka alfa taki princ.

Mimo paskudnej pogody Maria musiała wyjść z domu. Pies popiskiwał w przedpokoju już od kilku minut.
- No, chodź  – schyliła się, by zapiąć psu obrożę – ale ostrzegam: pada i jest zimno. Nie będziesz zadowolony.
Pies obsiusiał latarnię przed domem i od razu chciał wracać, jednak Maria zauważyła coś, co wymagało jej natychmiastowej reakcji. U wylotu ulicy stał samochód. Czarny, elegancki, wypucowany jak lakierki grabarza. W samochodzie ktoś siedział. Chyba już dość długo, bo szyby zaparowały. Silnik pracował. Muzyka głośno grała. Maria, ciągnąc za sobą psa, ruszyła w kierunku auta.

środa, 22 stycznia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Świat szeroko zamknięty, Izabela Sowa

Od kilku godzin próbuję  sobie poradzić z bardzo nieprzyjemnym uczuciem. Przeczytałam tę książkę i po raz pierwszy w życiu kompletnie nie wiem, co ja przeczytałam! Gdy zaczynałam lekturę wydawało mi się, że mam przed sobą sympatyczną i napisaną z humorem opowieść o pewnej emerytce, z którą łączy mnie nie tylko nietypowa wada wzroku. 

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Pajac


Kumple od dłuższego czasu mówili mu, że jego pozycja jest zagrożona. Nie chciał wierzyć. Wiedział, że jest najlepszy w tej branży. Nikt nie był tak zabawny i dowcipny, jak on. Do pięt mu nie dorastali nawet gdyby wdrapali się na najwyższe stołki. Szkolił się u światowej sławy mistrza ciętej riposty. Odbył pięcioletni staż w akademii czarnego humoru. Codziennie praktykował dziwaczne kroki pod okiem najlepszego choreografa a towarzyskie gafy reżyserował mu sam Tarantino.

niedziela, 19 stycznia 2020

Pętam się z Pentaxem - Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy!

W moim województwie trwają od tygodnia ferie zimowe, mimo, że ani porządnej zimy nie ma ani nikt za wolnymi dniami jeszcze się nie stęsknił, bo to ledwie święta minęły.  Znudzone dzieciaki snują się bez celu całymi grupami i najwyraźniej straszliwie im się nudzi a ja, korzystając z tego, że one się snują w pewnym oddaleniu od szkoły, poszłam powspominać sobie dawne czasy i sprawdzić, jak będzie wyglądało szkolne podwórko w obiektywie Pentaxa. 

czwartek, 16 stycznia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Podróż ludzi księgi, Olga Tokarczuk


Z przyjemnością wróciłam do tej książki.

Czytałam ją tak dawno temu, że przypomniałam sobie o tym fakcie dopiero po kilkudziesięciu stronach lektury. Słowo „przypomniałam” nie jest odpowiednie. Doznałam raczej czegoś w rodzaju „ja tu już chyba kiedyś byłam” z silnym akcentem na „chyba”. Potem zerknęłam na datę pierwszego wydania, z ogromnym wysiłkiem wydobyłam z pamięci siebie z roku 1993 i doszłam do wniosku, że „Podróż ludzi księgi” jednak musiałam przeczytać. Niewykluczone, że miałam też swój osobisty egzemplarz, który niestety nie przetrwał przeprowadzki z salonów do blokowej klitki.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pętam się z Pentaxem - W poszukiwaniu czerwonego serduszka

Dwunasty dzień stycznia. Samo południe. Pogoda spacerowa. Wychodzę z zamiarem wymiany banknotu z wizerunkiem Mieszka I na czerwone serduszko z logo najwspanialszej orkiestry świata. Biorę ze sobą aparat, by wymianę udokumentować i przy okazji poćwiczyć robienie zdjęć w trybie M. Za cel obieram sobie moje ulubione miejsce:

środa, 8 stycznia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Sklep rzeczy zapomnianych Vintage, Susan Gloss

Różowa, zwiewna sukienka na okładce. Tytuł zapowiadający pełną szafę i dużo gadania o ciuchach. I jeszcze to hasło: każda kobieta i każda rzecz mają swoją historię. Czemu ja taką książkę w ogóle do ręki wzięłam? Żeby się przekonać, po raz kolejny zresztą, że tego rodzaju treści, to ja jestem w stanie przyjąć wyłącznie za pośrednictwem migoczącego ekranu telewizora.

niedziela, 5 stycznia 2020

Pętam się z Pentaxem - Do trzech razy sztuka

Zbyt wysokie oczekiwania, co do partnera mogą zniweczyć każdy związek. 
Stary jest, to prawda. Nie działa ani tak szybko ani tak sprawnie, jak jego młodsi koledzy. Dość szybko się wyczerpuje, miewa problemy z pamięcią i pewnie zbyt dużo czasu to mu już nie zostało. Ale on się przecież robi, co może. I jeśli stworzyć mu odpowiednie warunki, zadbać o nastrojowe światło, dobrze nakarmić i zaproponować coś naprawdę atrakcyjnego, to okaże się, że ten starszy pan ma jeszcze sporo do zaoferowania.

sobota, 4 stycznia 2020

Pętam się z Pentaxem - Druga randka

Po kilku dniach czytania instrukcji, oglądania filmów dla początkujących  i ćwiczenia "na sucho" wybrałam się w pierwszy dzień nowego roku na drugi spacer z Pentaxem. Niedaleko, gdyż po szaleństwach sylwestrowej nocy, poprzedzonych kilkoma dniami świątecznego obżarstwa, kondycji starczyło mi mniej więcej na jakieś 1800 kroków. Ale szłam z obciążeniem! Samo Pentaxowe ciało jest potwornie ciężkie, a kiedy mu się dokręci obiektyw, waży chyba tonę. Kobieta by takiego aparatu na pewno nie zaprojektowała. Nigdy w życiu!

piątek, 3 stycznia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - NIE MA Mariusz Szczygieł


Sięgnęłam po NIE MA nie dlatego, że zostało uhonorowane nagrodą NIKE 
i nie dlatego, że jakoś wyjątkowo lubię czytać reportaże. 
Ostatnio właściwie w ogóle ich nie czytam. Nie kupuję też gazet. 
Czasem obejrzę w telewizji film dokumentalny Ewy Ewart 
albo Kobietę na krańcach świata i to wszystko. 
Więc czemu NIE MA? 
Bo Mariusz Szczygieł. 
I też nie od zawsze. 
Od niedawna.