czwartek, 23 stycznia 2020

Jaka alfa taki princ.

Mimo paskudnej pogody Maria musiała wyjść z domu. Pies popiskiwał w przedpokoju już od kilku minut.
- No, chodź  – schyliła się, by zapiąć psu obrożę – ale ostrzegam: pada i jest zimno. Nie będziesz zadowolony.
Pies obsiusiał latarnię przed domem i od razu chciał wracać, jednak Maria zauważyła coś, co wymagało jej natychmiastowej reakcji. U wylotu ulicy stał samochód. Czarny, elegancki, wypucowany jak lakierki grabarza. W samochodzie ktoś siedział. Chyba już dość długo, bo szyby zaparowały. Silnik pracował. Muzyka głośno grała. Maria, ciągnąc za sobą psa, ruszyła w kierunku auta.
- Czy mógłby pan zgasić silnik? - Zapytała Maria głosem łagodnym, jak padająca od rana mżawka, pukając w szybkę od strony kierowcy.
- A niby czemu? - Warknął siedzący w środku mężczyzna. Brunet, na oko jakieś trzydzieści trzy lata. Można by było uznać, że przystojny, niestety gburowaty.
- Zatruwa pan powietrze – wyjaśniła spokojnie Maria.
- Przesadza pani! Stoję dopiero pięć minut – fuknął brunet. Otworzył drzwi swojego alfa romeo julietta prince i najwyraźniej zamierzał wysiąść. Maria na wszelki wypadek odeszła kilka kroków. Kto wie, co facet zamierza?
- Łamie pan przepisy.
- A pani się czepia!
- Czepiam się, bo mnie pan truje, a ja bym wolała, żeby pan nie truł – Maria miała nadzieję, że mężczyzna teraz już zgasi silnik. Niestety, chłop nie przekręciwszy kluczyka, wysiadł z samochodu. W rękach trzymał jakieś stare gazety i pogniecione kartony, więc Maria uznała, że nie wysiada z zamiarem pobicia i odważnie zadała jeszcze jedno pytanie:
- Czy pan zamierza teraz odejść od samochodu?
- A co? Nie wolno?
- Zasadniczo nie.  Popełnia pan wykroczenie. Nie zna pan kodeksu drogowego?
- Pani jest nienormalna! - Brunet, po dokonaniu błyskawicznej i bardzo powierzchownej diagnozy kondycji psychicznej Marii, udał się w głąb podwórka, by wrzucić to, co tulił do piersi, do pojemnika na papier. Maria powstrzymała się od skomentowania tej dziwacznej w kontekście całej sytuacji dbałości o ekologię i pociągnęła psa w stronę trawnika. Deszcz, nie deszcz, niech załatwia swoje potrzeby i nie marudzi. W międzyczasie, gdy pies szukał odpowiedniego miejsca, niedouczony brunet wrócił do samochodu i ruszył w pogoń za Marią. W pierwszej chwili sądziła, że kierowca będzie ją śledził tak długo, aż piesek zrobi kupkę a Maria być może jej nie uprzątnie, ale okazało się, że brunet potrzebował porady.
- A jak ja miałem zagrzać zimny samochód, który stał całą noc pod gołym niebem?
- Nie wiem, może termos z gorącą herbatą by wystarczył? - Facet nie myślał chyba o zimnym silniku? To był nowiutki, luksusowy samochód a nie stary Star. Temperatura powietrza oscylowała wokół zwykłego zera. Było nieprzyjemnie ziąbowato, ale bez przesady! Maria chciała jeszcze podpowiedzieć, że skoro komuś zimno w tyłek, może zaopatrzyć się w ciepłe barchanowe gacie lub nowoczesną bieliznę termiczną, ale nie zdążyła, bowiem pan zmarznięty już wjeżdżał w jednokierunkową ulicę pod prąd.
- No, tak! Można się było spodziewać. Chodź piesku, chyba możemy już wracać – powiedziała Maria, na co psiak zareagował radośnie i zaczął ciągnąć ile sił w łapach do domu. Przeszli niecałe sto metrów, gdy Maria usłyszała znajomy, nieprzyjemny głos.
- Pani się nie zna, ja mówiłem o silniku!
- To znowu pan? I jednak w ogóle nie zna pan przepisów. Zignorował pan zakaz – Maria z trudem powstrzymywała śmiech.
- Przecież zawróciłem! Znowu się pani czepia.
- Ale wcześniej pan wjechał. Trzeba było już konsekwentnie jechać do końca, to krótka uliczka i dzisiaj nie ma ruchu. Mandatu by pan nie dostał, a szkoda. - Maria zastanawiała się, czy może nie powinna jednak również zawrócić i iść do domu okrężną drogą, bo chłop chyba naprawdę chciał zrozumieć, o co jej chodzi i gotów ją nachodzić póki nie pojmie, a pojmował dość wolno. Pies dreptał z jednej mokrej łapy na drugą i łypał na Marię spod opadającej na oczy grzywki.
- Nie rozumiem, o co się pani tak czepia? Wariatka! - wykrzyknął brunet i tym razem to znaczyło: Do widzenia! Alfa romeo z gburowatym princem w środku odjechało, zostawiając za sobą tylko smród przepalonego oleju, a Maria zastanawiała się, czy ten ograniczony ekologicznie dupek zdążył już powołać na świat kolejne pokolenie. Bo jeśli tak, to marny ich los.

4 komentarze:

  1. Taką mamy świadomość w społeczeństwie... niestety...
    A raczej, jej brak. W sumie to smutne i przerażające, że w obliczu grożącej zagłady planety, takich matołów wciąż jest więcej, niż oświeconych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wolałabym być takim matołem. On raczej nie ma "styczniowej depresji".

      Usuń
  2. Maria dość odważna. Ja bym się bała, że facet mi czymś w łeb grzmotnie :)

    OdpowiedzUsuń