poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pętam się z Pentaxem - W poszukiwaniu czerwonego serduszka

Dwunasty dzień stycznia. Samo południe. Pogoda spacerowa. Wychodzę z zamiarem wymiany banknotu z wizerunkiem Mieszka I na czerwone serduszko z logo najwspanialszej orkiestry świata. Biorę ze sobą aparat, by wymianę udokumentować i przy okazji poćwiczyć robienie zdjęć w trybie M. Za cel obieram sobie moje ulubione miejsce:
Kompleks gastronomiczno-kulturalny Sztygarka pod Szybem Prezydent. Mimo słoneczniej pogody jest dość chłodno, więc gdy zmarznę, będę mogła wejść do kawiarni na herbatę albo szarlotkę na ciepło. 
Pierwsze zdjęcie robię zraz po wyjściu z domu, żeby sprawdzić, czy dobrze poustawiałam wszystkie suwaczki i zobaczyć, jak sprawuje się trzeci z zestawu posiadanych przeze mnie obiektywów.


Zadowolona z efektu, chowam Pentaxa do torby i ruszam szybkim krokiem przed siebie. Nagle kątem prawego oka dostrzegam wiewióreczkę. Nie do końca rozumiem na czym to polega, ale wiewiórki są jak kasztany. Rude i koniecznie trzeba je mieć! Kasztany  w kieszeni a wiewiórki oczywiście na zdjęciu. Staję, wygrzebuję aparat i zaklinam wiewióreczkę, żeby poczekała, aż się wyguzdram.


Guzdrałam się dość długo, wiewióra w końcu cierpliwość straciła i hop, hop, ponad moją głową na drugą stronę ulicy przeskoczyła. Odruchowo, zapominając, że ja mam w ręce starego Pentaxa ustawionego w trybie manualnym, pstryknęłam za nią raz.


I drugi raz.


I tak jeszcze z razy trzydzieści (tylko na tamtych zdjęciach to już kompletnie nic nie widać) i musiałam wracać do domu opróżnić kartę pamięci. Trudno. Wróciłam. Zgrałam zdjęcia na komputer, w międzyczasie wypiłam herbatkę i jeszcze raz wyszłam na poszukiwanie czerwonego serducha. 
Po drodze mijałam płoty i płotki.


Tajemnicze błyski.


I równie tajemnicze ruiny.


Oraz niezidentyfikowane obiekty tęczowe.


Podglądałam zza krzaków prezydenta.



By później stanąć z nim już oko w oko, a raczej słońce w oko ;)


Niestety, zamiast czerwonych serc, znalazłam tylko czerwone bombki. Ale za to ogromne!


Wychodząc przez bramę zastanawiałam się dlaczego nie spotkałam ani jednego wolontariusza z puszką, do której mogłabym wrzucić grosik?


Tuż za bramą wszystko stało się jasne!


U mnie był już 12 stycznia 2020 roku, godzina dwunasta minut kilkanaście. Na Chorzów musiałabym poczekać jeszcze ze dwa dni ;) 
Nie dziwcie się więc, że zapytana kilka kroków dalej znienacka przez przechodnia "Czy pani jest stąd" nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. No, bo nawet jeśli stąd, to jakoś nie bardzo z teraz. 


6 komentarzy:

  1. Świetnie Ci wyszło! Gratuluję zdjęcia wiewiórki. Trudno uchwycić w obiektywie ruchliwe zwierzątko.
    Podobają mi się ruiny i te tajemnicze błyski! I pętaj się dalej, jak najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! Trudno, szczególnie tym ciężkim aparatem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ten czas i nie to miejsce i dlatego serduszek nie ma, ale zdjęcia piękne są.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na zdjęciach Złota Polska Jesień. Super opisane i pokazane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic w czasie i miejscu, w którym tradycyjnie być powinno ;)

      Usuń