piątek, 3 stycznia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - NIE MA Mariusz Szczygieł


Sięgnęłam po NIE MA nie dlatego, że zostało uhonorowane nagrodą NIKE 
i nie dlatego, że jakoś wyjątkowo lubię czytać reportaże. 
Ostatnio właściwie w ogóle ich nie czytam. Nie kupuję też gazet. 
Czasem obejrzę w telewizji film dokumentalny Ewy Ewart 
albo Kobietę na krańcach świata i to wszystko. 
Więc czemu NIE MA? 
Bo Mariusz Szczygieł. 
I też nie od zawsze. 
Od niedawna. 
Od momentu znalezienia w książkach przeznaczonych na makulaturę pozycji „Zrób sobie raj”, która bardzo pomogła mi w dopełnieniu procesu żałoby po ojcu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że książki które się nie wypożyczają zostają skazane na skup makulatury. Naiwnie sądziłam, że w bibliotekach książki mają pewną emeryturę, nawet wówczas, gdy nikt ich już nie czyta. 
Okazuje się jednak, że aby wykazać, żywotność księgozbioru, trzeba jego część „zamordować”, o czym z przerażeniem przeczytałam w rozdziale „Ubytkowanie”. 
Nie, to było raczej zaskoczenie i smutek. 
Z przerażeniem czytałam rozdział „Śliczny i posłuszny”. 
A „Gwiazdę wszystkich willi” to już z zachwytem i silnym postanowieniem, 
że w tym roku, koniecznie muszę na wycieczkę do Pragi.
Książki Mariusza Szczygła nie czyta się łatwo, bo tam strasznie dużo JEST.
Trzeba powolutku. 
Po kawałeczku. 
Ostrożnie.

Dowody na istnienie. Warszawa 2018.
NIE MA






8 komentarzy:

  1. Ta książka jest pierwsza na liście do kupienie w tym roku. Tak jak myślałam, trzeba się delektować powolutku tą lekturą, by zebrać jak najwięcej dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpoczęcie roku od takiej lektury od razu inaczej ustawia perspektywę. Będę z ciekawością czekać na twoje refleksje.

      Usuń
  2. Sporo refleksji... różnotematycznych... przez myśli mnie się przewija... Po pierwsze dziękuję za rekomendację Abbi Waxman - gdyby nie Ty, to okładka książki wypożyczonej przez moją Mamę z biblioteki nie przyciągnęłaby mojej uwagi, a szkoda, bo książka warta jest przeczytania, o czym głoszę na prawo i lewo. Po drugie: Mariusz Szczygieł i jego twórczość są mi kompletnie nieznane. Po trzecie: poraziłaś i przeraziłaś mnie informacją o żywotności księgozbioru! Ja się chyba zacznę pytać pań bibliotekarek które tytuły są przeznaczone na odstrzał i je wypożyczę! Po czwarte: Nie trafiłam na książkę, która pomogłaby mi uporać się ze zbyt wczesną utratą Taty... no może, lektura Jego ulubionych książek. Po piąte: Praga jest moim jednym wielkim turystycznym rozczarowaniem - byłam na nią napalona jak kotka w marcu... - i nie... nigdy więcej żadnej Pragi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje zapiski zachęcają do lektury. Może przyczynie się do ocalenia choć jednej książki ;) Przykro mi, ze Praga tak cię rozczarowała. Byłam kilka razy i wciąż mam niedosyt. Ale nie były to wizyty ze zorganizowaną wycieczką w szczycie sezonu i generalnie to ostatnia wydarzyła się dość dawno. No, ale z miastami to jak z książkami, trzeba trafić na swoje w odpowiednim czasie ;)

      Usuń
    2. Przypomniał mi się Cmentarz Zapomnianych Książek i chyba odświeżę znajomość z Zafonem :) Zorganizowana wycieczka, i to w szczycie sezonu, zdecydowanie nie wchodzi w grę - jedzie się własnym sumptem, łazi gdzie chce, i ogląda to co się lubi, co interesuje, co bardzo chciało się zobaczyć. Niekoniecznie jest to zgodne z tym, co polecają w przewodnikach. Raz, że "trzeba trafić na swoje miasto w odpowiednim czasie", a dwa, że trzeba trafić na swoje miasto, na swój kraj. I wtedy czas staje się drugorzędnym kryterium. Dla mnie takim krajem jest Portugalia - odwiedziłam Lizbonę dwa razy w ciągu dwóch ostatnich lat,a w lutym lecę na Maderę. Ten kraj mówi do mnie dużymi literami i grubą czcionką :)

      Usuń
    3. Po filmie "Lisbon story" też chciałam tam jechać, ale po pierwsze daleko a po drugie w czasie w którym miałabym czas, zdecydowanie za ciepło no i ja strasznie boję się latać.

      Usuń
  3. Może ciężar tej książki mnie powalił. Nie przeszłam. Już pierwsze opowieści czy reportaże, a może refleksje, sprawiły, że miałam dość. Prawie tak jak Ty z Murakamim. Są książki, które do mnie przemawiają i takie, które uparcie milczą. Ta akurat dla mnie to wielki milczek. Za to o dziwo, wydawałoby się cięższa, Fikcje Borgesa wiele gada. I co poradzić? Nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nic się na to poradzić nie da. I wcale nie trzeba.
      Do Murakamiego zrobię kiedyś jeszcze jedno podejście, żeby się ostatecznie przekonać ;)

      Usuń