poniedziałek, 10 lutego 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow

Początek roku obfitował w różnorodne wyzwania pisarskie typu: napisz książkę w rok. Surfując po oceanie Internetu znalazłam nawet porady, jak w trzydzieści dni napisać powieść. Autor tego poradnika, krok po kroczku prowadzi młodego adepta sztuki pisarskiej ku niewątpliwemu sukcesowi.
Naprawdę, czytając o tym, jakie to proste i jak niewiele czasu potrzeba (bo tam prawie co do dnia rozplanowane wstęp, rozwinięcie, zakończenie i wszystkie trzy katastrofy po kolei), nic tylko zeszycik kupić, ogryzek ołóweczka w łapkę wziąć, zamknąć się w jakimś spokojnym miejscu (polecam moskiewski szpital psychiatryczny) i napisać dzieło życia. Pewnie się da. Pytanie tylko, jakiej jakości będzie to dzieło i czy po kolejnych trzydziestu dniach jeszcze ktokolwiek będzie chciał je czytać? Bo po trzystu sześćdziesięciu pięciu to już nie trzeba będzie czytać,  bo już sobie będzie można na wielkim ekranie spokojnie, bez wysiłku i bez przyjemności (chociaż ludzie różni są i przyjemności potrafią czerpać z tak nieprawdopodobnych rzeczy, że może i w kinie spełnienia doznają) obejrzeć. 
Ale co to ma wszystko wspólnego z "Mistrzem i Małgorzatą"? Ano ma! Bo to jest powieść, (ba, żeby jedna!) napisana po mistrzowsku. O wszystkim i o niczym. Pełna absurdalnego humoru i ponadczasowej mądrości. Czytana przez kolejne pokolenia z niegasnącym zachwytem. Tłumaczona po wielokroć, by oddać jeszcze wierniej to, co Bułhakow w spadku nam zostawił. Wystawiana na deskach najznamienitszych teatrów i tak, też ekranizowana, jednak sam Bułhakow nie reżyserował. On nie doczekał nawet pierwszego wydania tego genialnego dzieła, któremu poświęcił wiele lat swego życia. Nie zobaczył też, na szczęście, jak sowiecka cenzura pokaleczyła mu ten wspaniały tekst.
Od początku roku minęło czterdzieści dni. Prawdopodobnie powstały setki napisanych zgodnie ze wskazówkami "Jak napisać powieść w trzydzieści dni" książek, a wydawnictwa typu Vanity już podliczają zyski. 

Kuźmin odwrócił się i zobaczył, że po jego biurku skacze sobie ogromny wróbel. "Hm... tylko spokojnie! - pomyślał profesor.- Ptak wleciał, kiedy odchodziłem od okna.Wszystko w porządku" - zalecił sobie, czując, że wszystko jest w najzupełniejszym nieporządku i to głównie z powodu tego wróbelka. Kiedy profesor przyjrzał mu się, od razu spostrzegł, że wróbel ten to nie jest zwyczajny wróbel. Obmierzły ptak chromał na lewą łapkę, najwyraźniej wymałpiał się, powłóczył nogą, wybijał synkopy, jednym słowem tańczył fokstrota przy dźwiękach patefonu, niczym pijany przy barze, zachowywał się tak po chamsku, jak tylko potrafił i obelżywie patrzył na profesora.

M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata



2 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że z tym szybkim pisaniem to jak z liczeniem przeczytanych książek. Nieważne co, byle było dużo i tu też nieważne jak, byle skończyć w 30 dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, liczyć przeczytane książki to sobie można, tylko niech mi nikt nie każe konkretnej ilości w miesiąc czy rok przeczytać ;)

      Usuń