środa, 15 kwietnia 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Portret artysty, Joseph Heller


Wpadła mi w ręce, jeszcze przed zamknięciem bibliotek, i sprawiła ogromną przyjemność w tym absurdalnym czasie izolacji, ostatnia książka Josepha Hellera, specjalisty od sytuacji bez wyjścia. 

Już samo nazwisko na okładce uruchomiło przyjemne wspomnienia, jak to z ojcem śmialiśmy się do łez, czytając wielokrotnie Paragraf 22. Niektóre fragmenty znałam na pamięć, chociaż to wcale nie była „dziewczyńska książka”. Inne dzieła autora czytałam już z mniejszym zachwytem, choć nie bez przyjemności. Aż do teraz, gdy znów się zachwyciłam. 

Wydana pośmiertnie powieść, właściwie wcale powieścią nie jest. Jest opisem próby napisania ostatniego wielkiego dzieła przez alter ego pisarza. Stanowi swoisty notatnik, w którym znajdziemy szkice pomysłów, plany fabuły, fragmenty rozdziałów, wielokrotnie zmieniane i porzucane tytuły. Zaglądamy pisarzowi do gabinetu, towarzyszymy mu w codziennym spacerze, przysłuchujemy się rozmowom z żoną i dyskusjom z wydawcą. Uczestniczymy w wykładzie na temat „Literatury rozpaczy” i przekonujemy się, jak ryzykownym dla kondycji psychicznej oraz finansowej jest bycie pisarzem, niezależnie od epoki. Nie brakuje w tym wszystkim specyficznego poczucia humoru Hellera. 

Dla kogoś, kto spodziewałby się tradycyjnej powieści lub porządnej autobiografii „Portret artysty” może stanowić pewne rozczarowanie, jednak dla każdego, kto kiedykolwiek próbował napisać powieść, to prawdziwa gratka. Podręcznik pisania i równocześnie przestroga przed lekkomyślnym braniem się za to.





4 komentarze:

  1. Taka książka - szkic, plany, przypomina mi "Oryginał Laury" Nabokova. Może sięgnę i po Hellera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Oryginału Laury" nie czytałam, ale jak mi w ręce wpadnie to chętnie przeczytam.

      Usuń
  2. Nie znam w ogóle jego stylu. Jednak wygląda ciekawie.

    OdpowiedzUsuń