czwartek, 28 maja 2020

Czas kwitnienia wszystkiego na raz

W pobliskim parku jest takie miejsce, gdzie o tej porze roku trwa festiwal wszystkich odcieni zieleni, na tle których występują pojedynczo i grupami kolory tęczy a licznemu chórowi ptaków akompaniuje brzęczenie owadów. Prawdziwe święto przyrody w szczegółowo zaplanowanym przez człowieka i zgodnie z tym planem zrealizowanym bylinowym ogrodzie. Trzeba przyznać, że widzów było sporo. Wszystkie miejsca zajęte, nawet balkony.  Cóż się dziwić, skoro impreza niebiletowana a towarzystwo spragnione kontaktu z matką naturą.

Scenografię i kostiumy zaprojektowały wspólnie, chociaż nie bez sporów o detale, Azalie i  Mirabelki.

 
Za ogólny nastój i oświetlenie  odpowiedzialne były świerki.



Jako pierwsze wystąpiły Irysy a wśród nich baletmistrz światowej sławy Kosaciec Wyniosły.


Następnie na scenie pojawiła się tancerka flamenco  Azalia Ognista


Potem pięknie zaprezentował się zespół tańca ludowego Łubiny


Tuż po nim wszedł na scenę skromniutki Mniszek w towarzystwie Wiotkich Traw i zauroczył wszystkich 



Róża nieco zawiodła oczekiwania publiczności. Pomyliła kroki, narzekała na niedoprasowany rąbek spódnicy, a czego nie dotańczyła, to dopachniła.



Za to staruszek Bezik zaskoczył wszystkich siłą  i kondycją godną  młodego Bzu. 


Nieśmiałe Śpioszki nie zdecydowały się zatańczyć na dużej scenie i podrygiwały skromnie w cieniu liści.


Wykorzystały to natychmiast Wielgachne Irysy, pchając się na scenę pomimo absolutnego braku tanecznego talentu. Na szczęście nie tańczyły. Wykonały popularną arię operową a potem grzecznie, w imieniu wszystkich artystów, podziękowały publiczności za przybycie i zaprosiły na galę letnią.



Na zakończenie sosny, obsypały publiczność z pierwszych rzędów złotym pyłem.


A kiedy wszyscy już się rozeszli do domów, ja zajrzałam za kulisy. Chciałam podejrzeć gwiazdy w garderobach. I podejrzałam. Lśniły niesamowitym blaskiem miliona kryształków rosy. Niestety, wielcy zieloni strażnicy mnie zauważyli, odebrali mi aparat, skasowali zdjęcia i zagrozili, że jeśli jeszcze raz będę wściubiać nos w nie swoje sprawy, to naślą na mnie brygadę szerszeni. Co miałam zrobić? Obiecałam i grzecznie wróciłam do domu, uważając by po drodze nie nadepnąć przypadkiem na żaden polny kwiatek. Nie darowałabym sobie, gdybym uśmierciła jakiegoś  artystę.


Ta koniczyna zdaje się ma wielki talent!


To jak, wybierzecie się na letni koncert?


8 komentarzy: