poniedziałek, 4 stycznia 2021

Zapiski nałogowego czytacza - Książka poniekąd kucharska, Joanna Chmielewska

Moja pierwsza przeczytana w nowym roku książka, jest poniekąd, jak sugeruje tytuł, książką kucharską. Zazwyczaj nie sięgam po tego typu lektury. Gotować umiem, choć niezbyt lubię. Głównie z powodu małej i ciasnej kuchni, w której skomplikowane, wymuszające użycie wielu ingrediencji oraz licznych garów potrawy wymagałyby zbyt wielu akrobacji. Najczęściej przygotowuję więc to, co da się zrobić w pół godziny i ugotować w jednym, góra dwóch, garach. Wychodzi zwykle na tyle smacznie, że z przyjemnością zjadam i ja i mąż. No, chyba że dodałam cukinii albo imbiru, to zjadam sama a mąż zmuszony jest do spożycia chińskiej zupki zrobionej w Radomiu lub kawałka kiełbasy. Zresztą nawet gdybym w przypływie optymizmu zdecydowała się na przygotowanie jakiejś bardziej wyszukanej potrawy sięgnęłabym raczej do niewyczerpanych zasobów Internetu niż do tradycyjnej książki a ostatecznie i tak ugotowałabym po swojemu, przepisem jedynie lekko się inspirując. 

Skąd więc ta książka kucharska? Ano z kartonu! 

Jakiś czas temu, gdy ponownie zamknięto biblioteki, jako miejsca wyjątkowo silnej transmisji wirusa, wszak tam od rana do wieczora dzikie tłumy chadzają w te i wewte pomiędzy regałami, postanowiłam podzielić się z sąsiadami książkami, które już przeczytałam a nie należą do moich ulubionych. Wybrałam z wielu kartonów, które nagromadziły się w moim mieszkaniu w związku z dokonywaniem większości zakupów on-line najzgrabniejszy. Opisałam tak, by jasnym było, że dzielę się dobrem i niczego w zamian nie oczekuję. Wypełniłam go po brzegi lekturą wszelaką i wystawiłam na klatkę w miejscu dobrze widocznym dla każdego, kto wchodził lub schodził po schodach. 

Przez kilka dni nie działo się nic. Później zauważyłam, ze kilka książek zostało zabranych. Po kolejnych dniach odkryłam, że ktoś do kartonu dołożył coś, czego w nim wcześniej nie było. Odczytałam nazwisko Joanny Chmielewskiej i nie zwracając uwagi na tytuł, wzięłam do domu, ucieszona, że poczytam coś bez wątpienia sensacyjnego i pełnego humoru. I zasadniczo, mimo że zawartość lektury niestety odpowiada tytułowi, a tylko to "poniekąd" w błąd wprowadza, bo to jest naprawdę książka kucharska, taka z przepisami, właśnie tak było.

Uśmiałam się wielokrotnie. Kilka razy wzruszyłam, czytając przepisy na potrawy znane mi z własnego domu (kluski z makiem... mniam...)  i raz nieźle wkurzyłam. Przy przepisie na kotlety schabowe. I teraz się zastanawiam, czy wam tu tego przepisu nie zacytować i nie rozpocząć poważnej  dyskusji w temacie: Jak wykonać kotlet schabowy idealny? Podejrzewam jednak, że dyskusja zaczęłaby się toczyć raczej w kierunku wyższości diety bezmięsnej nad tradycyjną, a do tego mnie przekonywać nie trzeba. 

Przejedzona okrutnie po świętach i pełna kulinarnych wrażeń po lekturze życzę Wam smacznego roku i biegnę zobaczyć, czy w kartonie pojawiło się może coś nowego, na przykład jakiś porządny kryminał. 

 



 



2 komentarze:

  1. Byłam niegdyś zagorzałą fanką Joanny Chmielewskiej. Zgromadziłam wszystkie jej książki. Tę także. Świetne są też jej poradniki. Przy czytaniu "Jak wytrzymać z mężczyzną", można się popłakać ze śmiechu. Miłej kartonowej lektury :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ten poradnik jest rewelacyjny! Muszę jeszcze sięgnąć po "Wszystko czerwone" bo ponoć doBre, a ja jeszcze nie czytałam.

      Usuń