wtorek, 11 maja 2021

Bajka o dzielnym rycerzu

 

Dawno, dawno temu albo w zeszłym tygodniu, za siedmioma górami i siedmioma lasami a może na sąsiedniej ulicy, żył sobie pewien dzielny rycerz. Miał wspaniałą, lśniącą zbroję, o którą bardzo dbał i szczerozłote serce. Serce rycerza nie było jego własnością, lecz należało do księżniczki. Tyle tylko, że nasz rycerz jeszcze tej sobie przeznaczonej nie znalazł. 

Mijały lata i rycerz zaczął się martwić, że przeznaczenia swego nie wypełni, księżniczki nie uratuje i serca złotego jej nie odda. Przewędrował już pół świata. Jego zbroja powolutku zaczynała przecierać się tu i ówdzie, rdzewieć a miecz stawał się coraz cięższy i już nie taki ostry jak dawniej. Obawiał się dzielny rycerz, że nim znajdzie swoją księżniczkę, wszystkie smoki zdarzą wyginąć, a tego jednego starego i schorowanego, który być może pozostanie wcale nie da rady pokonać i tylko hańbą swe rycerskie imię okryje. 

Wędrował jednak nieprzerwanie z królestwa do królestwa, tracąc siły lecz nadziei na wypełnienie swojego przeznaczenia nie gubiąc. Aż pewnego dnia, tuż przed zachodem słońca, dostrzegł rycerz stojącą nad brzegiem urwiska księżniczkę. Ani chybi rzucić się chce nieszczęsna ze skały i życie sobie odebrać, pomyślał i biec zaczął najszybciej, jak tylko w rozklekotanej zbroi dał radę, hałasu przy tym tyle robiąc, że wszystkie stworzenia w popłochu uciekać zaczęły i tylko księżniczka stała niewzruszona, podziwiając wyjątkowo pięknie tego dnia zachodzące słońce. 

Kiedy zasapany rycerz złapał ją w pół i od urwiska odciągnął, miast z wdzięczności całusem go obdarzyć policzek mu wymierzyła i awanturę zrobiła ogromną. Jak mógł w ogóle pomyśleć, że ona pomocy jakiejkolwiek potrzebuje? - krzyczała. Czy nie widzi zakuty łeb, że ona sama o siebie zadbać potrafi? - pytała, nie dając rycerzowi szansy na odpowiedź. I cóż to za maniery?! - fukała. A rycerz tylko raz spojrzał w jej zielone oczy i już wiedział, że oto znalazł właścicielkę swego serca.

Wiedział też, że wypełnienie przeznaczenia będzie jeszcze trudniejsze niż dotąd sądził. Westchnął ciężko. Odstawił szamoczącą się księżniczkę na ziemię, przyklęknął przed nią i przysięgę, że póki życia jej nie uratuje to jej nie opuści złożył, nim ostatni promień słońca zniknął za horyzontem. Od tej pory wszędzie tam, gdzie szła księżniczka, tam dreptał za nią rycerz, brzęcząc zbroją i ciągnąc za sobą ciężki miecz, bacząc czy aby nie nadarza się okazja do uratowania ukochanej. 

Mijały dni, tygodnie, lata...

Księżniczka świetnie sobie radziła, rzadko wpadała w tarapaty a nawet jeśli, to sama potrafiła się z nich wydobyć, zanim rycerz zdążył sięgnąć po miecz. Rycerz, nie mogąc spełnić swego powołania, marniał w oczach. Przestał już nawet chodzić za księżniczką, o zbroję swoją wcale nie dbał, siedział smutny i przygarbiony pod starym dębem i popijał cierpkie wino. 

Aż pewnego dnia całym królestwem wieść straszna wstrząsnęła. Smoczysko wielkie i okrutne, trującym jadem plujące nadlatuje! Księżniczka w niebezpieczeństwie! 

Sama księżniczka niezbyt przejęła się tym, co ludzie gadają. Smok, też mi coś! - prychała – Nie wierzę w smoki. Zresztą niech no się tu tylko zjawi, już ja mu pokażę! A rycerzowi nakazała nie ruszać się spod dębu, na co chętnie przystał, gdyż zmęczony był bardzo i sił na żadną walkę nie miał. 

Nastała ciemna noc i kiedy rycerz chrapał pod dębem a księżniczka w swojej komnacie śniła o dalekich podróżach, nadleciał smok. Był jeszcze większy i jeszcze straszniejszy niż ludzie mówili. Kiedy księżniczka go zobaczyła, po raz pierwszy w życiu poczuła, że sama sobie nie poradzi i wezwała rycerza na pomoc. Ten, usłyszawszy wołanie, zerwał się na równe nogi i nie zwracając uwagi na przerdzewiałą zbroję i tępy miecz, na smoka się rzucił, łeb bestii jednym cięciem odrąbując i ratując księżniczkę od niechybnej śmierci. 

Niestety zbroja rycerza była już tak rdzą przeżarta, że kiedy smok w ostatnim podrygu ogonem majtnął, pękła no pół. Złote serce wypadło z piersi rycerza i potoczyło się wprost pod stopy księżniczki. Księżniczka schyliła się by je podnieść a rycerz spojrzał po raz ostatni w jej zielone oczy i wypełniwszy swoje przeznaczenie, zasnął na zawsze.


Pamięci Marka


A tak pięknie przeczytała i zilustrowała bajkę Kinga Krzyś 

wraz z Objazdowym Warsztatem Kreatywnym

https://www.youtube.com/watch?v=T2WJW9RflKk




6 komentarzy:

  1. Bardzo się wzruszyłam, czytając Twój tekst. Ślę ukojenie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ku chwale dzielnych rycerzy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo smutne, ale trudno, żebyś teraz pisała wesołe teksty.
    Oby ból minął. Tego Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przytulam :* Piękna i smutna bajka.

    OdpowiedzUsuń