poniedziałek, 17 lutego 2020

Setna zabawa słowami - Odcinek sponsorowany przez literę "C"

Czy Charon chleje czaczę?
Czy Charon cha-chę zna?
Czy ćwiczy charlestona?
Czy częściej chandrę czuje?
Czy cycka Charon cuksy?
Czy chrupie ciastka czerstwe?

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zapiski nałogowego czytacza - Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow

Początek roku obfitował w różnorodne wyzwania pisarskie typu: napisz książkę w rok. Surfując po oceanie Internetu znalazłam nawet porady, jak w trzydzieści dni napisać powieść. Autor tego poradnika, krok po kroczku prowadzi młodego adepta sztuki pisarskiej ku niewątpliwemu sukcesowi.

niedziela, 9 lutego 2020

Pętam się z Pentaxem - Same badyle!



Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "A"

Andaluzyjski antropolog Alejandro Alwarez aparycją amanta adorował Agnieszkę. Absurdalny afekt antropologa adeptka aptekarstwa afrontowała. Animalna agresywność Alejandra aliści amoralną Agnieszce anormalność anonsowała. Alchemię Amora, ażeby Agnieszkę amplifikować  ambitny Alejandro aktywował. Alabastrowa anielica antałek ambrozji apatycznie absorbowała a arcymiły antropolog alkowę atłasem artystycznie akcentował.  Anemiczna Agnieszka akcję Alejandra absolutnie abnegowała. Admirator atakował Agnieszkę aerodynamicznie. Aberracje adolescenta! Abyś andaluzyjski antropologu  akwitańskich akolitów afrykanizował!  Ażebyś, alfonsowaty arcydupku, antylopy australijskie anglezował! Agnieszka anihilacyjny armagedon alegorii Alejandrowi aplikowała.  Ale ambitny antropolog Alejandro Alwarez, antycypując akcję Agnieszki, aranżował  abstrakcyjny antrakt. Ajuści, atrakcyjna Agnieszka autorytet Alejandra arcywrednie atomizuje. Abdykuj absurdalny absztyfikancie! Addio! Arrivederci, andaluzyjski antropologu Alejandro Alwarezie!

czwartek, 6 lutego 2020

Pętam sie z Pentaxem - Slamsy i dwór

Nie bardzo lubię swoje miasto a ostatnio lubię je jeszcze mniej niż kiedyś. Brzydnie. Podupada. Umiera. A może tylko ja tak to odczuwam? W końcu mamy przecież ten wspaniały nowy betonowy rynek. I tężnie będą lada moment. No, będą, ale cóż z  tego, skoro ja mam takie widoki z okna?

środa, 5 lutego 2020

Setna zabawa słowami - odcinek sponsorowany przez literę "P"

Piękna Pelagia, 
po przekroczeniu progu prosektorium, 
poczuła panikę. 
Po plecach przedreptało Pelagii 
panoptikum przygnębiających przeczuć. Przewidywała porażkę poronionego pomysłu 
podjęcia pierwszych prosektoryjnych przedsięwzięć. Panoptikum porzuconych powłok, 
potworną poświatą powleczonych, 
pokrowcami przykrytych
przeraziło piękną Pelagię potwornie. 
Przystanęła.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Plebiscyt Brakującej Litery

Ludzie marzą o różnych rzeczach. O wygranych w totolotka milionach. O wakacjach na tropikalnej wyspie. O wielkiej przygodzie. O szczęśliwej miłości. O życiu z pasją i z pasji. A o czym marzą książki? Książki marzą o tym, by być czytane i o tym, by ktoś gładził je po okładkach. Niektóre książki marzą też o tym, by być na liście bestsellerów. "Dwie kostki cukru" zamarzyły sobie, by znaleźć się w  pierwszej dziesiątce plebiscytu Brakującej Litery i wzięły udział w konkursie.

niedziela, 2 lutego 2020

Pętam się z Pentaxem - listki, gałazki, badylki

Od wczoraj u mnie wiosna. Temperatura mocno na plusie i choć w nocy padał ulewny deszcz to poranek przywitał mnie błękitnym niebem i słońcem. Wyskoczyłam spod kołdry, złapałam aparat i zanim z zachodu nadeszły ołowiane chmury, wypróbowałam to, czego się nauczyłam o robieniu zdjęć z rozmytym tłem. 

piątek, 24 stycznia 2020

Zdjęcia z wakacji - Wizyta u prabababek

Wybrałam się z wizytą do prababek. Odwlekałam ją dość długo, bo to albo pogoda nie taka, albo samopoczucie nie sprzyjające wizytom towarzyskim, albo inne niecierpiące zwłoki sprawy. Dzisiaj nie znalazłam już żadnej wymówki. 
Prababki bardzo się ucieszyły, że w końcu do nich dotarłam, bo czekały od wigilii i prawie straciły nadzieję. Chciałyby już choinkę rozebrać, porcelanę do szafy pochować, kiecki odświętne zeblec, bo niewygodne. Nareszcie będą mogły odpocząć od świętowania.

czwartek, 23 stycznia 2020

Jaka alfa taki princ.

Mimo paskudnej pogody Maria musiała wyjść z domu. Pies popiskiwał w przedpokoju już od kilku minut.
- No, chodź  – schyliła się, by zapiąć psu obrożę – ale ostrzegam: pada i jest zimno. Nie będziesz zadowolony.
Pies obsiusiał latarnię przed domem i od razu chciał wracać, jednak Maria zauważyła coś, co wymagało jej natychmiastowej reakcji. U wylotu ulicy stał samochód. Czarny, elegancki, wypucowany jak lakierki grabarza. W samochodzie ktoś siedział. Chyba już dość długo, bo szyby zaparowały. Silnik pracował. Muzyka głośno grała. Maria, ciągnąc za sobą psa, ruszyła w kierunku auta.